Uniezależnienie się od rosyjskiego gazu - to jeden z priorytetów rządu Zjednoczonej Prawicy. Z końcem 2022 roku wygasa umowa jamalska. Czy więc 1 stycznia 2023 do Polski nie popłynie już ani jeden metr sześcienny gazu? Zwolennikiem całkowitego zaprzestania dostaw rosyjskiego surowca jest Janusz Kowalski, wiceminister aktywów państwowych, wcześniej wiceprezes PGNiG. W rozmowie z niezalezna.pl przyznaje jednak, że brakuje w tej sprawie konsekwencji 

- Zgodnie z unijną polityką klimatyczną zwiększamy uzależnienie od gazu ziemnego przestawiając na ten surowiec nowy blok Elektrowni Dolna Odra. Istnieje prawdopodobieństwo, że na gaz będzie także elektrownia w Ostrołęce. Przepustowość terminalu LNG jest zbyt mała, aby sprostać tym potrzebom. Będziemy wiec musieli uzależnić się od zagranicznych surowców, a więc także od rosyjskiego gazu, a to jest wielki błąd

- przyznaje wiceminister Kowalski.

Powód? - W perspektywie taka sytuacja spowoduje, że zużycie gazu drastycznie wzrośnie, a nasze bezpieczeństwo energetycznie ulegnie drastycznemu zmniejszeniu - tłumaczy Kowalski i dodaje:

- Skoro mamy na terenie Polski bogate pokłady węgla to powinniśmy oprzeć nasze bezpieczeństwo energetyczne właśnie na tym surowcu, a nie na gazie ziemnym, który musimy importować. Jeżeli chcemy się uniezależnić od 1 stycznia 2023 r. od rosyjskiego gazu to nie możemy sztucznie zwiększać krajowego zapotrzebowania na ten surowiec. W scenariuszu dojścia do władzy za kilka lub kilkanaście lat PO i PSL – formacji jawnie działających na korzyść Kremla w latach 2007-2015 – oznaczać to będzie, że gaz np. do Ostrołęki dostarczałby Gazprom. 

O tym jak zmusić Gazprom do zapłacenia zasądzonej przez międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy na rzecz PGNiG kwoty 1,5 mld USD czytaj jutro w „Gazecie Polskiej Codziennie”.