Politycy opozycji prześcigają się w tym, jakby tu połączyć premiera Morawieckiego z aferą taśmową. Dziennikarze portalu Onet powołują się na akta afery taśmowej, do których mieli dotrzeć. Tymczasem nagranie nie jest „sensacyjne”, ponieważ jego fragmenty były publikowane już kilka lat temu.

CZYTAJ WIĘCEJ: Czas upublicznienia „taśm Onetu” nieprzypadkowy? Karski: Wcześniej Sąd Najwyższy odmawiał wielu redakcjom

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, które mamy okazję od kilku dni obserwować, te doniesienia nie zaskakują. Można powiedzieć, że Sąd Najwyższy wchodzi do gry w kampanię wyborczą, bardzo wyraźnie to widać

– powiedział Jacek Sasin, pytany o publikację tygodnika „Sieci”, gdzie pisano w jaki sposób i w jakim tempie Sąd Najwyższy udostępnił akta śledztwa „afery podsłuchowej”. Jak się okazało, było ono imponujące.

Nie mam co do tego wątpliwości, ponieważ bardzo wiele wypowiedzi, chociażby rzecznika Sądu Najwyższego ma mocno polityczny charakter. Mieliśmy okazję tych wypowiedzi słuchać. Bardzo wielu sędziów Sądu Najwyższego zabiera głos i politycznie się wypowiada i w tym momencie sprawa tych taśm wyszła, jak wszystko na to wskazuje, z Sądu Najwyższego do bardzo konkretnych mediów znanych ze swojego bardzo mocnego zaangażowania politycznego po stronie opozycji

– mówił w Sygnałach Dnia Sasin.

Ocenił, że nie jest to przypadek.

– To pokazuje, że mamy do czynienia ze zorganizowaną prowokacją, która ma uderzyć w pana premiera Morawieckiego, uderzyć samym faktem, że został nagrany. Bo jeśli ktoś chciałby się zagłębić w to co jest na tych taśmach rzeczywiście mówione, to nie ma niczego, co by premiera kompromitowało. Natomiast sam fakt nagrania i istnienia takiej taśmy w towarzystwie taśm Platformy Obywatelskiej, ma tutaj w jakiś sposób w premiera uderzyć. Jestem przekonany, że dokładnie o to chodzi

– dodał polityk PiS.