Jak zaznacza dziennikarz Działu Świat „Gazety Polskiej Codziennie”, „sama w sobie ustawa jest bowiem bardzo niewinna, wręcz symboliczna”.

Po wejściu jej w życie Departament Stanu (DS.) będzie miał 18 miesięcy na napisanie raportu o tym, jak poszczególne państwa wcielają w życie postanowienia Konferencji Terezińskiej, którą w imieniu Polski w 2009 r. negocjował Władysław Bartoszewski, pod kątem zwrotu Żydom majątku zagrabionego przez Niemców. Teoretycznie raport ten może nie zawierać nawet opinii o Polsce – wybór państw pozostawiono bowiem w kwestii Departamentu Stanu – chociaż biorąc pod uwagę nieszczególnie dla nas pochlebny raport finalny Europejskiego Instytutu Dziedzictwa Zagłady, który do zeszłego roku zajmował się monitorowaniem wprowadzania tej deklaracji, raczej nie można liczyć na takie rozwiązanie

- mówi Młynarz.

Dziennikarz wyjaśnia, że sama ustawa „nie zobowiązuje DS do pomocy organizacjom żydowskim w uzyskaniu od Polski rekompensaty”.

Nie stanowi oskarżenia Polski o współudział w Holokauście ani nic z tych rzeczy. Po prostu eksperci DS przygotują czysto informacyjny dokument, który trafi do kongresowych komisji budżetowych i stosunków międzynarodowych. DS podobnych raportów tworzy dużo i w poprzednich już zajmował się niejednokrotnie kwestią mienia żydowskiego – tym razem po prostu będzie to osobny tekst a nie fragment raportu na inny temat

- wyjaśnia amerykanista.

Co dalej stanie się z tym dokumentem jest już osobną kwestią. Wszystko rozbija się o to jakie rozwiązania prawne przyjmie Polska w związku z naszym zobowiązaniem z Terezina i jak odniosą się do nich organizacje żydowskie. Problemem tutaj jest głównie tzw. mienie bezdziedziczne. W wypadku własności Żydów, którzy jeszcze żyją lub mają spadkobierców mechanizmy prawne mające im oddać zagrabiony przez Niemców i potem komunistów majątki, istnieją od dawna. Organizacje żydowskie twierdzą jednak, że majątki należące do Żydów którzy zginęli w Holokauście, które w zgodzie z prawem przeszły na własność skarbu państwa, można wykorzystać do sfinansowania świadczeń socjalnych dla ofiar Holokaustu lub działań edukacyjnych itp. Fragment Deklaracji Terezińskiej w tym wypadku stwierdza jedynie, że taka możliwość istnieje

- tłumaczy Młynarz.

CZYTAJ WIĘCEJ: Amerykańska ustawa niekorzystna dla Polski? R. Czarnecki uspokaja: nie powinna mieć skutków prawnych na terytorium RP

Przypomina również, że sama w sobie Deklaracja Terezińska jest dokumentem nie tylko bardzo ogólnym, ale również pozbawionym mocy prawnej. Jednak jeśli zaproponowane przez Polskę rozwiązania nie będą satysfakcjonujące dla organizacji żydowskich, to będą naciskać na Departament Stanu, aby ten interweniował. Ustawą 447 amerykańscy kongresmeni bowiem de facto uznali, że jest on odpowiedzialny za monitorowanie realizacji w praktyce postanowień konwencji.

Więc z faktu, że Deklaracja nie ma mocy prawnej, nie należy wyciągać daleko idących wniosków – zarówno Biały Dom, jak i Kongres, mają wiele metod, oficjalnych i zakulisowych, aby na nas wpływać

- uprzedza dziennikarz „Codziennej”.

W opinii amerykanisty, paradoksalnie jednak taka sytuacja może być dla Polski korzystna.

Raporty Departamentu Stanu są podstawowym źródłem wiedzy o sytuacji na świecie dla kongresmenów. Obecna administracja USA jest propolska, a Donald Trump w trakcie kampanii pokazał, że zależy mu na głosach Polaków – których w USA jest o dwa miliony więcej niż Żydów i stanowią dla prawicowego prezydenta łatwiejszy do zdobycia elektorat niż głosujący głównie na lewicę Żydzi. DS zdaje sobie również sprawę, że nadmierne naciski na Polskę – państwo, powiedzmy, frontowe w sporze USA z Rosją – może zrazić Polaków do USA i spowodować, że w następnych wyborach wybiorą mniej proamerykański rząd. Mamy zdecydowanie większe szanse, że kongresmeni otrzymają pozytywny obraz polskich starań w realizacji Deklaracji jeśli otrzymają go z Departamentu Stanu niż jeśli swoje raporty przygotują i przekażą im same organizacje żydowskie

- mówi Młynarz.

A co mogą zrobić w tej sytuacji sami Polacy? 

Wiele zależy teraz od nas samych. Naciski na Trumpa aby zawetował tą ustawę nie mają sensu. Nie ma na to żadnych szans gdyż byłoby to dla niego politycznym strzałem w stopę i zostało wykorzystane do rozpętania przeciwko niemu nagonki. Mamy jednak jeszcze trochę czasu. DS jest teraz bardzo zajęty kwestiami Korei, Syrii czy Rosji, kwestia roszczeń żydowskich nie jest priorytetem, więc gotowy raport powstanie raczej za kilka czy kilkanaście miesięcy a nie w przyszłym tygodniu. Powinniśmy wykorzystać ten czas na pokazanie Amerykanom naszego punktu widzenia w sprawie roszczeń. Dyplomaci, organizacje polonijne czy Polska Fundacja Narodowa powinny wykorzystać wszystkie dostępne środki, aby amerykańskie władze poznały nasz punkt widzenia na tą skomplikowaną sprawę. Dobrze by było również im przypomnieć jak ważnym sojusznikiem jest dla nich obecnie Polska. Nawet jeśli groźba ochłodzenia tego sojuszu z naszej strony jest czysto iluzoryczna i nie mamy dla USA alternatywy

- uważa amerykanista i dodaje:

Organizacje żydowskie już naciskają w sprawie roszczeń majątkowych na amerykańskich polityków, i to z dużymi sukcesami, jak chociażby niedawny list amerykańskich senatorów w tej sprawie. Na pewno nie będzie nam łatwo i nie uda się nadrobić w kilka miesięcy lat zaniedbań na froncie soft power – ale Ustawa 447 nie oznacza, że już przegraliśmy i że teraz nastąpi Armageddon.