Sąd nałożył też na oskarżoną (zgodziła się na ujawnienie swojego nazwiska) zwrot kosztu procesu sądowego w kwocie 3,1 tys. zł. Prokuratura domagała się dla oskarżonej kary 40 tys. zł grzywny. Wyrok nie jest prawomocny.

Jak podkreślił sąd zebrany w sprawie materiał dowodowy w sposób bezsprzeczny wykazał winę właścicielki klubu muzycznego.

"Kwestią sporną w tej sprawie było to, czy można oceniać koncerty organizowane w klubie prowadzonym przez oskarżoną jako imprezy masowe. Prokurator twierdził, że tak i dlatego sporządził akt oskarżenia. Obrona i sama oskarżona utrzymywali natomiast, że nie były to imprezy masowe i można do nich zastosować wyłączenia z ustawy obejmujące wydarzenia organizowane w takich miejscach jak kina, muzea, opery, filharmonie, biblioteki, domy kultury"

– powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Magdalena Czaplińska.

Zdaniem sądu, przy jednak "największym stopniu dobrej woli" nie można uznać, że klub B90 jest podobnym obiektem do wymienionych instytucji.

"Świadczą o tym nawet nie kwestie konstrukcyjne, sposób zbudowania danego obiektu, ale również charakter imprez odbywających się w tym klubie i trudno je porównać z koncertem odbywającym się np. w filharmonii. Chodzi tu nie tylko liczbę uczestników, charakter muzyki, ale także o to, że w filharmonii czy teatrze mamy miejsca siedzące i numerowane. Koncerty odbywające się w klubie B90 były zatem imprezami masowymi, a co za tym idzie oskarżona była zobowiązana uzyskać zezwolenie na ich organizację, czego nie uczyniła"

– podkreśliła sędzia.

Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte w październiku 2016 r. na podstawie ustaleń dokonanych przez funkcjonariuszy policji po koncercie zespołu Behemoth. Komenda Miejska Policji w Gdańsku uzyskała od organizatora informację, iż spodziewa się on na imprezie ponad tysięcznej publiczności.

Sąd wskazał, że oskarżona miała pełną świadomość, jaka odpowiedzialność ciąży na niej jako organizatorce koncertu, ponieważ na dwa dni przed koncertem Behemotha otrzymała pismo z policji z informacją, że musi wystąpić o zezwolenie (uprawnionego organem w tej sprawie był Urząd Miejski) na organizację imprezy masowej.

Hronowskiej zarzucono popełnienie przestępstwa z art. 58 ust. 1 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, czyli organizowanie imprez masowych bez wymaganych zezwoleń. Za popełnienie takiego czynu grozi kara grzywny, kara ograniczenia wolności albo nawet do 8 lat więzienia.

Sąd wyjaśnił, że stosując karę grzywny jako okoliczność łagodzącą uznał niekaralność oskarżonej.

"Wymierzając karę sąd wziął także pod uwagę, że oskarżona dopuściła się tego czynu jako profesjonalny przedsiębiorca; osoba, która zawodowo prowadzi klub muzyczny. To nie była jednorazowa, ad hoc organizacja jednego koncertu. Co więcej, z organizacji tych imprez oskarżona czerpała korzyści majątkowe i to niemałe"

– ocenił sąd.

Oskarżonej nie było na ogłoszeniu wyroku.

"Nie zgadzamy się z tym wyrokiem. Wystąpimy z apelacją do sądu wyższej instancji. Naszym zdaniem, sąd nie uwzględnił wszystkich okoliczności, które mają znaczenie dla rozstrzygnięcia tej sprawy. Wystąpiliśmy np. o dołączenie do akt sprawy dokumentów dotyczących innego klubu muzycznego w Gdańsku, który takich zezwoleń nie potrzebował"

– powiedział dziennikarzom obrońca oskarżonej Michał Gostkowski.

W śledztwie ustalono też, że od października 2016 r. do marca 2017 r. na terenie klubu B90 odbyło się 10 koncertów (w tym jedna impreza taneczna), które - z uwagi na liczbę publiczności przekraczającą 500 osób - miały charakter imprez masowych i wymagały uzyskania stosownego zezwolenia.

B90 to duży klub muzyczny działający na terenach, na których kilkanaście lat temu funkcjonowała Stocznia Gdańska. Klub prowadzony jest w jednej z postoczniowych hal, od której wziął swoją nazwę.