Na wyspie nieopodal Mostu Gdańskiego w Warszawie znaleziono martwe kozy. Okazało się, że połowa liczącego około 60 sztuk stada zdechła w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Zgodnie z założeniem, zwierzęta miały zjadać rośliny, czym miały ułatwić nadrzecznym ptakom budowanie gniazd. Właścicielem stada był Dagestańczyk, który jednak... zatrudnił bezdomnego do opieki nad kozami.

- Nie czuję się w niczym winowaty

- przyznaje Abdul Rustan Chajbulajew w rozmowie z TVP Info, którą ujawniono w programie "#Jedziemy". Jak dodają media, stawką dla bezdomnego mogło być "50 złotych i parówki".

Właściciel kóz nie poczuwa się do odpowiedzialności. Zrzuca ją na bezdomnego.

- Ten człowiek zobowiązał się opiekować, źle się opiekował, doprowadził do tej sytuacji, nic nas nie poinformował i on dostanie zarzut za to, że zostawiał zwierzęta bez opieki, wyłączał pastuch elektryczny i szedł sobie w cholerę

- podkreślił w rozmowie z reporterami telewizji.

Jednak - jak się okazało - zarzut dostał właśnie sam właściciel stada. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga w Warszawie przedstawiła Dagestańczykowi zarzut znęcania się nad zwierzętami, do którego się nie przyznał i odmówił składania wyjaśnień.

Skąd obcokrajowcy wpadli na pomysł zatrudnienia bezdomnego?

- Zatrudnili nas, było wszystko OK, wywiązaliśmy się z pierwszej umowy, podpisali drugą. Wywiązaliśmy się z drugiej umowy, podpisali trzecią. Na trzeciej umowie zaufaliśmy temu człowiekowi, bo wydawało nam się po trzech latach, jak on już nie pił, to co on powie, to będzie wykonywał. I co? Stało się, to co się stało

- przyznaje pan Abdul, rozmawiając z reporterem Telewizji Polskiej.

Ale to nie koniec. Okazało się, że kozy... jeździły tramwajem i chodziły do sklepu. To nie żart!

- Wziął kozy do tramwaju, pojechał na drugą stronę Wisły, zostawił kozy bez opieki, wyłączył pastucha, na bulwarach weszła koza do sklepu, zaczęła podjadać komuś bułki. Ten idiota za kozą, zamknęli ten sklep, te kobiety zadzwoniły na policję. Była policja, on się wykazał, bo ma dowód osobisty i to jest jak byk! Fakt, że on zostawiał wyspę bez opieki, wyłączał pastucha

- opisuje Dagestańczyk.