Ostatnie dni były trudne dla osób trans, niebinarnych, queer, całej społeczności LGBT+, która działa w Razem i z Razem sympatyzuje. Przepraszamy, że nie czuliście się bezpiecznie. Zrobimy wszystko, by uniknąć takich sytuacji, bo zależy nam na przyszłości: bezpiecznej i solidarnej, którą chcemy budować wspólnie. Prosimy was o mandat zaufania na przyszłość

- piszą w oficjalnym komunikacie przedstawiciele Partii Razem.

Następnie informują, że sprawą transfobii w ich szeregach zajmie się Sąd Koleżeński i informują o planowanym szkoleniu antydyskryminacyjnym.

Zorganizujemy spotkanie Zarządu Krajowego, posłanki i posłowie oraz osoby ze społeczności LGBT+ tworzące partię. Chcemy usłyszeć od Was, jak możemy Was wspierać i budować prawdziwe sojusznictwo z grupami wykluczanymi. Deklarujemy, że skontaktujemy się z Transfuzją i poprosimy o warsztaty antydyskryminacyjne dla nas wszystkich w partii, a zdobytą tam wiedzę i wrażliwość przełożymy na pracę z wami wszystkimi

- kajają się na oficjalnej stronie anonimowi działacze, działaczki i osoby o niezdeklarowanej płci (jednocześnie jak to na lewicy, wymyślając nowy termin "sojusznictwa" zamiast normalnego słowa "sojusz").

Ale o co chodzi?

Zarzewiem konfliktu w gnieździe lewicy stała się rozmowa działaczki Lewicy, Urszuli Kuczyńskiej, z reporterką "Wysokich Obcasów". Kuczyńska przyznała, że nie podoba jej się zamienianie słowa "kobieta" na "osoba z macicą". Niespodziewanie przypadkowo udało się odnaleźć jedną z granic pomiędzy "lewicą" a "lewactwem", bo na Kuczyńską wylano kubeł pomyj, zarzucając, że reprezentuje postawę transfobiczną, a jej wypowiedź to... "transfobiczny wysryw".

W obronie Kuczyńskiej stanęli politycy Partii Razem - Maciej Konieczny (Kuczyńska jest jego asystentką) oraz Adrian Zandberg. Z kolei "Młodzi Razem" od wypowiedzi Kuczyńskiej się odcięli, nazywają je transfobicznymi. 

Efekt jest taki, że Konieczny, Kuczyńska, a  nawet Zandberg zostali zakwalifikowani do grona tzw. terfów. Tym tajemniczym wyrazem feministki i lewacy nazywają... inne feministki, których poglądy wydają im się transfobiczne. I tu trzeba już zapalić światełko ostrzegawcze dla ekipy Adriana Zandberga, bo ich własne środowisko w internecie wzywa do "strzelania do terfów" oraz "mordowania" i "wieszania transfobów na szubienicy". Nie pierwszy raz zdarza się więc sytuacja, że rewolucja zaczyna w pewnym momencie konsumować swoje własne dzieci.