A zaczęło się od nawiązania do słynnych już naklejek dołączonych do jednego z wydań tygodnika „Gazeta Polska”. Biedroń narzekał, że są miejsca, w których te naklejki wiszą do dziś. Dość szybko jednak w telewizyjnym studio zapanowała dość nerwowa atmosfera.

Dzisiaj są miejsca, na których widnieją naklejki „strefa wolne od...”.
- żalił się Robert Biedroń na antenie Polsat News.
Ale nie od pana
– ripostowała dziennikarka.

Robert Biedroń najwyraźniej nie dawał jednak za wygraną.

A od czego? Może pani powiedzieć od czego?
- dopytywał.

I wtedy się zaczęło.

Myślę, że od ideologii.
- stwierdziła dziennikarka.

Biedroń w tym momencie wyraźnie się obruszył.

Jakiej ideologii? O czym pani mówi?
- grzmiał.

LGBT.
- wyjaśniła prowadząca program.

Jest coś takiego?
- dopytywał Robert Bierdroń.

Tak. No oczywiście. Czyli od promocji pewnych zachowań, które dla wielu osób są niezgodne z ich systemem wartości.
- wyjaśniła Biedroniowi dziennikarka.

W tym momencie ubiegający się o urząd prezydenta polityk zaczął przekonywać, że... ideologia nie istnieje.

Pani redaktor. Nie ma czegoś takiego jak ideologia. Są ludzie.
- twierdził Biedroń.

Na uwagę dziennikarki, że są ideologie, jak choćby „zabójcze ideologie XX wieku”. Biedroń postanowił po raz kolejny upomnieć dziennikarkę.

No tak. Ale to nie jest zabójcza ideologia XX wieku i nie posuwałbym się tak daleko. To są ludzie, którzy mają swoje życia, swoje rodziny, swoich rodziców, dzieci i trzeba ich tak samo traktować jak wszystkich innych.
- mówił.