Mogłoby tak być, gdyby „przeciek”, „fałszywka” czy „słoninka na haczyku” były nieprawdą wyssaną z brudnego palca prokuratora, który dał się poznać jak zły Szeląg. Tymczasem koncepcję wybuchów wspierają już dziesiątki świadectw, ekspertów, badań układających się w zadziwiająco zgodną całość. Nawet potwierdzone słowa z rosyjskiej wieży wyraźnie naprowadzające naszego tupolewa na „ścieżkę śmierci” nie stoją w sprzeczności z hipotezą wybuchu. Odejście na drugi krąg mogło przecież być sygnałem, że rybka wymyka się z sieci...
Jeśli dzięki zmasowanej histerii mediów żądających co najmniej delegalizacji PiS rząd zyskał trochę czasu, to nastroje społeczeństwa zmieniają się na różnych płaszczyznach, ale na wszystkich na niekorzyść władzy. Zdecydowana większość społeczeństwa nie wierzy w wyjaśnienie tragedii smoleńskiej, trzy czwarte chce komisji międzynarodowej.
Ludzie zrozumieli, że nie ma najmniejszego powodu, by ufać słowom wielokrotnych kłamców, zapewniających o przekopaniu ziemi, zgodnej współpracy z Rosjanami, pełnej identyfikacji ciał, o przeprowadzonych sekcjach i testach... Można się pomylić w jednym przypadku, ale w czterech? To wygląda na metodę.
Jednak najbardziej groteskowo brzmią zapewnienia o zabezpieczeniu próbek do badań na obecność środków pirotechnicznych. W Rosji. To jakby przechowywać dowody zbrodni w domu potencjalnego podejrzanego.
Czy nikogo nie dziwi owa kurczowość w „trzymaniu kart przy orderach”? Wrak, skrzynki, próbki i Bóg wie co jeszcze pozostają w Rosji, a nasza prokuratura może jedynie skamleć o łaskę. Oddanie śledztwa było czymś bez precedensu w historii, zwłaszcza kiedy tysiące dowodów mówi, że Rosji w żadnej kwestii wierzyć nie można. Nigdy i w żadnej sprawie – od Iwana Groźnego do Włodzimierza Wszechwładnego. Może to nie jest już Imperium Zła, ale Mocarstwo Kłamstwa z pewnością. Sam diabeł mógłby wysyłać tam swój narybek na nauki.
Ale nasze władze Rosjanom wierzą. W stopniu najwyższym. A klakierzy znów zerwali się do seansów kpin i nienawiści. Granica oszołomstwa przesuwa się – centrowa „Rzeczpospolita” została wepchnięta do ciemnogrodu. Kropi się donosy do światowej prasy, bo wiadomo, Polak Olejnikowej w „Wyborczej” nie uwierzy, ale Smolarowi w „Le Monde” – kto wie?
Przeżyłem Marzec ’68, stan wojenny i wiem, że w ostatecznym rozrachunku historia przyznała rację bitym, a nie bijącym, obrońcom prawdy, a nie siewcom kłamstwa.
Ktoś złośliwy powie: rację tak, ale emerytury już niekoniecznie!