W zeszłym roku Pan Profesor na Twitterze skrytykował LGBT. Wiąże Pan z tym swoje obecne kłopoty, czyli rozwiązanie pańskiej umowy o pracę. Według mediów zresztą, umowa została rozwiązana przez Uniwersytet Warszawski! 

Już tłumaczę: to nie był Uniwersytet Warszawski. To uczelnia prywatna. Natomiast tym, który ją zawiadomił, był pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego. On się nie ukrywał i ogłosił swój zamiar pod tym moim wpisem na Twitterze. Mniej więcej w ten sposób, że ktoś taki, jak ja, czyli pracownik uczelni, nie może mieć tego typu poglądów. I on zapytał władze mojej uczelni, czy ja w ogóle powinienem tam pracować.

Wygląda na to, że ów pracownik groźbę spełnił…

Najwyraźniej, tak! To znaczy: władze uczelni mi nie powiedziały, dlaczego rozwiązują ze mną umowę. Tylko, że są jakieś tego względy natury organizacyjnej. Ale ja byłem na tę uczelnię przyjęty w taki dosyć specjalny sposób. Bo o to, żebym się tam zatrudnił, zabiegał sam rektor tej szkoły. Dotarł do mnie przez mojego znajomego po to tylko, aby zapytać się, czy mógłbym u niego pracować.

Bardzo im więc zależało na tym, żebym się zatrudnił. W związku z tym, zgodziłem się i podjąłem pracę. Miałem wykłady z zakresu geopolityki, geostrategii, spraw związanych z bezpieczeństwem narodowym. Z tego, co wiem, to wykłady cieszyły się zainteresowaniem studentów. Nie było więc żadnych problemów, jeżeli chodzi o te kwestie. A żeby nie było wątpliwości, na wykładach nie pojawiały się problemy LGBT, bo one z kwestiami bezpieczeństwa narodowego niewiele mają wspólnego.

Z uwagi na to wszystko, byłem bardzo zdziwiony, że otrzymuję wymówienie. Pan, który mi je przekazywał, nie był w dobrym humorze, a ja go specjalnie nie naciskałem, bo uznałem, że takie rzeczy po prostu zdarzają się.
Natomiast przyznaję, że trochę mnie ruszyła inna sytuacja. Byłem mianowicie redaktorem naukowym pewnego wydawnictwa. Kilka osób złożyło już do niego swoje teksty. I ze strony tych właśnie osób pojawiły się bardzo grzeczne sugestie pod moim adresem, czy ja bym się jednak nie zwolnił z tego oddziaływania naukowego i nie wycofał swojego nazwiska. Oni bowiem, dowiedzieli się o fakcie, że jestem zaprzyjaźniony z Marianem Banasiem. A związek z kimś, kto ma takie znajomości, mógłby im zaszkodzić, jeżeli chodzi o ich miejsca pracy. W związku z tym, oczywiście zgodziłem się na to, żeby wycofać moje nazwisko z wydawnictwa. Tak samo, jak napisaną już przeze mnie przedmowę.

Pomyślałem jednak, że to nie jest w porządku, jeżeli takie rzeczy się dzieją. A ponieważ wszyscy korzystamy z mediów społecznościowych, to tam jedną i drugą sprawę nagłośniłem. Oczywiście nie na zasadzie, że gdzieś się skarżę, że biadolę, że nie mam co jeść i tak dalej, i tak dalej. Nie! To nie o to chodzi! Po prostu pokazuję, że dzieją się jakieś rzeczy w naszej rzeczywistości społecznej, które – co tu dużo mówić - prowadzą nas w bardzo niebezpieczne rejony, jeżeli to się będzie rozwijać.

A w zeszłym roku, gdy pojawiła się na Twitterze owa krytyka LGBT, spodziewał się Pan jakichś represji za wyrażanie swoich poglądów? 

Jestem człowiekiem, który, jeżeli ma jakieś poglądy i uważa, że należy je prezentować, to po prostu to robi. I oczywiście, jestem krytykiem tych zmian obyczajowych, które próbuje się nam zaaplikować.

Wiedziałem, że zwykle jest tak, że po jakimś takim moim wpisie, odzywają się gorliwi zwolennicy zmian obyczajów, którzy nie przebierają w słowach. Ale wiem, że tak to wygląda, jeżeli chodzi o media społecznościowe i to mnie specjalnie nie dziwi. Ale zdziwiło mnie, że komuś przyszło do głowy, żeby wywrzeć presję na mnie od tej strony. Pozbawienie pracy to jednak jest poważna kwestia! A zrobiona tak chytrze, że trudno nawet to zaskarżyć. Bo o co mam skarżyć? O zmiany natury organizacyjnej? O to, że ktoś kiedyś coś tam powiedział, że nie podobają mu się moje poglądy i będzie informował moją uczelnię? To przecież nie ma żadnego związku ze zwolnieniem, prawda?

Czyli żadnych dokumentów na to, że zwolniono Pana za poglądy, nie ma?

- Oczywiście, że nie ma! Co więcej, nawet nie chcę, żeby ta sprawa stała się powodem do jakichś dochodzeń kto, co i dlaczego. Nie uważam, żeby to było aż tak ważne. W swoim życiu doświadczyłem różnych przykrych zdarzeń. Nawet dużo bardziej przykrych od czegoś takiego. To mnie – powiedziałbym – raczej śmieszy. Tego typu - przepraszam za wyrażenie - „represja”. Niemniej jednak uważam, że tworzy się w naszym kraju bardzo groźna atmosfera, która prowadzi do tego, że ludzie rzeczywiście mogą być prześladowani, zwalniani z pracy. Były już zresztą zwolnienia z pracy. I to wprost przekazane jako następstwo tego, że ktoś powiedział coś niechętnego na temat nowinek obyczajowych.

Więc tylko z tego jednego powodu napisałem coś na ten temat. Tylko dlatego zareagowałem. A nie dlatego, żebym oczekiwał jakiegoś wsparcia, pomocy, obrony, żebym narzekał. Nic takiego nie wchodzi w rachubę! Ja sobie w życiu świetnie daję radę. I tego typu historie mnie nie osłabiają! Dlatego, że wiele doświadczyłem w życiu. A żyję bardzo długo. I dlatego z mojej strony nie ma żadnego zaskoczenia, czy przerażenia, ani tym bardziej jakiegoś błagania o wsparcie.