Przed godziną 15.00 na rondzie de Gaulle'a wokół palmy zgromadziło się kilkadziesiąt osób, które trzymały ok. siedmiometrowy transparent z napisem "Konstytucja". Kontrmanifestanci po kilkukrotnych wezwaniach do opuszczenia miejsca protestu zostali wyniesieni z ronda. Część z nich opuściła rondo sama. Zwinięto też transparent z napisem "Konstytucja" wystawiony na środku ronda de Gaulle'a.

Okazało się, że na środku ronda pojawili się również... politycy. Szczególnie widoczna była posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, która postanowiła najdłużej "negocjować" z policjantami swoją obecność na rondzie. Ostatecznie zeszła z niego na własnych nogach, ale w towarzystwie funkcjonariuszy.

Na twitterze znalazł się fragment rozmowy z Scheuring-Wielgus, która uświadamiana jest przez dziennikarza OnetNews, że gdyby wraz z kilkoma osobami została na miejscu, "doszłoby do zadymy". Próbuje on też wytłumaczyć opozycyjnej posłance, że nie można w ten sposób blokować marszu stu tysięcy ludzi.

Pan powiedział o tym, co my wszyscy wiemy. Że ten marsz, który przechodzi w Warszawie 11 lipca... 11 listopada, jest marszem, który zagraża naszemu bezpieczeństwu

- odparła Joanna Scheuring-Wielgus, nie odpowiadając zarazem na pytanie, czy jej zachowanie nie było przypadkiem celową prowokacją.

"Ta kobita nie akceptuje legalnej manifestacji patriotycznej" - pisze osoba, która udostępniła nagranie. Komentarze są jeszcze mniej przychylne dla posłanki Wielgus. "Wszystkim wiadomo, w jakim celu tam były. Na pewno nie jako uczestniczki Marszu Niepodległości, ale jako zadymiary" - czytamy. Przy okazji pojawiło się też nawiązanie do Narodowego Święta Niepodległości, w postaci cytatu z Józefa Piłsudskiego - "wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić"...