Z Księdza obserwacji, jak zmieniła się wiara Polaków w ostatnim czasie? Umocniła się czy zmalała?
Zawsze w tego typu sytuacjach, w perspektywie zagrożenia życia czy kataklizmów, religijność wzrasta. W naturalny sposób ludzie szukają wówczas wsparcia u Boga i to widzimy również teraz. To bardzo pozytywne i cieszę się, że tak jest. Są odmawiane modlitwy, o których na co dzień się zapomina lub po prostu się je pomija. Zauważyłem, że coraz więcej osób odmawia różaniec, modlitwy wstawiennicze, suplikacje. To jest coś oczywistego – człowiek poszukuje miejsca, w którym czuje się bar-dziej bezpiecznie. Zazwyczaj dla osoby wierzącej jest to kontakt z Panem Bogiem. Bóg daje poczucie nie tylko bezpieczeństwa, ale przede wszystkim prawdziwej miłości. Gdy się modlimy, nie jesteśmy osamotnieni, jest z nami Bóg.

Czy według Księdza ta epidemia może być dopustem Bożym, pewnego rodzaju karą za grzechy?
Myślę, że nie powinniśmy tak tego traktować. Oczywiście mieliśmy przykłady, gdzie Pan Bóg dopuszczał pewne zło, z którego wyprowadzał dobro. Tak było chociażby w wypadku grzechu pierworodnego czy w Starym Testamencie, gdy naród wybrany buntował się przeciwko Bogu, Bóg zesłał węże o jadzie palącym i gdy ktoś żałował za sprzeniewierzenie się mu, spojrzał na węża umieszczonego na palu, odzyskiwał zdrowie. Myślę natomiast, że nie powinniśmy upatrywać w tym, co się dzisiaj dzieje, kary za grzechy w odpowiedzialności zbiorowej. Nie ma ku temu powodu. Niemniej oczywiście należy z tej sytuacji wyciągnąć wnioski. W ostatnich latach odnosiło się wrażenie, że człowiek jest panem wszystkiego. Ten Pan Bóg, który nie wiadomo, czego wymagał, spadł na bardzo niskie miejsce w hierarchii wartości. Tak się składa, że zawsze człowiek, który myśli, postępuje w ten sposób, w pewnym momencie staje przed problemem, którego nie jest w stanie rozwiązać. Dla wielu ludzi ta epidemia jest tego typu problemem. Widzą, że sami sobie nie dadzą rady; potrzebują Boga. Proszę zauważyć, że choroba wywoływana przez koronawirusa jest bardzo demokratyczna – nie zwraca uwagi na status majątkowy, płeć, miejsce zamieszkania. Bardzo bogaci ludzie również są zarażani i umierają. Zauważmy, że takie sytuacje zawsze mają miejsce. Człowiek myśli, że rozwiąże wszystkie zagadki świata, problemy medyczne, filozoficzne, podróżuje na Księżyc, panuje – zdaje się – nad wszystkim i nagle okazuje się, że nie może sobie poradzić z jedną chorobą. Jest coś, czego nie może dotknąć, prawie zobaczyć, a co go zabija. W takich sytuacjach często ludzie dopiero sobie przypominają, że Bóg jest.

Czy czas epidemii możemy traktować jako głębiej przeżywany Wielki Post?
Oczywiście. Ludzie wierzący, zdrowo myślący, którzy obserwują to, co się dzieje na świecie, że np. w różnych państwach nie ma gdzie przechowywać i chować ciał zmarłych, widzą, że dla wszystkich jest to czas dogłębnych przemyśleń, cierpienia, duchowego zjednoczenia z cierpiącym Chrystusem. Ten czas jest również szansą dla wielu z nas, by to, co się dzieje, przemyśleć w kontekście naszego życia. Jesteśmy ludźmi słabymi i ostateczna odpowiedź na to, co się dzieje w naszym życiu, jest taka, że jedyna pomoc jest u Boga. Stąd tyle wytężonej modlitwy do św. Benedykta, patrona Europy, do naszych indywidualnych patronów, modlitwy różańcem, suplikacje. Wczoraj u grupki ludzi w kościele widziałem łzy wzruszenia podczas modlitwy. To wszystko ludzi porusza, ten Wielki Post, który jest wytężonym czasem pracy nad sobą, rzeczywiście porusza.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"