Paweł Małaszyński przez ponad dwie dekady był związany z warszawskim Teatrem Kwadrat. Dwa lata temu ogłosił jednak decyzję o odejściu, tłumacząc ją atmosferą panującą w placówce i zarzutami wobec dyrekcji. W opublikowanym wówczas oświadczeniu pisał wprost:
„Decyzja o odejściu nie była łatwa, ale w zaistniałej sytuacji i atmosferze, jaka panuje w teatrze od zeszłego roku, uznałem, że nie mogę postąpić inaczej”.
Podkreślał też osobisty wymiar tej decyzji:
„Poszukiwanie wyjść i rozwiązań, przepuszczenie ich przez filtr mojej wrażliwości, pomogło mi zrozumieć i utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie mogę i nie chcę być dłużej w tym miejscu”.
Na koniec cytował Marka Hłaskę: „W każdej sprawie ludzkiej istnieje krąg, którego nie powinno się przekraczać. Lepiej odejść i ocalić chociażby wspomnienia. Szacunek. Godność”.
Teraz, dokładnie dwa lata później, aktor zamieścił w sieci wpis, który wielu odebrało jako powrót do tamtej trudnej granicy. „Dwa lata temu umarł uśmiech…” – napisał, przywołując słowa Charlesa Bukowskiego: „Wszystko, co kochasz, pewnego dnia cię opuści”.
W dalszej części dodał:
„Dwa lata temu zacząłem nowy etap w swoim życiu – taki, którego nie przewidziałem i którego wtedy jeszcze nie rozumiałem. Od tamtej pory wiele rzeczy straciło swoje dawne znaczenie, a inne nabrały ciężaru, którego wcześniej nie dostrzegałem. Czas nauczył mnie więcej niż chciałem się nauczyć i zabrał więcej, niż byłem gotów oddać”.
Do wpisu dołączył symboliczne zdjęcie, a jego słowa kończą się mocnym wyznaniem:
„Dziś już wiem, że jeśli coś nas uwiera, rani, męczy, a my nic z tym nie robimy, to w pewien sposób się na to zgadzamy. (…) Ja postanowiłem nie mylić trwania z życiem i milczenia ze spokojem. Wyszedłem”.
Ten powrót do bolesnych wspomnień rodzi pytania: czy to tylko osobista refleksja, czy sygnał, że wciąż nie wszystko zostało przepracowane?