Koncert zespołu Perfect na kortach Legii w 1993 roku okazał się wyjątkowy z kilku powodów. Nie tylko dlatego, że reaktywowany zespół pokazał się na scenie z nowymi piosenkami, ale też ze względu na autorytet zaroszonych gości (razem z grupą utwory wykonali na scenie m.in. Czesław Niemen), ale i obecność aktorki, której wejście na scenę zostało nagrodzone lawiną braw.

W którym momencie Pola Raksa pojawiła się w otoczeniu zespołu, nie trzeba tłumaczyć nikomu, kto miał kiedykolwiek choćby minimalną styczność z klasyką polskiej muzyki rockowej. "Za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał" – mógłby zanucić niejeden wielbicieli i "Autobiografii", czyli jednej z najpopularniejszych przebojów Perfectu.

Tak jest, jak głosi tekst piosenki, twarz dziewczyny, której rysy przypominały rysy Poli Raksy była w stanie podzielić najbardziej zaprzysiężoną paczkę kumpli z tamtych lat.

Każdy (chyba z wyjątkiem najmłodszych pokoleń) oglądał przecież "Czterech pancernych i psa", i wie, że piękna Marusia (w tej roli Pola Raksa) obywatelka ZSRR i sanitariuszka, która rozkochała w sobie polskiego chłopaka Janka Kosa, była chyba najsilniejszym spoiwem będącym w stanie umocnić tak pożądaną przez władze komunistyczne "przyjaźń polsko-radziecką"; była najsilniejszym spoiwem, będącym w stanie zawiązać tak pożądaną przez władze komunistyczne „przyjaźń polsko-radziecką”.

Aktorka, nagrodzona bukietem kwiatów i zasłużonym aplauzem, była wzruszona, ale jej ekranowa kariera miała się wówczas już ku końcowi. Piękna twarz opiewana w piosenkach, wycięta z gazet rozwieszana przez nastolatków nad łóżkiem i której podobiznę powielano masowo na odwrocie lusterek sprzedawanych w sklepach z pamiątkami, dla ambitnej aktorki może okazać się błogosławieństwem i przekleństwem zarazem.

Muzami PRL-owskiego kina były przecież i Barbara Kwiatkowska, i Danuta Szalflarka, i Anna Dymna, i Kalina Jędrusik. Każda z nich charakterystyczna i niezapomniana na swój sposób. A jednak regularności rysów Poli Raksy, migdałowych oczu, niemal alabastrowej cery i dziewczęcego uroku nie dało się nie zauważyć. Jako pierwszy dostrzegł ją klient baru mlecznego podający się za fotografa czasopisma „Dookoła świata”. Ów wypatrzył młodą studentkę polonistyki we Wrocławiu pośród stolików i zachwycił się, proponując sesję fotograficzną.

Pola (a właściwie Apolonia) Raksa nie aspirowała do roli ekranowej sławy. Urodziła się 14 marca 1941 w Lidzie, mieście znajdującym się wówczas na terenie ZSRR (obecnie na Białorusi). Jej matka była krawcową, a ojciec czapnikiem. Jako katolicy Raksowie po wojnie przenieśli się w okolice Wrocławia, a potem do Jeleniej Góry. Młodziutka Apolonia ukończyła 4. Liceum Ogólnokształcące we Wrocławiu, a następnie rozpoczęła (choć ich nie ukończyła) studia polonistyczne na Uniwersytecie Wrocławskim.

Zdjęć, których Pola z zapałem poszukiwała w kolejnych numerach "Dookoła świata", nigdy nie znalazła, ale odbyta sesja zdjęciowa przyniosła sukces i padła na podatny grunt. Wkrótce do Poli Raksy odezwała się Maria Kaniewska, reżyserka powstałego w 1960 roku filmu "Szatan z siódmej klasy". Raksa wcieliła się w nim w główną rolę kobiecą - Wandy, pomocnicy w śledztwie, ale przede wszystkim obiektu westchnień samozwańczego, młodego detektywa Adasia Cisowskiego.

Na horyzoncie pojawiły się kolejne propozycje. Już w 1961 roku widzowie mogli zobaczyć ją jako odtwórczynię pierwszoplanowej roli żeńskiej w filmie "Rzeczywistość" Antoniego Bohdziewicza według prozy Jerzego Putramenta. Artystka przeniosła się z Wrocławia do PWSFTviT w Łodzi, którą ukończyła w 1964 roku. Propozycji ról zaraz po dyplomie nie brakowało. W "Rękopisie znalezionym z Saragossie" zaangażował ją Wojciech Jerzy Has, pamiętała o niej Maria Kaniewska, kręcąc "Panienkę z okienka". Jednak największą szansą na sukces i otwarcie na kolejne poważne angaże mogły być "Popioły” Andrzeja Wajdy. Wajda podkreślił, że doceniał aktorski potencjał młodej aktorki. Pojawiły się jednak problemy natury zgoła nieartystycznej. Daniel Olbrychski, przyznając z czasem, że Pola Raksa zrobiła na nim spore wrażenie, przypomniał, że kręcenie wiarygodnych scen erotyczno-miłosnych utrudniał szaleńczo zazdrosny o aktorkę jej małżonek Andrzej Kostenko.

Przełomowy okazał się rok 1966, kiedy na ekranach polskich telewizorów zaczęto wyświetlać najbardziej kultowy serial tamtych lat – "Czterej pancerni i pies". Odtwórców głównych ról Janka Kosa (Janusz Gajos) i Marusi (Pola Raksa) rodacy zaczęli czcić niemal bałwochwalczo. Ale każdy kij ma dwa końce – "Czterej pancerni…" przynieśli Gajosowi i Raksie status rodzimych bogów ekranu, ale jednocześnie zaszufladkowali ich na długo w jednym typie ról ekranowych amantów.

Janusz Gajos w pewnym momencie przeraził się, że rola przystojnego Janka w popularnej produkcji go przytłoczy i przekreśli plany na aktorską przyszłość. "Bałem się, że to koniec. Zawodowa śmierć. A ja bardzo chciałem grać, bardzo chciałem być aktorem" - wspominał w jednym z wywiadów. Pola Raksa miała podobne obawy. Może zabrakło jej determinacji, jaka cechowała jej kolegę z planu, może z mniejszym zapałem walczyła o swoje miejsce w kinie i teatrze, ale perspektywa wiecznej szufladki również ją uwierała.

"Żaden aktor nie godzi się chętnie na takie ograniczenie emploi. Mnie takie ograniczenie spotkało już w początkach pracy zawodowej. Po moich pierwszych filmach uznano, że powinnam grać wyłącznie postacie dziewcząt pięknych, prostych, o łagodnym sercu, a więc typ ról, które określa się mianem »pierwsza naiwna«. Tak zaszufladkowany aktor zaczyna wzdychać do ról czarnych charakterów"

– wyznała w jednym z nielicznych znanych dziś wywiadów opublikowanym w czasopiśmie "Ekran" w 1970 r.

Dalszą filmografię aktorka zdawała się dobierać w sposób nieco bardziej wyważony. W połowie lat 80. pojawiła się m.in. w serialu "Tulipan" Janusza Dymka. Ostatni raz stanęła przed kamerą na planie filmu "Uprowadzenie Agaty" (1993) Marka Piwowskiego jako matka tytułowej bohaterki. Dłużej pozostała na deskach teatralnych, ale i z teatru wycofała się pod koniec ubiegłego stulecia. Od tamtej pory konsekwentnie odmawia wywiadów. A jej opiewaną w piosence twarz, da się zobaczyć niezwykle rzadko.

Okazuje się jednak, że Pola Raksa jest artystką wielu talentów. Uczestniczyła w projektach kostiumograficznych, a pod koniec lat 90. w "Rzeczpospolitej" prowadziła rubrykę poświęconą modzie. I, kto wie, może jeszcze złamie swoje postanowienie wycofania się z życia filmowego. Dziś reżyserzy coraz dobitniej zdają sobie sprawę, że role kobiece nie sprowadzają się na pierwszym miejscu do urody. Kino potrzebuje dojrzale pięknych, utalentowanych i posiadających doskonały warsztat aktorski aktorek w sile wieku.