Aktor odpowiada na hejt. „Ruch LBGTQ+ powinien wyrazić swój stosunek do pedofilii”

Redbad Klynstra-Komarnicki / facebook.com/redbadklynstrakomarnicki

  

Znany aktor Redbad Klynstra-Komarnicki zamieścił kilka dni temu na Twitterze pytanie, dotyczące ruchu LGBT.  "Czy w PL pedofile są częścią LGBT+, czy nie? Kto czuje się kompetentny odpowiedzieć?" - spytał aktor. I został zaatakowany przez media, także m.in. Tomasza Lisa. Oczywiście, padły absurdalne oskarżenia o homofobię. Aktor skontaktował się z portalem Niezalezna.pl, przesyłając oświadczenie.

"Kiedy politycy, celebryci i zwykli ludzie solidaryzują się m.in. ze środowiskiem LGBTQ, chociażby poprzez akcję #JESTEMLGBT, nie brakuje osób szerzących nienawiści. Aktor Redbad Klynstra znany z roli w filmie "Smoleńsk", ale także w serialu "Na dobre i na złe", dopuścił się homofobicznego wpisu"

- tak zareagował portal gwiazdy.wp.pl. Przy okazji cytując komentarz szefa Newsweeka, Tomasz Lisa.

Redbad Klynstra-Komarnicki skontaktował się dzisiaj z Niezalezna.pl i przesłał nam obszerny komentarz.

Aktor podkreślił, że nie jest przeciwnikiem mniejszości seksualnych i jednocześnie nie toleruje przemocy wobec kogokolwiek.

"Jestem przeciwnikiem prowadzenia jakichkolwiek kampanii przeciwko LGBTQ+ w tym przemocy fizycznej, jak i symbolicznej, bo nie wolno dyskryminować i dzielić ludzi na lepszych i gorszych. Jestem również przeciwnikiem prowadzenia kampanii promujących LGBTQ+"

- czytamy w oświadczeniu.

Klynstra wskazał jednak na istotny problem, dotyczący pedofilii w kontekście środowisk LGBT.

"Moim holenderskim doświadczeniem jest istnienie partii Pedofili (2006-2010), której jednym z głównych celów była legalizacja związków między dorosłymi i dziećmi od 12. roku życia, w tym pośrednio zmianę kwalifikacji pedofili z „dewiacji seksualnej” na „orientację seksualną”

- napisał aktor, dodając, że "nie każdy pedofil chcę się przed sobą przyznać, że jest chory. Konsekwencje racjonalizacji tej przypadłości my możemy sobie w Polsce tylko wyobrazić, a w Holandii są już dawno formułowane w sposób publiczny".

Według Klynstry aktywiści polskiego ruchu mniejszości seksualnych powinni w zdecydowany i nie budzący wątpliwości sposób określić swój stosunek do pedofilii.

"Polski ruch LBGTQ+ jako ruch funkcjonujący w przestrzeni publicznej powinien moim zdaniem, określić publicznie i w sposób jasny wyrazić swój stosunek do pedofilów i pedofilii jako takiej" 

- zaapelował.

 Poniżej cały tekst oświadczenia Redbada Klynstry-Komarnickiego.


W związku falą hejtu, jaka mnie spotkała oraz pomówieniem o homofobiczność mojego wpisu na Twitterze wyjaśniam, co następuje:
Obserwuję polską rzeczywistość z perspektywy polskiej, ale siłą rzeczy również czerpię z mojego doświadczenia holenderskiego. Z tego powodu formułuję czasem twierdzenia lub pytania trochę inaczej. Może bardziej bezpośrednio, może bardziej skrótowo, nie uświadamiając sobie, że perspektywa, z której piszę, nie jest dla wszystkich oczywista. Mam znajomych i przyjaciół o różnych orientacjach seksualnych mieszczących się w skrócie LGBTQ+ i ich preferencje nie stanowią i nie stanowiły dla mnie nigdy kryterium oceny jakości ich człowieczeństwa.
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem zaglądania przez Państwo czy Kościół do sypialni obywatela. Każdy ma prawo w swoim domu robić to, na co ma ochotę, o ile mieści się to w ramach prawa i nie narusza wolności drugiej osoby lub innej istoty, której prawa są chronione w naszej cywilizacji.
Jestem przeciwnikiem prowadzenia jakichkolwiek kampanii przeciwko LGBTQ+ w tym przemocy fizycznej, jak i symbolicznej, bo nie wolno dyskryminować i dzielić ludzi na lepszych i gorszych. Jestem również przeciwnikiem prowadzenia kampanii promujących LGBTQ+. Odmienna od hetero normatywnej orientacja seksualna jest zbyt poważną sprawą dla tych, których to naprawdę dotyczy, żeby robić z tego popkulturową manifestację ideologiczną, wspieraną homofobicznymi w swojej intencji prowokacjami bluźnierczymi, które mają na celu zdyskredytowanie osób LGBT ( oraz sprawy, o którą walczą) w oczach Polaków, w tym Katolików.
Moim holenderskim doświadczeniem jest istnienie partii Pedofili (2006-2010), której jednym z głównych celów była legalizacja związków między dorosłymi i dziećmi od 12. roku życia, w tym pośrednio zmianę kwalifikacji pedofili z „dewiacji seksualnej” na „orientację seksualną”.
Przedstawiciel owej partii żalił się, że ponieważ społeczeństwo od czasu głośnych afer pedofilskich nie jest już tak otwarte na osoby o skłonnościach pedofilskich, nie widzi innej możliwości jak wejście do polityki i nagłośnienie ich perspektywy. Środowisko holenderskiego LGBT odcięło się wtedy od środowiska pedofili, choć jeszcze mało jednoznacznie, bo wrodzona tolerancja kazała brać pod uwagę każdą w sposób poważny i kulturalny wyrażoną potrzebę w ramach wolności wypowiedzi. Jednak całkiem niedawno, podczas amsterdamskiego GAY PRIDE (odpowiednika polskiego marszu równości), nieformalny ruch „FrontWyzwoleniaDzieci”, rozdawał ulotki promujące swój ruch potocznie zwany Pedoclub.
Jego rzecznik poinformował, że rozmawiał z kierownictwem Marszu o „skromnym udziale”, ale żalił się, że „zostaliśmy od razu wyzwani od kryminalistów, tylko ze względu na naszą orientację”. Rzecznik holenderskiego marszu Gejowskiej Dumy, czyli pośrednio ruchu LGBTQ+ stwierdził jasno, że „pedofile nie są częścią marszu. Nie chcemy być z nimi utożsamiani. Nie należą do nas”. Przedstawiciele #pedopride zostali usunięci z marszu przez służby porządkowe Gay Pride.
Nie każdy pedofil chcę się przed sobą przyznać, że jest chory. Konsekwencje racjonalizacji tej przypadłości my możemy sobie w Polsce tylko wyobrazić, a w Holandii są już dawno formułowane w sposób publiczny przez takie osoby: „Pedofil znaczy tyle, co przyjaciel dzieci, a ktoś, kto zgwałcił dziecko, jest po prostu dewiantem seksualnym”. (Więcej pod hashtagiem #pedopride).
W ferworze dyskusji na temat równouprawnienia w funkcjonowaniu osób o różnych światopoglądach i preferencjach w polskiej przestrzeni prawnej i mentalnej jakoś umknął mi fakt medialnego odnotowania tego ważnego przecież wydarzenia oraz skorzystania z zaistniałego faktu, by uściślić stanowisko ruchu LGBT w Polsce, szczególnie w kontekście podejrzenia o seksualizację dzieci w szkołach na mocy tzw. karty lgbt.
Przyznaję się, że dopóki nie zostałem ojcem, nie interesowałem się tak bardzo tym tematem. Teraz jako rodzić wyłapuję siłą rzeczy wszystko, co według mnie dotyczy lub może w najbliższej przyszłości stać się doświadczeniem mojego dziecka i chcę to rozpoznać. Ponieważ używam Twittera czasem do zadania otwartego pytania w związku z tematem, który aktualnie mnie nurtuje, poprosiłem czującą się w tej materii kompetentną osobę o odpowiedź na pytanie, czy w Polsce pedofile są częścią LGBT?

Polski ruch LBGTQ+ jako ruch funkcjonujący w przestrzeni publicznej powinien moim zdaniem, określić publicznie i w sposób jasny wyrazić swój stosunek do pedofilów i pedofilii jako takiej. Ponieważ jest to ruch nieformalny i granice jego są rozmyte, może na przykład Robert Biedroń jako jeden z liderów politycznych wspierających ruch LGBT wypowiedziałby się jasno na temat swojego stosunku do pedofilów?
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Kolejna rezolucja ws. brexitu

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/daniel_diaz_bardillo

  

Parlament Europejski przegłosował kolejną rezolucję w sprawie brexitu, sygnalizując, że UE zgodzi się na jego odroczenie, jeśli władze Wielkiej Brytanii o to wystąpią i będzie ku temu odpowiedni powód.

"Parlament Europejski jest otwarty na ewentualne przedłużenie okresu negocjacyjnego przewidzianego w art. 50, jeżeli zażąda tego Zjednoczone Królestwo, pod warunkiem, że jest to uzasadnione i ma konkretny cel, taki jak uniknięcie brexitu bez porozumienia, przeprowadzenie wyborów powszechnych lub referendum, uchylenie art. 50 lub zatwierdzenie umowy o wystąpieniu"

- czytamy w komunikacie PE.

W przyjętym podczas sesji plenarnej przy 544 głosach za, 126 przeciw i 38 wstrzymujących się dokumencie eurodeputowani podkreślili, że popierają "uporządkowany brexit", czyli skoordynowany i zaplanowany proces występowania Wielkiej Brytanii z UE, realizowany zgodnie z wynegocjowaną przez obie strony umową.

"Dzisiaj wysyłamy silny sygnał, że nasze stanowisko jest niezmienne. Podobnie jak poprzedni Parlament Europejski, ten również nadal będzie bronił praw obywateli, nalegał na irlandzki mechanizm ochronny i uczciwe porozumienie finansowe między UE a Wielką Brytanią"

- oświadczyła po głosowaniach europosłanka Danuta Huebner (PO, EPL), która jako jedyna polska eurodeputowana jest członkinią grupy sterującej ds. brexitu.

Rezolucja potwierdziła poparcie nowego europarlamentu dla obecnej strategii UE przed kluczowym październikowym szczytem unijnych przywódców. Europosłowie zaznaczyli, że obowiązująca umowa o wystąpieniu ze Wspólnoty uwzględnia zarówno nieprzekraczalne granice negocjacyjne Zjednoczonego Królestwa, jak i UE.

W rezolucji zwrócono uwagę, że umowa chroni prawa obywateli europejskich i brytyjskich, przewiduje mechanizm rozliczeń finansowych wynikających z zobowiązań Zjednoczonego Królestwa wobec UE i reguluje kwestię wniosku Wielkiej Brytanii o okres przejściowy. Bez porozumienia żadna z tych kwestii nie będzie zagwarantowana. Eurodeputowani wyrazili obawy związane z wdrażaniem przez Wielką Brytanię systemu przyznawania statusu osoby osiedlonej obywatelom UE mieszkającym w tym kraju.

Porozumienie rozwodowe, o czym przypomnieli eurodeputowani, wprowadza niezbędny mechanizm ochronny, tzw. backstop, który ma na celu zagwarantowanie status quo w Irlandii poprzez utrzymanie w mocy pokojowego porozumienia wielkopiątkowego.

Europosłowie potwierdzili, że byliby gotowi powrócić do pierwotnej propozycji UE dotyczącej mechanizmu ochronnego obejmującego tylko Irlandię Północną (jednak na nią nie zgodziła się wcześniej Wielka Brytania). UE jest otwarta na dyskusję w sprawie "rozwiązań alternatywnych", jeżeli tylko będą one wiarygodne z prawnego i operacyjnego punktu widzenia oraz zgodne z mandatem negocjacyjnym UE.

Europosłowie podkreślają jednak, że nie wyrażą zgody na porozumienie pozbawione mechanizmu ochronnego zapobiegającego powrotowi twardej granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

PE oświadczył, że biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w Zjednoczonym Królestwie, Brytyjczycy musieliby przyjąć pełną odpowiedzialność za "brexit bez porozumienia" oraz wynikające z niego konsekwencje.

"Scenariusz zakładający brak porozumienia nie usunąłby zobowiązań Zjednoczonego Królestwa dotyczących rozliczeń finansowych, ochrony praw obywateli oraz przestrzegania porozumienia wielkopiątkowego, co jest niezbędnym warunkiem zatwierdzenia przez Parlament wszelkich przyszłych stosunków między UE a Zjednoczonym Królestwem"

- ostrzega PE.

Wprawdzie PE nie bierze udziału bezpośrednio w negocjacjach, ale porozumienie o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE i przyszłe umowy o stowarzyszeniu lub umowy międzynarodowe z Wielką Brytanią będą musiały zostać zatwierdzone przez eurodeputowanych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl