Niemniej warto wymienić ich główne kłamstwa w sprawie „piątki dla zwierząt”:
1) PiS wprowadza ją pod naciskiem lewactwa. Otóż wśród licznych nacisków lewactwa na rząd nacisk obrońców zwierząt jest anemiczny. A poglądy Jarosława Kaczyńskiego w tej kwestii są znane od zawsze. I ani nie są lewackie, ani nie wynikają z nacisków.
2) W zachodnich społeczeństwach nie ceni się dzieci, za to broni zwierząt, i my ku temu zmierzamy. Brednia, PiS zrobił dla dowartościowania rodzin i dzieci wiele, co nie wyklucza tego, by zrobić coś dobrego w sprawie mniejszej wagi – losu zwierząt.
3) Tylko lewaki ograniczają przemysł futrzarski. No nie, większość krajów w Europie, która to zrobiła, kojarzy się mniej lewacko od (smutnej) europejskiej średniej, np.: Węgry, Włochy, Szwajcaria, Chorwacja, Serbia.
4) Konserwatysta nie poprawia losu zwierząt. Nie, konserwatysta tylko nie myli zwierząt z ludźmi, jak robią to lewacy. Według katechizmu i nauczania Jana Pawła II czy miłośnika kotów Benedykta XVI człowiek czyni sobie ziemię poddaną, ale jako „rozumny i szlachetny pan i stróż, a nie jako bezwzględny eksploatator”.