Skalę degrengolady „autorytetów” polskiej polonistyki pokazuje opowieść Wencla o tym, jak Rada Języka Polskiego potępiła nagrodę dla niego i pojawienie się jego wierszy na liście lektur. Jak się okazuje, rada nie wiedziała, co ma potępić, bo… nie czytała jego twórczości.

Oni napisali, że zapoznali się z moją twórczością dopiero po posiedzeniu, bo na posiedzenie nie dostarczono im przykładów. To było po prostu komiczne.
- opowiada Wencel.

Jako przykład skrajnego konformizmu wobec III RP Wencel wymienił pisarza Szczepana Twardocha: 

Jeżeli jest świństwo, ktoś kogoś sprzedaje, to intelektualista subtelny potrafi to zracjonalizować, opisać i w jakiś sposób przyswoić. Staje się oportunistą. Ja nie potrafię. Czuję obrzydzenie fizyczne. Jeżeli widzę karierowicza w literaturze, Szczepana Twardocha na przykład, powiedzmy to, bo to jest największy oportunista, jakiego widziałem w literaturze wszechczasów, człowiek bez żadnego kręgosłupa, to czuję – nie wobec niego, bo sympatyczny chłopak – ale wobec tej postawy rodzaj obrzydzenia. To jest ktoś, komu ja nie podaję ręki. Bo widzę to dorabianie się, przechodzenie, porzucanie pewnych idei, dlatego że inne zapewniają jakieś korzyści.

Wojciech Wencel wydał właśnie książkę „Wierzyński. Sens ponad klęską” – biografię najważniejszego poety antykomunistycznej emigracji, która przez 30 lat nie mogła być wydana na żadnym z polskich uniwersytetów. 

Rymkiewicz powiedział kiedyś, że jest to wielkie morze języka poetyckiego poza czasem. I trochę jest tak, że umarli poeci i żywi poeci wymieniają się myślami. Ja nauczyłem się żyć, funkcjonować, z poetami z przeszłych pokoleń, poprzez język poetycki. No, ale żeby nie zabrzmiało to zbyt patetycznie, to wiem, że mogę ich sobie trochę programować.
- powiedział.

Mocna rozmowa o tym, jakie kryteria rządzą polską literaturą poniżej: