Ostre cięcia na politykę spójności? Saryusz-Wolski uspakaja i tłumaczy wszystko punkt po punkcie

/ © European Union 2018 - European Parliament". (Attribution-NonCommercial-NoDerivatives CreativeCommons licenses creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/4.0/)

Lidia Lemaniak

Dziennikarka portalu Niezalezna.pl

Kontakt z autorem

  

– Środki te są wyliczane w kopertach według pewnego wzoru matematycznego – jak tną to nie jest to zależne od danego kraju, nie jest tak, że mówią "tego kocham, tego szanuję, tego potrzebuję", więc temu krajowi dodam, a temu bardziej odejmę, tylko sama konstrukcja tego wzoru, czyli dodanie kryterium bezrobocia i migracji przesunie środki na Południe. Nowe jest to, że skala tego przesunięcia jest przeogromna. Wydaje mi się, że trzeba to traktować z ogromną ostrożnością – jako pierwsze sygnały wypuszczone przez Komisję Europejską, które zaznaczają pozycje negocjacyjne – wyjaśnił w rozmowie z Niezalezna.pl eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski.

Według nieoficjalnych informacji PAP w Brukseli, Komisja Europejska ma zaproponować we wtorek nową metodologię podziału pieniędzy na politykę spójności, przez co do Polski trafi ponad 23 proc. mniej funduszy niż obecnie. Ogólnie zmniejszenie środków na politykę spójności ma wynieść w skali całej UE około 10 proc.

Portal Niezalezna.pl zapytał eurodeputowanego Jacka Saryusz-Wolskiego jak odbierać i rozumieć sygnały, które dochodzą do nas z Brukseli.

Porównałem liczby cięć z czterech źródeł, tzn. to co podała Komisja Europejska w pierwszym podejściu; to, co podawał Parlament Europejski, think tank Breugel oraz polskie Ministerstwo Rozwoju i Inwestycji. Cięcia te są dużo większe niż ostatnio wypłynęły, są wręcz zaskakująco większe niż te, które były źródłem spekulacji. KE podawała 7 proc., PE – 10 proc., najlepszy think tank brukselski – - 7 proc., a polskie ministerstwo – - 10 proc. Cięcia są więc znacząco większe – wyjaśnił europoseł.

Zdaniem naszego rozmówcy "Komisja Europejska testuje, jak daleko może się posunąć w tych cięciach i wypuszcza przeciek do dziennikarzy, i obserwuje reakcje komentatorów danego kraju".

Zależnie od reakcji wie, od larum, jakie dany kraj podnosi, będą mieć wiedzę, jakie są warunki brzegowe ewentualnego kompromisu czy negocjacji. Wydaje mi się, że to znaczące przesunięcie środków na Południe kosztem Wschodu. Widziałem dane mówiące o tym, że kiedy u nas bardzo spada, to w Hiszpanii, Portugalii, Grecji są przyrosty w procentach: 4, 5, 8 proc. Czyli u nas są spadki w ujęciu procentowym, a tam są przyrosty. To oznacza, że jest znaczące przesunięcie środków ze Wschodu na Południe – ocenił.

Jacek Saryusz-Wolski wskazał, że "prawdopodobnie jest to pochodną tego, co zapowiadała KE w swoim pierwszym komunikacie – na początku maja – że dodatkowo, poza wskaźnikiem PKB na głowę, będzie brała też pod uwagę kryterium bezrobocia, migracji i środowiska, ale absolutnie nie wiemy, jaka jest tego metodologia".

Wiemy, że branie pod uwagę migracji zostało radykalnie oprotestowane przez premiera Węgier, Viktora Orbana. Nie wiemy w jaki sposób ma być wyliczane, czy np. według jakiegoś algorytmu, więc diabeł jest ukryty w szczegółach – dotyczy to metody – zaznaczył.

Jeśli chodzi o Polskę – wyjaśnił eurodeputowany – to Polska jest ofiarą jako część flanki wschodniej, czyli krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a nie jako Polska.

Polska mogłaby być dodatkowo ofiarą cięć, jeśli przeszedłby mechanizm karania za praworządność. Środki te są wyliczane w kopertach według pewnego wzoru matematycznego – jak tną to nie jest to zależne od danego kraju, nie jest tak, że mówią "tego kocham, tego szanuję, tego potrzebuję", więc temu krajowi dodam, a temu bardziej odejmę, tylko sama konstrukcja tego wzoru, czyli dodanie kryterium bezrobocia i migracji przesunie środki na Południe. Nowe jest to, że skala tego przesunięcia jest przeogromna. Wydaje mi się, że trzeba to traktować z ogromną ostrożnością – jako pierwsze sygnały wypuszczone przez Komisję Europejską, które zaznaczają pozycje negocjacyjne, a nie jako "Polska tyle dostanie i kropka", co mają w zwyczaju przyjmować polskie media. To pierwsze jaskółki, żeby zaznaczyć obszar negocjacji – wyjaśnił rozmówca portalu Niezalezna.pl

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

UE gotowa opóźnić brexit?

zdjęcie ilustracyjne, / pixabay.com/TeroVesalainen

  

Unia Europejska przesunie brexit do lutego 2020 roku, jeśli premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson nie będzie w stanie przeforsować uzgodnionego porozumienia w Izbie Gmin w nadchodzącym tygodniu - podał "The Sunday Times".

Jak ujawniają źródła dyplomatyczne, opóźnienie miałoby być "ruchome", co oznacza, że Wielka Brytania może wyjść z UE wcześniej - 1 lub 15 listopada, grudnia lub stycznia - jeśli umowa zostanie ratyfikowana przed końcem najbliższego tygodnia.

Żadna decyzja nie zostanie podjęta, dopóki państwa UE nie ocenią szans na przyjęcie przez parlament porozumienia o warunkach wyjścia, czyli na pewno nie zapadnie przed wtorkiem. Natomiast jeśli Johnson będzie miał poważne kłopoty z przyjęciem umowy w Izbie Gmin lub jeśli posłowie wymuszą drugie referendum, wówczas kraje UE, a zwłaszcza Niemcy, będą naciskać na dłuższe przesunięcie, być może do czerwca przyszłego roku - podaje "The Sunday Times".

Cytowany przez gazetę Norbert Roettgen, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Bundestagu i jeden z najważniejszych polityków chadeckiej partii CDU kanclerz Niemiec Angeli Merkel, opowiada się za dłuższym opóźnieniem. "Rada Europejska powinna teraz zdecydować o ostatnim, długim opóźnieniu, dając Wielkiej Brytanii czas na przygotowanie się do wszystkich możliwych rozwiązań, w tym drugiego referendum" - powiedział.

Antti Rinne, premier Finlandii, która sprawująca obecnie przewodnictwo w Radzie UE, będzie współpracował z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem w celu przeprowadzenia w ciągu najbliższych kilku dni konsultacji z unijnymi rządami. On również powiedział, że zapewnienie dodatkowego czasu Wielkiej Brytanii jest sensowne.

Według źródeł dyplomatycznych najbardziej prawdopodobną opcją jest podjęcie decyzji, że trzymiesięczne opóźnienie brexitu, zgodnie z tzw. ustawą Benna, do 31 stycznia 2020 roku, jest czysto "technicznym przedłużeniem". Taka decyzja może nawet nie wymagać od przywódców UE zorganizowania dodatkowego szczytu w poniedziałek 28 października i mogłaby zostać uzgodniona w drodze wymiany listów ambasadorów w Brukseli - pisze "The Sunday Times".

UE będzie musiała natomiast zorganizować nadzwyczajny szczyt, jeśli konieczne będzie przesunięcie brexitu poza 31 stycznia 2020 roku, gdyby porozumienie utknęło w Izbie Gmin lub deputowani odrzucili je, nie podejmując decyzji w sprawie nowego referendum ani nie odwołując wniosku o wyjście z UE.

Jak podkreśla "The Sunday Times", głównym pytaniem dla UE, a zwłaszcza dla Francji, byłby "cel" kolejnego długiego opóźnienia. Amelie de Montchalin, francuska minister ds. europejskich, powiedziała gazecie "Journal du Dimanche", że "niepewność polityczna" musi się skończyć. "Powinniśmy przestać wierzyć, że w interesie wszystkich leży wstrzymanie wszystkiego na sześć miesięcy, a potem wszystko będzie lepiej" - powiedziała minister.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl