Posłowie - Waldemar Buda (kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Łodzi), Małgorzata Janowska oraz Robert Telus postanowili wykorzystać uprawnienia jakie daje im ustawa o wykonywaniu mandatu posła i dziś rano weszli do gabinetu prezydenta, domagając się odpowiedzi na złożone wcześniej przez radnych interpelacje. Zapytania te miały dotyczyć m.in. opóźnień przetargów na rewitalizację i nagród przyznanych urzędnikom, a niektóre z nich radni mieli złożyć jeszcze w lutym.

Radni nie otrzymali odpowiedzi. Prezydent Łodzi tłumaczyła, że dostaną je w odpowiednim czasie.

W miarę możliwości udzielamy odpowiedzi, ale w pierwszym rzędzie załatwiamy sprawy mieszkańców, do czego jesteśmy powołani. Apeluję, by posłowie zajęli się swoimi sprawami. Dziś jest posiedzenie Sejmu. Dlaczego pan Buda i pozostali posłowie nie są tam, gdzie ich miejsce? Dlaczego nie załatwiają naszych spraw w Sejmie?

- usiłowała odwrócić kota ogonem Zdanowska. I wypaliła:

Wie pan, jakie koszty ponoszą mieszkańcy przez państwa interpelacje?

Posłowie PiS złożyli pismo do prezydent Zdanowskiej, w którym proszą o udzielenie odpowiedzi w sprawie interpelacji miejskich radnych. Zapowiedzieli, że czekają na to dwa dni.

Jeżeli sprawy mieszkańców będą załatwione, to wszystkie sprawy związane z interpelacjami będą załatwiane, jak pozwala na to czas pracy urzędników - mówiła wymijająco Zdanowska.

Do tej pory nie złamaliśmy prawa, ponieważ ustawa nie przewiduje dokładnie terminu odpowiedzi na interpelację. Owszem, wymaga odpowiedzi, ale odpowiedź przedłużająca termin, też jest odpowiedzią na interpelację

- wyjaśniła prezydent.