Niemiecki posterunek w Lipsku (nieopodal Solca nad Wisłą) zwerbował do współpracy konfidentów, którzy mieli za zadanie wyśledzić ukrywających się w okolicy Żydów. Jeden z konfidentów podsłuchał rozmowę podpitych mieszkańców wsi o tym, że rodzina Kryczków prawdopodobnie pomaga żydowskim sąsiadom. 8 grudnia 1942 roku grupa żandarmów otoczyła gospodarstwo i zatrzymała wszystkie przebywające w nim osoby – Leona Kryczkę, jego żonę Wiktorię, dwójkę ich dzieci, a także Barbarę Stefanek (ciotkę Leona) i Józefa Ciesielskiego (męża ciotecznej siostry Leona). Niemcy wyprowadzili dorosłych członków rodziny na podwórze i tam rozstrzelali. Żołnierze pobili też owych dwóch mężczyzn, którzy rozmawiali ze sobą po pijaku.

Kilka dni później złapano żydowskiego uciekiniera. Jego profesjonalnie opatrzona noga wzbudziła podejrzenia Niemców. W czasie ciężkiego śledztwa, wyznał, że bandaż założył mu Józef Krawczyk z kolonii Boiska.

Rankiem 2 stycznia 1943 roku we wsi znów pojawili się żołnierze z lipskiego posterunku. W gospodarstwie Krawczyków zastrzelili Józefa, jego żonę Zofię oraz ich kilkuletniego syna Adama. Zabudowania splądrowali i spalili.

Konfidenci donieśli Niemcom również, że niejaka Zofia Boryczka jest ochrzczoną Żydówką i pomaga uciekinierom ukrywającym się w okolicznych lasach. W domu Boryczków zamordowali Zofię i jej męża Stanisława oraz ich rocznego syna. Mieszkańcom zapowiedzieli, że ciała rodziny można pochować jedynie na pobliskim polu. Po wojnie ciała Boryczków przeniesiono na katolicki cmentarz w Solcu nad Wisłą.

W styczniu Niemcy pojawili się też w domu gajowego Franciszka Parola, również wskazanego jako osobę pomagającą Żydom. Na miejscu zastali jego żonę Genowefę i dwóch żydowskich mężczyzn. Obu Żydów zamordowano na miejscu, kobietę zabrano do więzienia w Radomiu. We wrześniu udało jej się uciec.