Ale po kolei - kreśląc zarys fabuły trzeba wspomnieć o dwóch tytułowych oszustkach (choć bardziej pasowałoby określenie "przekręciary" albo "naciągaczki"), które z czasem zaczynają ścigać się w dość osobliwej dyscyplinie wyciągania dużych pieniędzy od zamożnych mężczyzn. Wabikiem są, jak można się łatwo domyślić, walory kobiece - o ile jednak Josephine (w tej roli Anne Hathaway) wygląda jak modelka i może pochwalić się piękną posiadłością we Francji, o tyle Penny (Rebel Wilson) nadrabia sprytem, bezczelnością i umiejętną żonglerką w zakresie manipulacji emocjonalnej. Gdy figlarny los sprawia, że obie panie są zmuszone ze sobą współpracować, okazuje się, że jest to mieszanka wybuchowa, a układ bohaterek szybko zmienia się w rywalizację. Tym bardziej, że na horyzoncie pojawia się Alex (Thomas Westerburg), bogaty młodzieniec, próbujący pomnożyć swoją fortunę w sektorze informatyki. Nie zdradzając zbyt wiele z fabuły; biegnie ona w na tyle dziwny sposób, że zarówno Penny, jak i Josephine działają skrajnie niekonwencjonalnie, by wyszarpać od młodzieńca solidne pieniądze. 


Można zresztą odnieść wrażenie, że wspomniana niekonwencjonalność miała być głównym motorem napędzającym całą produkcję. To się jednak nie udało. Widz nie może śmiać się po raz kolejny z fizjologicznych żartów, wywrotek na skórkach od banana i głupawki à la filmy z programu Tadeusza Drozdy. Nawet jeśli wszytko to okraszone jest uroczymi zdjęciami i sympatią, jaka emanuje od głównych bohaterów. Szkoda; dziś od komedii - nawet prostej i mało inteligentnej - wymaga się jednak więcej. Inaczej, tak jak w przypadku "Oszustek", widz otrzymuje produkt komediopodobny. Na pozór wszystko się zgadza - jest jakaś tam fabuła, dowcipy, zwroty akcji, ale jeśli ktoś bywa w kinie częściej niż raz na dekadę, bez problemu wyczuje sztuczność tego filmu i po prostu nie kupi tej historii, nie wciągnie się w nią, nie stanie sję jej częścią, nie będzie w stanie nawet zainteresować się tym, jaki będzie finał. Rzecz jasna są i niezłe momenty, jeden na siedem dowcipów wywołuje uśmiech, a końcowy twist może rozbawić, niemniej jednak wszystko to dzieje się zbyt incydentalnie jak na 90 minut filmu.

NIestety, pozytywne niuanse nie są w stanie uratować ogólnego wrażenia po seansie  - bez wątpienia "Oszustki" nie będą komedią, która zapisze się w historii kina. Ba, nie będzie to nawet produkcja, którą będzie można umieścić w szufladce "przebój lata". Ot, kolejny film, którego fabuła ucieka z głowy kwadrans po wyjściu kina. Nawet biorąc pod uwagę nisko zawieszoną poprzeczkę przy komediach, które mają po prostu bawić - bez trudu można znaleźć lepsze tytuły. "Oszustki" tak naprawdę oszukują także widza, który po zwiastunie i plakatach może spodziewać się niezłej zabawy. Tak po prostu nie jest, a zamiast komediopodobnych wyrobów można sięgnąć po produkty lepsze jakościowo. 

Ocena: 3/10