Muzułmanin po narkotykach zamordował Żydówkę - sąd uznał, że był niepoczytalny. Francuzi protestują

Wielotysięczny tłum zgromadził się po południu w Paryżu w proteście przeciw uznaniu za niepoczytalnego muzułmanina, który w 2017 r. zabił Sarę Halimi, emerytowaną lekarkę i Żydówkę. Francuska władza sądownicza uznała sprawcę za niepoczytalnego i postanowiła nie wszczynać procesu. Sprawa ta wywołała oburzenie nie tylko wśród francuskich Żydów. Wielu prawników wskazuje na niedociągnięcia w czasie dochodzenia.

twitter.com/@LitalLital7987

Według danych policji w stolicy Francji zgromadziło się w niedzielę ponad 20 tys. osób. W wiecu wzięły udział osobistości ze wszystkich niemal nurtów politycznych. Przyszli artyści i pisarze. Byli też duchowni chrześcijańscy oraz kilku imamów. Wielu mówców kładło nacisk na to, że sprawiedliwość dla Sary Halimi to „nie jest sprawa Żydów, ale całej francuskiej wspólnoty narodowej”.

Podobne manifestacje odbyły się w innych miastach kraju. Według portalu regionalnego dziennika DNA w Strasburgu ponad tysiąc osób zebrało się przed lokalną Wielką Synagogą. W Marsylii - jak podała policja - protestujących było około 2000. W Lyonie manifestowano przed gmachem sądów.

4 kwietnia 2017 r. młody Malijczyk, sąsiad Sary Halimi, dostał się do jej mieszkania przez balkon, torturował ją przez godzinę, wołał "Allahu akbar", deklamował wersety Koranu, po czym z krzykiem „Zabiłem szatana” wyrzucił kobietę przez balkon z trzeciego piętra. Mężczyzna przyznał się do winy.

Przed tą zbrodnią palił haszysz i biegli, a następnie sędzia śledczy, sąd apelacyjny i trybunał kasacyjny uznali, że narkotyk spowodował u mężczyzny „krótkie zaburzenie psychotyczne”, pozbawiając go rozeznania, i w związku z tym nie był on w pełni poczytalny i nie może odpowiadać za dokonane wtedy czyny. Nie będzie więc sądzony, choć antysemityzm uznano za motyw zbrodni.

Sprawa wywołała oburzenie nie tylko wśród francuskich Żydów. Wielu prawników wskazuje na niedociągnięcia w czasie dochodzenia. Przypomniano, że sędzia śledcza przez pół roku odmawiała uznania antysemityzmu za motyw zbrodni i nie zgodziła się na wizję lokalną z udziałem oskarżonego ani na przesłuchanie sąsiadów.

Niektórzy politycy uznali, że należy tak zmienić przepisy prawne, by podobne decyzje nie były możliwe.

W zeszłym tygodniu w wywiadzie dla dziennika „Le Figaro” prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział, że „zażywanie środków odurzających po to, by +być jak szalony+, nie może (...) likwidować odpowiedzialności karnej". "Chciałbym, żeby minister sprawiedliwości jak najszybciej przedstawił projekt zmiany prawa” - dodał.

W niedzielę, na krótko przed początkiem paryskiej manifestacji, minister sprawiedliwości Eric Dupond-Moretti ogłosił, że projekt mający na celu „wypełnienie luki prawnej” przedstawiony zostanie „pod koniec maja”.

Niektórzy politycy przemawiający w niedzielę z wiecowej trybuny tłumaczyli, że niesprawiedliwość, jaką odczuwa rodzina zamordowanej i wielu innych Francuzów, jest wynikiem luki prawnej. Inni krytykowali przeprowadzone dochodzenie.

Były socjalistyczny premier Manuel Valls mówił: „Sprawiedliwość powinna pomagać w zrozumieniu tego, co się stało, łagodzić ból i wymierzać sprawiedliwość. W tym wypadku sprawiedliwość nie została wymierzona”.

Przewodnicząca regionu Ile-de-France Valerie Pecresse z centroprawicowej partii Republikanie potępiła brak procesu, który „pokazałby, czym jest antysemicka nienawiść”. Mówiła o „nowym antysemityzmie”, dając do zrozumienia, że chodzi o antysemityzm muzułmański.

Brat Sary Halimi decyzję trybunału kasacyjnego nazwał „absolutną niesprawiedliwością”. Jej syn uznał, że „zmiany prawne nie wystarczą”.

Wśród haseł niesionych przez uczestników wiecu najwięcej było napisów „Sprawiedliwości dla Sary Halimi” i „Sprawiedliwość zginęła wraz z Sarą Halimi”. „Następna Sarah Halimi będzie chrześcijanką, muzułmanką albo kobietą bezwyznaniową” – głosiła tabliczka w ręku młodej kobiety. Inna manifestantka trzymała napis „Francja - kraj praw człowieka i ćpuna”.

Grupka dziewcząt i chłopców, którzy przedstawili się jako „uczniowie podparyskiego liceum”, miała ręcznie zrobiony plakat, na którym widniały strzykawki, liście konopi indyjskich, joint i pigułki z napisem: „To są pozwolenia na zabijanie”.

Po odśpiewaniu "Marsylianki" zgromadzeni rozeszli się spokojnie, ale w pośpiechu, żeby zdążyć do domu przed godziną policyjną, obowiązującą w związku z epidemią koronawirusa.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

#Francja #morderstwo

bm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo