49-letni dziś Zbigniew K. – dwa lata temu był jeszcze pracownikiem NFZ – przed sądem odpowiadał za cztery przestępstwa korupcyjne. Zdaniem prokuratury oskarżony, kierując działem kontroli aptek, recept i ordynacji lekarskiej w Świętokrzyskim Oddziale Wojewódzkim NFZ w Kielcach, uczynił sobie z przyjmowania łapówek stałe źródło dochodu. Proceder miał trwać kilka lat.

Według śledczych z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie pierwsze łapówki oskarżony miał przyjąć prawie 11 lat temu. Najpierw od właścicielki kilku aptek w woj. świętokrzyskim miał dostać 25 tys. zł za pośrednictwo w pozytywnym rozstrzygnięciu przetargu na kontrakt związany z refundacją usług medycznych. Kilka lat później, w grudniu 2012 r., zażądać miał od niej za to samo 40 tys. zł, a jako zaliczkę przyjąć 2 tys. zł.

W latach 2012-2013 urzędnik miał przyjąć pieniądze jeszcze pięciokrotnie – w sumie 9 tys. zł – za pośrednictwo w przyspieszeniu wypłat refundacji za leki i świadczenia medyczne. Ponadto w latach 2009-2013 K. miał regularnie przyjmować określone kwoty za odstąpienie od kontroli aptek i punktów aptecznych. Łącznie śledczy zarzucili mu przyjęcie ponad 180 tys. zł łapówek.

Zbigniew K. miał odstępować od kontroli aptek zarządzanych przez dwie siostry – jedna z nich jest magistrem farmacji, druga – lekarzem stomatologiem. W oddzielnym procesie, który toczył się przed Sądem Okręgowym w Kielcach, obie kobiety przyznały się m.in. do podrobienia recept i wprowadzenia w błąd NFZ dla uzyskania kilkudziesięciu tysięcy złotych refundacji za leki przeciwzakrzepowe. Poddały się karze.

Proces Zbigniewa K. toczył się w Sądzie Rejonowym w Kielcach. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Wyjaśniał, że wpłaty, jakie pojawiały się na jego bankowym koncie w latach obejmujących akt oskarżenia, pochodziły m.in. z kredytu gotówkowego, jaki zaciągnął, z oszczędności jego i żony, prezentów ślubnych, a także z funduszu socjalnego i kasy zapomogowo-pożyczkowej instytucji, w której pracował.

W czerwcu ub.r. sąd skazał nieprawomocnie Zbigniewa K. na dwa lata więzienia. Wobec mężczyzny sąd zastosował także przepadek mienia, które miał on pozyskać w ramach przestępstwa. Orzekł również trzyletni zakaz pełnienia przez K. stanowisk w organach publicznych i samorządowych, związanych z kontrolowaniem i dysponowaniem środkami finansowymi. Sąd ocenił, że K. przyjął ponad 160 tys. zł łapówek - o około 20 tys. zł mniej, niż zarzucała prokuratura.

Od tego wyroku odwołała się obrona oskarżonego. Po procesie odwoławczym w Sądzie Okręgowym w Kielcach, w mowach końcowych obrońca Zbigniewa K. wniósł o jego uniewinnienie. Oskarżony przychylił się do tego stanowiska. Prokurator wniósł o nieuwzględnienie apelacji i utrzymanie w mocy wyroku sądu I instancji.

Sąd Okręgowy w Kielcach utrzymał w mocy zaskarżony wyrok. Jak zaznaczył przewodniczący składu orzekającego, sędzia Marek Stempniak, apelacja obrońcy (wskazująca m.in. na błędne ustalenia faktyczne sądu I instancji, który uznał zeznania zaangażowanych w proceder korupcyjny kobiet za spójne i jednocześnie odrzucił wyjaśnienia oskarżonego, który w toku całego postępowania nie przyznawał się do popełnienia zarzucanych mu przestępstw) okazała się niezasadna.

"Przedstawiona w zaskarżonym wyroku ocena materiału dowodowego, a w szczególności zeznań obu pań, które uczestniczyły w procederze łapownictwa i płatnej protekcji, są wiarygodne. Wskazywane nieścisłości, bądź pewnego rodzaju odmienności w ich zeznaniach, nie mogą stanowić podstawy do kwestionowania prawdziwości wyrażonych przez nie twierdzeń"

– podkreślił sędzia.

Sąd wskazał, że obie kobiety zostały zatrzymane w związku z kontrolą w placówkach, które prowadziły, związaną z nieprawidłowym poborem refundacji za przepisywane w sposób nielegalny leki. Dopiero wówczas, niezależnie od siebie, złożyły zeznania, które dotyczyły Zbigniewa K. Zdaniem sądu odwoławczego, nieprawidłowy jest też argument podniesiony w apelacji, że zachowanie kobiet miałoby być zemstą za rzekome wykrycie przez oskarżonego procederu korupcyjnego.

"Łapownictwo bierne i płatna protekcja są przestępstwami o wysokim stopniu społecznej szkodliwości, a zatem nie może być tutaj pobłażania ze strony wymiaru sprawiedliwości. Kara dwóch lat pozbawienia wolności orzeczona przez sąd rejonowy nie mogła być zmieniona w ten sposób, aby ją złagodzić, bowiem kłóciłoby się to z poczuciem sprawiedliwości"

- podkreślił sędzia Stempniak w uzasadnieniu wyroku sądu II instancji.