Sędzia Igor Tuleya został odwołany z funkcji rzecznika sądu okręgowego w Warszawie. Kierownictwo sądu podjęło decyzję po publikacjach dotyczących współpracy matki Tuleyi z komunistycznymi służbami bezpieczeństwa.
 
Maja Smoderek, rzeczniczka sądu ds. cywilnych, czasowo pełniąc funkcję Tulei, o decyzji sądu na pierwszym miejscu poinformowała "Gazetę Wyborczą".

- Kierownictwo sądu uznało, że w tym zamieszaniu wokół jego osoby nie może on rzetelnie reprezentować sądu - oświadczyła. W rozmowie z "GW" przekazała, że kadencja Tulei na funkcji rzecznika ds. karnych upłynęła 13 stycznia i nie zostanie przedłużona.

„Gazeta Polska Codziennie” ujawniła informacje dotyczące zarejestrowania matki sędziego Lucyny Tulei jako tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa ps. Lucyna. Wcześniej – co ustalił Cezary Gmyz – przez wiele lat Lucyna Tuleya pracowała w Służbie Bezpieczeństwa.

Zapoznaliśmy się z aktami TW „Lucyna” oraz teczką funkcjonariusza MSW Lucyny Tulei. Wynika z nich, że przez 30 lat pracowała w resorcie spraw wewnętrznych. W biurze „B” MSW do momentu przejścia na emeryturę (1988 r.) zajmowała się pracą z agentami komunistycznej bezpieki, którzy donosili na dyplomatów i pracowników ambasad. Jako emerytka SB została tajnym współpracownikiem biura „B” – prowadziła 10 tajnych agentów. W teczce TW „Lucyna” znajduje się kilkadziesiąt osobiście przez nią podpisanych pokwitowań odbioru pieniędzy. Funkcjonariuszem MSW był także jej mąż Witold Tuleya, który przeszedł długotrwałe szkolenie w Moskwie. Został m.in. skierowany przez PRL-owskie MSW na studia doktoranckie Akademii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ZSRS (nadzorowało ono m.in. milicję, więziennictwo oraz obozy pracy przymusowej, czyli gułagi).

Zdaniem rozmawiających z „Codzienną” prawników to, że matka sędziego była TW, jest wystarczającym powodem, by wyłączył się on z orzekania w procesach dotyczących komunistycznych służb PRL.

Sędzia Igor Tuleya orzekał m.in. w sprawie przeciwko komunistycznemu śledczemu Tadeuszowi Szymańskiemu, który zasłynął z wyjątkowego okrucieństwa w stosunku do więźniów. Jako funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie znęcał się nad żołnierzami polskiego podziemia. Szymański dopiero w latach 90. został oskarżony o znęcanie się nad więźniami politycznymi w czasach stalinowskich. Ze zgromadzonych materiałów wynikało, że oprócz „normalnego” bicia i kopania, ulubionymi torturami stosowanymi przez Szymańskiego były m.in. umieszczanie w karcerze, wielogodzinne stójki przy otwartym oknie (nawet zimą, przy jednoczesnym polewaniu zimną wodą), klęczenie na betonie z miednicą pełną wody w rękach. Proces kata X pawilonu trwał trzy lata. Prokuratura, opierając się na kodeksie karnym z 1932 r., chciała dla niego maksymalnej kary 7,5 lat więzienia, ale sędzia Igor Tuleya wydał wyrok pięciu lat. „To wyrok symboliczny, trudno przeliczyć go na miesiące czy lata cierpień pokrzywdzonych przez niego ludzi” – mówił w uzasadnieniu wyroku.