Anachroniczny reżim „cara z Mińska” utrzymuje się dzięki przemocy i wsparciu Rosji. Od kilku lat Łukaszenka wysyłał sygnały, że chce rozluźnić więzy z Moskwą. Nie miał wyjścia, bo Rosja nie chciała go już utrzymywać. Ale to nie oznacza, że Kreml łatwo zrezygnuje z Białorusi.
Jeżeli będzie trzeba, Moskwa jest w stanie interweniować, by utrzymać tam swoje wpływy. Reakcja społeczności międzynarodowej powinna być więc podwójna: wobec Moskwy, by zostawiła Białoruś w spokoju, i wobec Łukaszenki, by pozwolił społeczeństwu na demokrację.
Stłumienie protestów nic Łukaszence już nie da, bo ruch demokratyczny wyszedł z Mińska i dotarł na prowincję, w tym do zakładów pracy. Wkrótce zabraknie mu pieniędzy na utrzymanie totalitarnej machiny, chyba że Rosja w czasie kryzysu chce sobie wziąć jeszcze jeden problem na głowę.