„Niemiecka” dziennikarka straszy PiSem. Robi film o sędzim Tulei wyrzucanym z domu

Dziennikarka „Wyborczej”, która przedstawia się jako prezenterka kanału niemieckiej telewizji publicznej RBB, jest współautorką reportażu dla tej niemieckiej telewizji, który opowiada o ucisku polskich sędziów przez PiS-owskie władze. Dla zobrazowania, jak władza z PiS zagraża sędziom w filmie, umieszczono scenę z sędzim Igorem Tuleyą, który... pakuje w folie swoje książki, licząc się z tym, że zostanie usunięty z zawodu i będzie musiał opuścić swoje mieszkanie.

Igor Tuleya
Kadry z film

W programie z cyklu „Schmidt &Kowalski' niemieckiej telewizji RBB, będącej jedną z największych telewizji koncernu publicznej telewizji ARD, prowadzący Adriana Rozwadowska i jej niemiecki kolega Michael Adam, straszą niemieckich widzów tym, co władza robi z sądownictwem i sędziami. Opowieść o oporze, jaki powstał wobec reformowania przez władze spod znaku PiS sądownictwa, rozpoczyna się w programie od zacytowania paremii prawniczej z kolumny gmachu Sądu Najwyższego: „Wolność jest rzeczą bezcenną” .

- A bez demokracji nie ma wolności – poucza Rozwadowska.

Dalej niemiecki prowadzący stwierdza, że stojący obok gmachu SN pomnik Powstania Warszawskiego to właśnie symbol walki o wolność. A wolność sędziów jest właśnie zagrożona, bo sędziowie są odsuwani od orzekania i zastępowani przez nowych, jak stwierdzają prowadzący.

Władza wysłała na emeryturę dużą liczbą sędziów Sądu Najwyższego. Teoretycznie, bo w praktyce powstał opór

– stwierdził Michael Adam, co obrazują sceny z demonstracji Obywateli RP w obronie sędziów SN z prezes Małgorzatą Gersdorf na czele.

W dokumencie wywiadu udziela sędzia Sądu Najwyższego Maria Szulc, która nie opuściła swego stanowiska wbrew reformie.
 - Mam głębokie przekonanie, że dalej jestem sędzią w stanie czynnym, chociaż pismem od prezydenta poinformowano mnie, że zostałam przeniesiona w stan spoczynku – mówiła niemieckiej telewizji Szulc.

Narracja RBB przekonuje dalej, że w Polsce trwa rozprawa nie tylko z sędziami Sądu Najwyższego, ale i z wszystkimi pozostałymi z sądów powszechnych.

Jako jeden z sędziów, który ma obecnie ciężki żywot, przedstawiony jest sędzia Igor Tuleya.

Chciałbym jeszcze długo sądzić, ale możliwe, że zostanę usunięty z zawodu

– mówił sędzia niemieckiej telewizji. A powodem nękania sędziego przez obecną władzę, do czego zalicza się konieczność tłumaczenia się przed KRS z zarzutu o zaangażowanie polityczne, ma być zdaniem stacji „jednoznaczne prezentowanie przez Igora Tuleyę poglądów, jak sędzia powinien sprawować swój urząd”.

Kamera stacji powędrowała do domu sędziego Igora Tulei. Niemieckim widzom zaprezentowano scenę, jak sędzia pakuje swoje książki w folie. Inne spakowane książki stoją już na regale.

- To na wypadek, gdyby sędzię usunięto z zawodu i musiał sprzedać mieszkanie – podpowiada narrator niemieckiego programu.

Igora Tuleyę przedstawiono jako niezłomnego sędziego, który „nie daje się zastraszyć, nawet jeśli jego egzystencja ma być zagrożona” – dodaje niemiecki prowadzący.

PiS wielokrotnie już pokazał, że dostosowuje prawo do siebie, a nie siebie do prawa

– podsumowuje sytuację w Polsce prowadząca Rozwadowska. Dla autorów programu jest też niedopuszczalne, by polskie sądy reprezentowały interesy naszego kraju.

- Prezes PiS piętnuje sądy, dla których interes Polski nie stoi na pierwszym planie – alarmują niemiecką publiczność autorzy programu.

- I są sądy, które nie stają po stronie Polaków, tylko po stronie tych, którzy Polakami nie są. W każdym razie w pewnym momencie z tej polskości zrezygnowali – cytowano w programie słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Przywołano też wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o ojkofobii, czyli „niechęci, czy nawet nienawiści do własnej ojczyzny i własnego narodu, jako jednej z chorób, która dotknęła część sędziów i prowadzi do nieszczęść” - jak mówił prezes PiS.

Sama prezenterka prowadząca program Adriana Rozwadowska, będąca w „Wyborczej” specjalistką od krytyki władz spółki LOT i relacjonującą na bieżąco strajk pracowników, daje upust swoim emocjom na Facebooku.

Odnosząc się tam do sporu między zarządem a załogą LOT, stwierdziła:

„Kto by pomyślał, że na rozmowy z pracownikami i pracownicami - zamiast nawiedzonego, stosującego metody siłowe i obrażonego na kodeks pracy, ustawy i cały świat prezesa - wystarczy wysłać kogoś normalniejszego i już, czmych!, spór cudownie z gargantuicznego kurczy się do rozmiarów co najwyżej średnich”.

W październiku pisała jeszcze bardziej rozemocjonowana:

„Nie, nie żyjemy w cywilizowanym państwie. Zarząd PLL LOT idzie na rympał. Zwolnił właśnie dyscyplinarnie 67 strajkujących”.

Inna próbka jej emocjonalnego stosunku do tego, czym zajmuje się w pracy dziennikarskiej, jest jej wyznanie o uczestniczeniu w czarnym marszu w 2016 r.

Gdyby ktoś mi w - dajmy na to 2000 r. - przepowiedział, że w słoneczne kwietniowe popołudnie 2016 r. będę protestować przeciwko wykwitom intelektualnym starców z KEP, pewnie parsknęłabym. Przecież to miało być załatwione dawno temu

- napisała na Facebooku Rozwadowska.

W swoim innym wpisie o sprawach wiary stwierdziła, że musiała się urodzić ateistką. Opisała swoje spotkania z ludźmi Kościoła, które w jej mniemaniu, były jak najgorsze. - Jak ktoś jest dla ciebie ustawicznie niemiły, to się z nim nie kolegujesz. Przedstawiciele Kościoła ani razu nie tyle nie zachowali się wobec mnie mile, co zwyczajnie przyzwoicie – stwierdziła.

Żaliła się też publicznie, że jest krytykowana. „Meine liebe Damen und Herren, że się tak z Wami przywitam jako osoba, która stara się uczciwie wykonywać swoją robotę, a coraz częściej zamiast argumentów słyszy, że kłamie - za niemieckie euro oczywiście, ist doch klar. (to przecież jasne)”.
 

 

 

 



Źródło: niezalezna.pl

#Gazeta Wyborcza #Igor Tuleya #reportaż #Niemcy #Polska #sędziowie

Maciej Marosz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo