- Dziś walczymy, aby młode pokolenie zostało wychowane na kanwie postaw naszych narodowych bohaterów. Jeśli nie Żołnierze Wyklęci to kto, bandy Kiszczaka czy Jaruzelskiego? Mamy rozsławiać postawy zdrajców, którzy za pieniądze, apanaże zrobią każde świństwo? Kogo mają dziś naśladować młodzi ludzie? - pytał w rozmowie z nami rozemocjonowany Korkuć.

Sprawa dotyczy skoordynowanej profanacji plakatów o charakterze patriotycznym, rozwieszonych na banerach w całej Warszawie. „Czcząc Wyklętych, czcisz także ludobójców!” - widnieje na plakatach.

Tak w Warszawie walczą z pamięcią o Żołnierzach Wyklętych” czy „w Warszawie bydło niszczy pamięć o Żołnierzach Wyklętych” - czytamy w twitterowych wpisach Wojciecha Korkucia. Łącznie zamieścił kilkanaście zdjęć, ukazując zniszczone wizerunki Wyklętych.

- Ci żołnierze walczyli z wrogiem ojczyzny, nie byli to żadni koniunkturaliści, nie zgodzili się, by Polska miała pseudo-wolność pod sowieckim butem! - ocenił w rozmowie z naszym portalem.

Zasugerował, że „jeśli dziś są ludzie, którzy zrywają te plakaty, wypisują takie bzdury, to w latach 40. czy 50. prawdopodobnie by nas mordowali”. - Wniosek szokujący, ale naturalnie się nasuwa - dodał.

- Zarzucać „ludobójstwo” „Ince” czy „Nilowi”… To albo bolszewicka mentalność, albo głupota. Bolszewickie chamstwo! To dokładnie ta sama inspiracja, która przyświecała tym, którzy w 1920 roku chcieli tu przyjechać i dostali po łapach

- mówił dalej.

Pytany o możliwą reakcję władz Warszawy czy administratora banneru, Korkuć odpowiedział… śmiechem. - Wielokrotnie było to zgłaszane na policję, sprawa jest umarzana - uzupełnił wcześniejszą reakcję. 

Podsumowując wskazał, że „w Warszawie istnieje prawdopodobnie przyzwolenie na takie traktowanie treści o charakterze patriotycznym”.