Dwaj kierowcy wyruszyli w trasę po ciało zmarłej osoby. Firma zajmowała się bowiem sprowadzaniem zwłok zza granicy. Nie jest to proste, bowiem trzeba mieć odpowiednie uprawnienia i pozwolenia, by przewozić ciała zmarłych między krajami. Dlatego też tylko nieliczni mają takie usługi w swojej ofercie. Na północno-wschodnim Mazowszu to właśnie przedsiębiorstwo z Makowa Mazowieckiego jest wiodące na rynku, jeżeli chodzi o sprowadzanie ciał osób zmarłych za granicą do Polski.

Kwiecień 2019 roku.To miał być rutynowy kurs, jakich wiele w tej firmie. Między Francją a Anglią przeprawić mieli się promem, następnie odebrać ciało i wrócić do Polski. Ale... zostali we Francji.

"Zatrzymali się na stacji benzynowej, żeby zatankować. To był ich stały punkt. Mój syn w tym momencie spał, a jego kolega zatankował samochód i poszedł na stację, żeby zapłacić. To był jego błąd, że nie zamknął samochodu. Uchodźca wykorzystał to i wszedł im do trumny. Oni później przy wjeździe na prom zostali prześwietleni i wyszło na jaw, że ktoś jest w tej trumnie. Mój syn i jego kolega byli zdziwieni, nie wiedzą, jakim cudem to się stało"

- mówi nam pani Wanda, matka jednego z mężczyzn, którzy tego dnia odbywali kurs.

Mężczyźni zostali aresztowani. Najbardziej jednak zaskakuje fakt, co zrobiono z nimi później. Proces odbył się w ciągu trzech dni (!) i skazano ich na 14 miesięcy więzienia za próbę przemytu uchodźcy. To bardzo surowa kara. Nie dano wiary Polakom, że nie mieli pojęcia, iż ktoś mógłby dostać się do samochodu bez ich wiedzy.

"Mamy kontakt z synem, on dzwoni do nas. Wysyłamy też mu paczki. Ale jedno pytanie - za co oni siedzą?"

- pyta pani Wanda.

Rodzina obu mężczyzn szukała pomocy niemal wszędzie, gdzie się dało. Kontaktowali się z polskim konsulem we Francji, pomocy szukali także u parlamentarzystów, w tym u posła Arkadiusza Czartoryskiego. Na razie mężczyźni pozostają jednak w więzieniu. Nie wiadomo, czy będą mogli liczyć na wcześniejsze zwolnienie.

"Sprawa znana jest konsulowi RP w Paryżu, który od dnia zatrzymania obywateli polskich udziela im stałej pomocy w ramach posiadanych kompetencji i możliwej do udzielenia pomocy konsularnej. Pozostaje on również w kontakcie ze służbą więzienną, z rodzinami zainteresowanych i ich pracodawcą oraz podejmuje niezbędne interwencje u władz francuskich"

- poinformowało nas Biuro Prasowe Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Próbowaliśmy skontaktować się także z firmą, w której pracowali kierowcy. Niestety, nie udało nam się uzyskać nowych informacji. Na ten moment nie udzielane są dodatkowe komentarze. Los polskich kierowców pozostaje dalej w rękach francuskiego wymiaru sprawiedliwości.