W miniony piątek pod jednym ze sklepów Bartosz Arłukowicz, który w sztabie PO odpowiada za kontakty bezpośrednie z wyborcami, i jego koleżanki oraz koledzy ze sztabu - w tym znana z deklarowanej "wrażliwości społecznej" Barbara Nowacka - zaczepili starszego mężczyznę. I postanowili z niego zadrwić.

Polityk PO najpierw podał mężczyźnie dłoń, a następnie wypalił: "Mówią, że jest Pan najsłynniejszym wsparciem PiS-u w Węgrowie". A następnie zaczęli się śmiać - a raczej rechotać - ze skonfundowanego człowieka, który powiedział tylko: "Niech mnie Pan nie denerwuje" i odszedł. 

Portal Niezależna.pl dotarł do właściciela kiosku. To o tym mężczyźnie Arłukowicz mówił, że jest najsłynniejszym wsparciem PiS-u w Węgrowie.

Chodzi o Tomasza Staręgę, członka Klubu "Gazety Polskiej" w Węgrowie, który zdradził nam, o co tak naprawdę chodziło PO.

Działaczka PO z Węgrowa Barbara Domańska specjalnie nasłała Arłukowicza na mnie. Jako sympatyka wspierającego PiS chciała mnie ośmieszyć. Ale trafili na przypadkowego człowieka wychodzącego z mojego kiosku. To jest typowe podejście ludzi z Platformy - aby kogoś ośmieszyć, a za chwilę się zapytać, czy będziesz na niego głosował

- mówi.

Ta kuriozalna pomyłka polityków PO stała się hitem sieci. W internecie nie milkną komentarze, których autorzy nie pozostawiają suchej nitki na członkach partii Schetyny.