We wtorek przed południem przestały działać urządzenia w gdańskiej Przepompowni Ścieków Ołowianka, odbierającej 60 procent ścieków z terenu Gdańska i odprowadzającej je do Oczyszczalni Wschód. Awaria spowodowana została zalaniem komory pomp i znajdujących się tam czterech silników: dwóch głównych i dwóch zapasowych. Aby uniknąć zalania miasta przez cofające się z kanalizacji ścieki, we wtorek ok. godz. 13 spółka SNG zdecydowała o zrzucie nieczystości do Motławy. Do rzeki trafiało około 2,6 tysiąca metrów sześciennych ścieków na godzinę. Część nieczystości odprowadzano też bezpośrednio do Zatoki Gdańskiej: na wysokości Zaspy.

Początkowo, spółka Saur Neptun Gdańsk, będąca operatorem infrastruktury wod-kan w Gdańsku, stwierdziła, że prawdopodobną przyczyną awarii był dwukrotny chwilowy zanik zasilania pomp. Spółka zamieściła na Facebooku zapis z systemu telemetrycznego. Pojawiła się także informacje o rozmowie przedstawiciela SNG z dostawcą energii, podmiotem Energa Operator.

Dziś po południu Energa ujawniła treść rozmowy przedstawiciela SNG z dyspozytorem. Nagranie rzuca nieco inne światło na okoliczności awarii.

- Mieliśmy pecha, że obsługa, która tam jest, była akurat dzisiaj nowa, świeża, niedoświadczona. No i wyszło, jak wyszło, nie. Ścieki napływały, napięcie oczywiście było cały czas, bo tylko był chwilowy przysiad, a pompy sobie nie pracowały, a ten z obsługi, bo tego nie pokazywało na telemetrii, ten sobie myślał, że wszystko jest dobrze

- mówił podczas rozmowy z dyspozytorem Energa Operator przedstawiciel Saur Neptun Gdańsk.

Mówiąc o sposobie zasilania pomp, pracownik SNG zauważa:

"Nie ma tak, że jeden sterownik jest na jedną sekcję, a drugi na drugą. Jeden sterownik zasila wszystkie pompy. I tak to wygląda. Po prostu takiego pecha jeszcze nie mieliśmy, a straty będą tak duże, że się w pale nie mieści"

-  To miasto musi to zmodernizować. No bo to jest do bani

- odpowiada pracownik Energa Operator.

Jak dotychczas, Saur Neptun Gdańsk nie odniósł się do ujawnionej przez Energę rozmowy.

Zdaniem Kacpra Płażyńskiego, kandydata na prezydenta Gdańska z ramienia Zjednoczonej Prawicy, ujawniona taśma spowodowała, że "opadły maski".

- To też pokazało hipokryzję władzy, która w pierwszym momencie zamiast zminimalizować te szkody, które wystąpiły na skutek awarii, zaczęła szukać winnego wszędzie, poza sobą samą. Myślę, że te taśmy w sposób bardzo jednoznaczny ukazują, że wina stoi zarówno po stronie Saur Neptun, jak i władz miasta, które nadzorują tę spółkę, mają w niej 49 proc. udziałów i to one są odpowiedzialne, by w odpowiedni sposób zabezpieczyć krytyczną infrastrukturę i wprowadzić odpowiednie normy zarządzania ryzykiem, które nie dopuściłyby do takiej klęski

- powiedział Płażyński w rozmowie z portalem niezalezna.pl.

Jak podkreśla Kacper Płażyński, teraz "musimy posprzątać to, co się stało i  i doprowadzić do tego, by w przyszłości do takiej awarii już nie mogło dojść"

- Może nie jest to do końca trafne powiedzenie w tych okolicznościach, ale mleko się rozlało. (...) To, że wszystkie cztery pompy były w jednym pomieszczeniu i zalanie tego pomieszczenia spowodowało wyłączenie także pomp awaryjnych, to jest kuriozalna sytuacja, z którą mieliśmy do czynienia. Pompy, które miały służyć jako zabezpieczenie, de facto i tak ustawiały się w tej samej roli jak te, które pracowały jako podstawowe. Więc ta infrastruktura, która podobno jest nowoczesna i zaprojektowana na modłę zachodnią, delikatnie mówiąc, się nie sprawdziła i nie trzeba być szczególnym geniuszem, by dostrzegać ryzyka z tym związane, że jeżeli trzymamy wszystkie krytyczne urządzenia w jednym miejscu, to gdy to miejsce zostanie zalane, to żadne z nich nie będzie w sposób prawidłowy działać

- zauważył kandydat na prezydenta Gdańska.

-  Potrzebna jest przebudowa tej przepompowni i to jest pierwszy krok. Z drugiej strony trzeba na przyszłość przygotować odpowiednie scenariusze postępowania zmierzające do tego, by zminimalizować te ewentualne szkody, które mogą powstać

- dodał Płażyński w rozmowie z naszym portalem.

Temat awarii w przepompowni i zlewania ścieków do Motławy i Zatoki Gdańskiej odbił się dość szerokim echem w mediach, a także na portalach społecznościowych. Cała sprawa może dość niekorzystnie odbić się na wizerunku miasta, a jak zaznacza nasz rozmówca, mogą płynąć za tym również straty materialne.

-  Miasto Gdańsk to też miasto nadmorskie, do którego przyjeżdża wielu turystów. Zbliża się sezon i ci turyści chcą wypoczywać nad morzem. Nie jesteśmy Koreą Północną i informacje w Polsce i Europie dość swobodnie przepływają. Wystarczy postawić się w roli polskiego czy zagranicznego turysty - czy zdecydowałby się na wyjazd do miasta, gdzie - jak słyszał - tysiące ton nieczystości wlało się do zatoki, w której zamierzał się kąpać? Ja takiego miasta jako miejsca swojego wypoczynku bym nie wybrał. To nie jest tylko strata wizerunkowa, ale to jest także strata materialna, która będzie miała widoczny wymiar dla Gdańska i jego mieszkańców, którzy żyją z turystyki

- podkreślił Kacper Płażyński.