Tweet Janusza Korwin-Mikkego to odpowiedź na wpis dziennikarza portalu Onet.pl Andrzeja Gajcego. „To co robią sądy, woła o pomstę do Nieba. Sędzia, który uznał za argument, że gwałcona dziewczyna nie krzyczała, jako powód do obniżenia kary, natychmiast powinien mieć wszczęte postępowanie dyscyplinarne i stracić możliwość orzekania” - napisał Gajcy.

Wpis nie zrobił wrażenia na Januszu Korwin-Mikkem. Mało tego, polityk przychylił się do rozumowania sędziego, wskazując, że to kryterium „działa od 6000 lat”.

„Jeśli nie krzyczy, to widać tego chce. Jak bez tego odróżnić ofiarę - od dziewczyny, która owszem, chętnie.... ale potem oskarża o gwałt, bo boi się taty? To jakiś ruch WPM - White Pussy Matters; możliwość dowolnych oskarżeń”

- czytamy.

Pod wpisem nie brakuje słów oburzenia postawą polityka. Przytłaczająca większość z nich to emocjonalne i wulgarne wpisy.

"Gwałtu nie było, 14-latka nie krzyczała"

Chodzi o wyrok, jaki zapadł we wrocławskim Sądzie Apelacyjnym. Sąd II instancji złagodził karę wobec pedofila - z trzech lat pozbawienia wolności na rok więzienia w zawieszeniu. Sprawa dotyczyła wydarzeń z grudnia 2016 r., gdy 14-letnia wówczas dziewczynka została wykorzystana seksualnie przez 26-letniego dalekiego krewnego. Według sądu okręgowego próbowała się bronić, lecz do stosunku doszło. Kilka miesięcy później wyznała wszystko matce; policja wszczęła śledztwo.

Ostatecznie Sąd Apelacyjny ocenił, że "do gwałtu nie doszło, ponieważ nastolatka nie krzyczała", co - jak wskazał sędzia - było argumentem, że „sprawca nie używał przemocy”.

Dodatkowe argumenty za nadzwyczajnym złagodzeniu kary podała na swojej stronie internetowej „Gazeta Wrocławska”. „Pierwszy to złożenie zawiadomienia przez pokrzywdzoną po kilku dniach od zdarzenia, inny to fakt, że kilka dni po dacie przestępstwa ofiara kończyła 15 lat. Współżycie z taką osobą – oczywiście dobrowolne – nie jest przestępstwem” - czytamy.