Tragiczne to czasy, gdy za broń muszą chwytać dzieci. Gdy nie mogą z należną wiekowi beztroską i ciekawością poznawać świata, otaczane miłością rodziców i uwagą wychowawców. Polskie orlęta – nieodrodne dzieci Orła Białego.

Orlęta Lwowa

„Kochany tatusiu! Idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę na tyle sił, by móc służyć i wytrzymać. Obowiązkiem też moim jest iść, gdy mam dość siły, a wojska braknie ciągle dla oswobodzenia Lwowa. Z nauk zrobiłem już tyle, ile trzeba było".  Taki list, 20 listopada 1918 r. zostawił w domu Jurek Bitschan. Jego matka Aleksandra Zagórska, w czasie obrony Lwowa przed Ukraińcami dowodząca w stopniu majora Ochotniczą Legią Kobiet, wspominała, że martwe ciało jej jedynego syna pozostawione przez wycofujących się polskich żołnierzy  na Cmentarzu Łyczakowskim, okryte było chryzantemami. Dziś mija setna rocznica jego śmierci - Jurek zginał tydzień przed swymi 14 urodzinami.

Bije się Jurek w szeregu,

Cmentarnych broni wzgórz.

Krew się czerwieni na śniegu,

Lecz cóż tam krew – ach, cóż? (..)

Żywi walczyli do rana,

Do złotych słońca zórz –

Ale bez Jurka Bitschana,

Bo Jurek spoczął już… („Ballada o Jurku Bistchanie", sł. Anna Fischer)

Jeszcze młodszy był Antoś Petrykiewicz. O polski Lwów walczył przez blisko dwa miesiące, od początku listopada do 23 grudnia. Bił się w oddziale „Straceńców”, był w najcięższych bitwach tej wojny – o Górę Straceń i Persenkówkę. „W walce był nieustępliwy", wspominał jego dowódca Roman Abraham. Ciężko ranny, zmarł 16 stycznia 1919 r. Antoś jest najmłodszym w dziejach kawalerem Krzyża Virtuti Militari, najwyższego odznaczenia, którym Polska wynagradza męstwo swych obywateli. Antoś spoczywa w Lwowie wraz z ojcem, bratem i stryjem, którzy również zginęli walcząc o Miasto Wiecznie Wierne.

„Jesteśmy mimo wszystko/stróżami naszych braci/…/Musimy zatem wiedzieć/policzyć dokładnie/zawołać po imieniu/…" przekonuje nas Herbert w wierszu „Pan Cogito o potrzebie ścisłości”. Jakże jednak często jedyne, co możemy zrobić, to umieścić na nagrobku dwie litery, litery jak wyrzut sumienia – N.N., non notus, nieznany. Takie właśnie niewiadomego imienia Orlę Lwowskie spoczywa w warszawskim grobie Nieznanego Żołnierza, gdzie na wieczną chwałę, płonie wieczny ogień.

Wybór bezimiennego żołnierza powierzono przypadkowi. Ale czy to przypadek spowodował, że z piętnastu pól bitewnych wylosowano Lwów? I czy przypadkiem Jadwiga Zarugiewiczowa – matka żołnierza poległego w Zadwórzu, polskich Termopilach i pochowanego w nieznanym miejscu – wskazała na trumnę, w której, jak się potem okazało było ciało czternastoletniego ochotnika, który zginął od postrzału w głowę?

Cały artykuł prof. Tomasza Panfila można przeczytać w najnowszym numerze Tygodnika Gazeta Polska