- Sytuacja na Białorusi jest niezwykle dynamiczna. Są ranni, ale też ofiary śmiertelne. Trudno jest przewidzieć w jakim kierunku się to dalej potoczy. Wiadomo, że strona rosyjska się angażuje. Białoruś w strefie wpływów Rosji znajduje się na własne życzenie. Teraz dochodzi wręcz do osłabienia państwa. Putin tak to sobie wykoncypował. Łukaszenka jednak nie jest zainteresowany osłabieniem swojej pozycji, kosztem Kremla - rozpoczął wiceminister Przydacz.

- Czy to nie była ustawka? Dla Putina i Łukaszenki ten poziom dla Zachodu jest wygodny. Rosja nie ponosi odpowiedzialności za Łukaszenkę. Ten z kolei może coś zdobyć

- dopytał red. Sakiewicz.

- To nie była absolutnie ustawka. Rosja, finansując Białoruś, nie jest skora do dalszego wspomagania za darmo. Jakiekolwiek wciągnięcie w obieg handlu międzynarodowego czy pozyskanie innych dostawców energii warunkowane jest jednak dialogiem politycznym. Ten nie jest możliwy, jeśli Białoruś przestrzega innych zasad, narzuconych przez Kreml - odparł wiceszef MSZ.

Wskazał, że „społeczeństwo białoruskie ma słuszne poczucie gniewu”. - Nie tylko przez minione wybory. Nastroje pogarszały się od lat, w szczególności w ostatnich miesiącach - ocenił Przydacz, wskazując na „nieumiejętność poradzenia sobie państwa białoruskiego z epidemią”.

- Dla dobra Białorusi, zachowania jej suwerenności i niepodległości, dialog wewnętrzny jest niezbędny. Zachęcamy naszych sąsiadów do rozpoczęcia tych rozmów. Skutkiem tego musi być deeskalacja obecnej sytuacji. Nie możemy przechodzić obojętnie obok pacyfikowania protestujących, zamykania ich w aresztach

- podkreślił.

Odnosząc się do wpływów zza granic Białorusi przyznał, że „ta jest silnie spenetrowana przez służby rosyjskie”. - To całkiem pokaźna grupa. Według naszych obserwacji, prezydent Łukaszenka dokonał różnych przesunięć w swoim obozie władzy, na bardziej lojalnych - dodał. Zastrzegł, że „istnieje niebezpieczeństwo, że (Rosja -red.) będzie chciała dominować kierunki polityki białoruskiej - ostrzegł Przydacz.

Zwiększona obecność wojsk USA w Polsce

- To ma swój początek w decyzji wycofania amerykańskich wojsk z Niemiec. Z perspektywy interesu Polski, i szerzej kontynentu, nie jest w naszym interesie wycofanie wojsk amerykańskich z Europy - ocenił Przydacz w drugiej części programu.

Przyznał, że strona polska o zwiększoną obecność wojsk USA apelowała. - Po części się do tego apelu przychylono. Pamiętajmy jednak, że wszystkie posunięcia dotyczące Stanów Zjednoczonych dzieją się w ferworze tamtejszej kampanii prezydenckiej – zaznaczył wiceszef MSZ.

- Na szczęście wojska wycofywane z Niemiec zostają w Europie. Część trafi do Belgii, Włoch oraz Polski - odparł.