Misiewicz odniósł się do artykułu tygodnika "Sieci". Padła seria pytań pod adresem braci Karnowskich

Bartłomiej Misiewicz / fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

- Istnieje silna analogia, między tym, co było w roku 2007, a tym, co dzieje się dziś wokół mojej osoby. Mam nadzieję, że nie chodzi o to, że panowie Karnowscy powrócili do źródła. Pragnę zapytać panów Karnowskich skąd ten atak i jeszcze z tak kłamliwą narracją? Czy chodzi o moją pracę w zespole parlamentarnym ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, czy może chodzi o wyrzucenie z CEK NATO ludzi, którym postawiono zarzuty o nielegalną współprace z tajnymi rosyjskimi służbami specjalnymi? - powiedział dziś podczas briefingu prasowego Bartłomiej Misiewicz, odnosząc się do wczorajszej publikacji tygodnika "Sieci".

Dziś Bartłomiej Misiewicz, były rzecznik resortu obrony, podczas briefingu prasowego odniósł się do tekstu, który wczoraj pojawił się na łamach tygodnika "Sieci", dotyczącego nieprawidłowości w Polskiej Grupie Zbrojeniowej.

- Na samym początku chciałbym serdecznie podziękować Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu za działania zmierzające do wykorzenia korupcji i kradzieży publicznych publicznych, w tym w szczególności za kontrolę w PGZ, która ujawniła nieprawidłowości i wskazała winnych, jednocześnie bezdyskusyjnie oczyszczając mnie ze wszelkich zarzutów w tej sprawie

- podkreślił Misiewicz na początku swojego oświadczenia.

- Wczoraj w tygodniku "Sieci" w artykule "CBA łapie swoich" panowie redaktorzy Pyza i Wikło w stosunku do mnie napisali paszkwil, który oprawili tylko i wyłącznie moim wizerunkiem. Chociaż potwierdzili w artykule, że CBA kontrolujące PGZ w 2016 r. nie postawiło mi żadnego zarzutu i nie wskazało jako winnego, to używając wyłącznie mojego wizerunku i stosując odpowiednią formę stylistyczną dopuścili się manipulacji mającej na celu nieprawdziwe przypisanie wszystkich zarzutów mnie

- dodał.

Bartłomiej Misiewicz wyjaśnił, czym zajmował się konkretnie w określonych kwestiach związanych z Polską Grupą Zbrojeniową.

- PGZ była osobną instytucją w stosunku do Ministerstwa Obrony Narodowej, gdzie pełniłem funkcję szefa gabinetu politycznego ministra oraz rzecznika prasowego resortu. Ja wyłącznie w danej kwestii reprezentowałem resort, nie miałem w związku z powyższym wglądu w dokumentację, ani przebieg organizacji poszczególnych eventów przez PGZ.

- Panowie redaktorzy wielokrotnie atakują mnie tylko dlatego, że kogoś znałem. Dlaczego więc panowie Wikło i Pyza nie stawiają zarzutów redaktorowi Michałowi Karnowskiemu, który niewątpliwie zna Jerzego Urbana, z którym w "Dzienniku" w 2009 r. przeprowadzał wywiad prasowy. Wczoraj po publikacji tygodnika "Sieci" wiele ogólnopolskich mediów podzieliło i przypuściło ten oparty na kłamstwach atak na mnie. Te nieprawdziwe zarzuty powtórzyli dziś posłowie PO, więc panowie redaktorzy mogą się cieszyć z plonu, jaki właśnie zbierają

- mówił Misiewicz podczas briefingu i raz jeszcze przypomniał, że CBA uniewinniło go od wszystkich zarzutów.

- Gdy wczoraj zapowiedziałem kroki prawne, pan Pyza w swojej popołudniowej notatce na portalu wpolityce.pl jeszcze raz powtórzył, że CBA nie postawiło mi żadnych zarzutów w tej sprawie oraz po raz kolejny zadał publicznie pytanie, czy to ja wskazałem stowarzyszenie, które organizowało z ramienia PGZ koncert "Głos wolności". To jest kłamstwo, panie Pyza i panie Wikło. Panowie doskonale o tym wiecie, że nie wskazywałem tego. Wiecie też panowie o tym, z racji tego, że powołujecie się na CBA i piszecie w swoim artykule, że propozycję wyboru tego stowarzyszenia przyniósł na zarząd PGZ jeden z pracowników Grupy. Ja w tej kwestii odpowiadałem wyłącznie za resort obrony. Gdyby to była prawda, miałbym zarzuty, a ich nie mam. Jestem od nich przez CBA uniewinniony

- zaznaczył były rzecznik MON.

- Panowie redaktorzy, powołując się na niejawne materiały ze śledztwa, stwierdzają co prawda, że CBA nie wskazało mnie prokuraturze jako osoby, której należy zarzuty postawić, ale używają różnych form stylistycznych, by przypisać mi wszelkie zaniedbania w PGZ, za które nie odpowiadam. Czy nie jest to szkalowanie funkcjonariuszy CBA, którzy tę kontrolę przeprowadzali?

- zapytał.

Następnie Bartłomiej Misiewicz zauważył pewną analogię między sprawą ataku medialnego na niego a akcją z roku 2007 dotyczącą Antoniego Macierewicza. Odniósł się również do osoby Michała Karnowskiego.

- Ten atak medialny na mnie od wczoraj przypomina mocno wydarzenia z roku 2007 i ówczesną akcję dezinformacji okrzykniętą "afera marszałkową". Mieliśmy wtedy do czynienia z serią nieprawdziwych artykułów o rzekomej korupcji w komisji weryfikacyjnej ds. WSI, której przewodniczył Antoni Macierewicz. Przez tę analogię nasuwa się pytanie, czy ówczesny dziennikarz gazety "Dziennik", a potem wicenaczelny, biorący odpowiedzialność za teksty ukazujące się w gazecie, pan Michał Karnowski, wtedy utożsamiał się, akceptował i legalizował te kłamstwa pisane w tekstach?

- pytał Misiewicz.

- Istnieje silna analogia, między tym, co było w roku 2007, a tym, co dzieje się dziś wokół mojej osoby. Mam nadzieję, że nie chodzi o to, że panowie Karnowscy powrócili do źródła. Pragnę zapytać panów Karnowskich skąd ten atak i jeszcze z tak kłamliwą narracją? Czy chodzi o moją pracę w zespole parlamentarnym ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, czy może chodzi o wyrzucenie z CEK NATO ludzi, którym postawiono zarzuty o nielegalną współprace z tajnymi rosyjskimi służbami specjalnymi? Może chodzi o obronę przeze mnie systemu SKOK przy wyprowadzeniu z nich przez ludzi dawnych WSI pieniędzy Polaków

 - dodał.

Na koniec powiedział, że prawnicy zwrócą się niedługo do określonych redakcji.

- Moi prawnicy w najbliższym czasie zwrócą się do tygodnika "Sieci" i wszystkich mediów, które powieliły kłamliwą narrację wobec mnie, o sprostowanie tych artykułów. W przeciwnym wypadku będę zmuszony podjąć dalsze kroki prawne. Te konsekwencje prawne dotyczą również dzisiejszej okładki jednego z brukowców Warto dodać, że jeszcze przed kontrolą CBA w PGZ minister Antoni Macierewicz po powzięciu informacji o nieprawidłowości w Polskiej Grupie Zbrojeniowej zwrócił się do PGZ o usunięcie winnych i skierował całą sprawę do odpowiednich służb

- stwierdził Misiewicz.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Zełenski rozpoczął prezydenturę. Ogłosił też: "Rozwiązuję parlament"

Wołodymyr Zełenski / By Ukrinform TV - https://www.youtube.com/watch?v=f7qkmxeciXE, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=78243387

  

Zwycięzca wyborów prezydenckich na Ukrainie Wołodymyr Zełenski został zaprzysiężony na nowego szefa tego państwa, po czym poinformował, że rozwiązuje parlament i zaproponował dymisję rządowi premiera Wołodymyra Hrojsmana. Zełenski złożył przysięgę w parlamencie, dokąd przybył, idąc pieszo przez przylegający do niego park, witając się ze zgromadzonymi tam ludźmi i robiąc sobie z nimi zdjęcia.

„Każdy z nas jest prezydentem. Nie 73 procent, którzy za mnie głosowali, lecz całe 100 procent Ukraińców. To nie jest tylko moje zwycięstwo, jest to zwycięstwo nas wszystkich. I jest to nasza wspólna szansa. Nie tylko ja przyjąłem dziś przysięgę, złożył ją każdy z nas. Od dziś każdy z nas niesie odpowiedzialność za państwo”

– powiedział w swojej mowie inauguracyjnej.

„Europejskie państwo rozpoczyna się od każdego. Tak, wybraliśmy drogę do Europy. Europa jednak nie znajduje się gdzieś tam. Europa jest tutaj”

– wskazał na swoją głowę.

„I gdy Europa będzie właśnie tutaj, to będzie i na Ukrainie. I jest to nasze wspólne marzenie”

– dodał.

Zełenski oświadczył, że prócz wspólnych marzeń Ukraińcy odczuwają także wspólny ból.

„Każdy z nas zginął w Donbasie, każdego dnia tracimy każdego z nas. I każdy z nas jest przesiedleńcem”

– podkreślił.

Nowy prezydent wezwał Ukraińców z całego świata, by powracali do ojczyzny i obiecał, że przyzna im ukraińskie obywatelstwo.

„Powinniście przyjeżdżać na Ukrainę nie jako goście, lecz do domu. Przywieźcie nam swoją wiedzę i doświadczenie”

– zaapelował.

Nowy prezydent zadeklarował, że jego pierwszym zadaniem na stanowisku szefa państwa będzie wstrzymanie ognia w Donbasie, gdzie od ponad pięciu lat trwa konflikt ze wspieranymi przez Rosję separatystami.

„Mogę zapewnić, że dla tego, by nasi bohaterowie już więcej nigdy nie ginęli, gotów jestem na wszystko. Nie boję się podejmowania skomplikowanych decyzji i jestem gotów, by tracić swoją popularność i jeśli będzie trzeba, bez wahania gotów jestem utracić swoje stanowisko, byle tylko nastąpił pokój”

– powiedział.

Oświadczył jednocześnie, że nie zgadza się na utratę ukraińskich terytoriów i chce ich odzyskania. „Nie my rozpoczęliśmy tę wojnę, jednak my musimy ją zakończyć. Jesteśmy gotowi do dialogu” – podkreślił, przechodząc w tym miejscu na język rosyjski.

„Jestem przekonany, że pierwszym krokiem dla zapoczątkowania tego dialogu będzie powrót wszystkich ukraińskich jeńców do domu”

– powiedział po rosyjsku.

Zełenski zaznaczył, że wśród pilnych spraw do załatwienia w jego kraju jest poprawa standardów życiowych, podwyższenie płac i emerytur oraz budowa infrastruktury.

„Chcę zacytować amerykańskiego aktora Ronalda Reagan, który został świetnym amerykańskim prezydentem: rząd nie rozwiązuje naszych problemów; rząd jest naszym problemem. Nie rozumiem naszego rządu, który rozkłada ręce i mówi mi, że niczego nie można zrobić. To nieprawda. Możecie. Możecie wziąć kartkę, długopis i zwolnić swoje miejsca dla tych, którzy będą myśleli o przyszłych pokoleniach, a nie o nadchodzących wyborach"

- oznajmił.

Prezydent ogłosił także, że rozwiązuje obecny ukraiński parlament.

„Bardzo was proszę o przyjęcie ustawy likwidującej immunitet poselski, ustawy o odpowiedzialności karnej za nielegalne wzbogacenie się i o przyjęcie nowej ordynacji wyborczej. Macie na to dwa miesiące. Rozwiązuję Radę Najwyższą (parlament) ósmej kadencji”

– oświadczył Zełenski.

Zełenski, showman i producent telewizyjny, wygrał II turę wyborów prezydenckich, która odbyła się 21 kwietnia, zdobywając 73 proc. poparcia. Na jego rywala, odchodzącego prezydenta Petra Poroszenkę, głosowało niecałe 25 proc.

W inauguracji nowego prezydenta Ukrainy uczestniczyli m.in. prezydenci: Litwy - Dalia Grybauskaite, Węgier - Janos Ader, Łotwy - Raimonds Vejonis, Estonii - Kersti Kaljulaid oraz Gruzji Salome Zurabiszwili. Polskę reprezentowali: minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz i szefowa Kancelarii Prezydenta Halina Szymańska.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl