Trzaskowski pytany czy kandydujący prezydent stolicy ma szansę zjednać sobie mieszkańców prowincji, gdzie Andrzej Duda czuje się silny, odparł że przecież „wszędzie problemy są te same”.

Dziś obywatele rozmawiają o problemach służby zdrowia, przyszłości miejsc pracy, nieracjonalnych decyzjach władzy w zakresie odmrażania gospodarki. Nie ma różnicy, czy ktoś walczy o utrzymanie zatrudnienia na wsi, czy w Warszawie. Uzyskanie kredytu jest obecnie olbrzymim problemem dla każdego, bo trzeba mieć wielki wkład własny. Andrzej Duda jest z Krakowa, ja jestem z Warszawy i wszyscy prezydenci, jakich znam, byli z jakiegoś miasta.
- przekonuje Trzaskowski.

Na uwagę, że przeciwnicy już przypominają mu kartę LGBT+, która wywołała wielomiesięczny spór w kraju, natychmiast zaczął przekonywać, że... „w czasach po epidemii społeczeństwa nie interesują tak bardzo sprawy światopoglądowe”.

Przecież wszyscy wiedzą, jakie mam poglądy. Uważam, że związki partnerskie powinny być w Polsce wprowadzone. Tylko nie o tym jest ta kampania.
- podkreślił kandydat KO na prezydenta.

W pewnym momencie jednak Rafał Trzaskowski zaczął ujawniać elementy swojego prawdziwego programu wyborczego. Zaczęło się od stwierdzenia, że „rolą głowy państwa jest, poza wetowaniem złych rozwiązań rządu, to pobudzanie go do działania, zwracanie uwagi na priorytety, wykazywanie się inicjatywą ustawodawczą”.

Jako część władzy wykonawczej ma ogromne uprawnienia i najsilniejszy w Polsce mandat. Dziś prezydent RP nie pełni jednak aktywnej roli.
- mówił prezydent Warszawy.

Po chwili przeszedł do ataku na Andrzeja Dudę zarzucając mu, że... „nie ma żadnego własnego, oryginalnego pomysłu, a rząd nie traktuje go poważnie”.

Pytany zatem o to, jakie są jego propozycje antykryzysowe Trzaskowski zapowiedział, że szczegółowo o programie będzie mówił w kolejnych dniach.

Na pewno poruszymy też zagadnienia polityki kredytowej. Teraz nadchodzi kryzys i jestem gotowy na współpracę z rządem, jeśli chodzi o pomoc gospodarce. Nie może być jednak dalej tak, że nikt nie patrzy władzy na ręce. Już nawet nie mówię o łamaniu konstytucji czy upolitycznieniu instytucji, na straży których powinien stać prezydent. Chodzi o złe zarządzanie państwem.
- powiedział kandydat KO na prezydenta.

W pewnym momencie powiało grozą. Gdy rozmowa zeszła na temat mediów publicznych, Trzaskowski pytany o jedno z pierwszych głoszonych przez niego haseł: „zaorać TVP Info” odparł, że „po tym, co zrobili, nie da się odbudować wiarygodności” tej stacji. Jego zdaniem idea 24-godzinnego kanału informacyjnego w mediach publicznych „została całkowicie skompromitowana”, a media publiczne powinny się poświęcić realizacji misji kulturalnej, edukacyjnej.

I wtedy padło kluczowe zdanie:

Będę wypalać żelazem to, co zrobił PiS. Nie tylko w mediach publicznych.
- zapowiedział.

Pytany o to, że „z PiS płyną sygnały, że jeśli wygra wybory należy spodziewać się przyspieszonych wyborów parlamentarnych”, odpowiedział:

Jeśli po przegranych wyborach prezydenckich chcieliby od razu robić wybory parlamentarne, to musieliby być samobójcami”. Polsce jest teraz potrzebny spokój, bo idą trudne czasy. [...] Jestem gotów do współpracy w takim zakresie, w jakim będzie to wzmacniać państwo. Natomiast jeśli decyzje będą nieracjonalne, instytucje będą dalej niszczone, prezydent musi powiedzieć „stop”.
- oznajmił Trzaskowski.