Kulisy negocjacji o EmiTel. "Dlaczego premier Buzek zmienił zdanie?"

Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

Od soboty występują w Polsce problemy z odbiorem sygnału Telewizji Publicznej. Dostawcą sygnału TVP jest firma Emitel. O Spółce pisali Piotr Nisztor i Cezary Bielakowski w książce „Jan Kulczyk. Biografia niezwykła”.
 
"Od soboty posiadacze dekoderów naziemnej telewizji cyfrowej w 13 województwach nie mają dostępu do kanałów TVP. - Poinformowaliśmy Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, będę chciał poinformować Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego - powiedział portalowi wirtualnemedia.pl Jacek Kurski, prezes TVP" - informował portal niezalezna.pl

Amerykańska firma Emitel zresetowała urządzenia, ale nadal widzowie w wielu województwach mają problemy z odbiorem sygnału i nie mogą oglądać programów Telewizji Publicznej.

Nazwa firmy pojawia się w kontekście prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej.

Fragment książki „Jan Kulczyk. Biografia niezwykła”, Wydawnictwo Fronda 2015:

We wtorek, 25 lipca 2000 r., w biurach Kulczyka w Warszawie było tłoczno już od wczesnego poranka. Przedstawiciele France Telecom z prezesem Michelem Bonem na czele przyjechali do siedziby firmy prosto z lotniska Okęcie. Na podpisanie umowy sprzedaży TP SA oczekiwało w napiętej atmosferze kilkanaście osób. Nerwówka miała swoje powody. Okazało się, że transakcja nie może być sfinalizowana. Brakowało podpisów pod załącznikiem nr 11. Prośbę o zaakceptowanie tego dokumentu France Telecom przekazał doradcy Ministerstwa Skarbu dzień wcześniej – 24 lipca.

O problemie szybko został powiadomiony premier. Jerzy Buzek bezzwłocznie polecił ministrowi łączności Tomaszowi Szyszko i płk. Zbigniewowi Tadeusiakowi, dyrektorowi Departamentu Obronności, aby stawili się w siedzibie Kulczyka. To właśnie ich podpisów brakowało na załączniku.

Załącznik 11 dotyczył zadań na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa. Zgodnie z umową, France Telecom otrzymywało kontrolę nad liniami telefonicznymi łączącymi jednostki wojskowe. Niektóre z nich były niejawne. Za ich pośrednictwem prowadzono rozmowy, których treść była objęta klauzulą tajności. Teoretycznie francuskie służby specjalne, jeśli chciałyby podsłuchiwać polskich wojskowych, miałyby ułatwione zadanie.

Ale to nie był główny powód przeciągania finału transakcji. Rząd w ostatniej chwili chciał w ten sposób wymusić zgodę na wyłączenie z umowy prywatyzacyjnej spółki Emitel. Posiadała ona ponad 350 obiektów nadawczych (tzw. masztów), które umożliwiały przesyłanie sygnału radiowo-telewizyjnego.

Przedstawiciele TP SA oświadczyli, że chcą wyłączyć z umowy maszty, bo to jest dobro państwowe – opowiada jeden z negocjatorów. Kulczyk był gotów się zgodzić. Francuzi się zaparli, nie chcieli nic zmieniać. Ich stanowisko było jasne: albo maszty, albo nie ma umowy.

Sytuacja była dziwaczna. Płk Tadeusiak nie chce złożyć podpisu pod załącznikiem, który blokuje umowę. W gabinecie Kulczyka czeka poirytowany prezes France Telecom, a u premiera trwa narada, co dalej. Między siedzibą Kulczyka a Kancelarią Prezesa Rady Ministrów kursuje Alicja Kornasiewicz. – Michel Bon się uparł, nie było z nim żadnej dyskusji, chciał już wracać do Paryża – wspominał Kulczyk. To on powstrzymał Bona przed wyjazdem i zerwaniem transakcji. Poprosił dyskretnie swoją asystentkę, żeby co chwilę dolewała do kieliszków koniaku. Prezesowi France Telecom coraz bardziej się to podobało, alkohol wprowadził go w błogi nastrój. – W końcu było mu wszystko jedno, czy podpiszemy umowę o godzinie 15, czy 17 – mówił Kulczyk.

Premier Buzek ustąpił. Płk Tadeusiak i min. Szyszko złożyli swoje podpisy pod spornym załącznikiem złotym piórem należącym do Kulczyka. Dzięki temu około godziny 18 udało się podpisać umowę prywatyzacyjną. Wszyscy mogli otwierać szampana i świętować. Nikt nie miał wątpliwości, że brak podpisów na załączniku 11 był tylko grą, która miała wydłużyć negocjacje.

„Gazeta Wyborcza” przytoczyła później wypowiedź jednego ze swoich informatorów.
„Pułkownik Tadeusiak [...] doszedł do wniosku, że umowa prywatyzacyjna nie zabezpiecza należycie podległych mu spraw. Nagle dochodzą nas głosy, że podobne zdanie w sprawach obronności ma Krzaklewski, ludzie z kancelarii premiera, nawet sam premier. Wszyscy mieliśmy wrażenie, że opór Tadeusiaka ma wymusić na Francuzach dalsze negocjacje”.

Przyznał to sam płk Tadeusiak: – Kwestia załącznika 11 faktycznie była tylko pretekstem. Zostaliśmy wysłani do Kulczyk Holding, aby przeciągnąć negocjacje i czekać na decyzję rządu w sprawie Emitela. Po dwóch godzinach min. Szyszko dostał telefon, że mamy jednak podpisać załącznik.

Dlaczego premier Buzek zmienił zdanie?

– Nie wiem – stwierdził emerytowany już dziś pułkownik.

Ta część umowy do dziś budzi kontrowersje. Zgodnie z punktem 5 załącznika Francuzi zostali zobowiązani do przekazania Ministerstwu Obrony Narodowej i Ministerstwu Łączności części infrastruktury istotnej z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Do dokumentu nie wpisano jednak daty, kiedy ma to nastąpić. W efekcie do dziś Francuzi nie wywiązali się z tego zapisu.
 

EmiTel to wiodący w Polsce operator radiodyfuzji i radiotelekomunikacji, świadczący także inne usługi telekomunikacyjne. Realizuje usługi na rzecz wielu naziemnych nadawców radiowo-telewizyjnych.

Spółka, która widniała na liście firm o strategicznym znaczeniu w 2000 roku została sprzedana Francuzom razem z TP S.A.

W grudniu 2013  roku 100 proc. udziałów w spółce Emitel od Montagu Private Equity przejęła amerykańska firma inwestująca w infrastrukturę – Alinda Capital Partnrs LLC.

Niespodziewanie 18 marca 2010 r. Sejm RP zniósł wspomniana ustawę z 3 czerwca 2005 r., zamieniając ja na nowa, z której wymazano, bez żadnych skrupułów i poważnego uzasadnienia, fragmenty dotyczące spółek posiadających infrastrukturę telekomunikacyjną.

Biuro Analiz Sejmowych wydało 26 stycznia 2010 r. krytyczna opinie o projekcie rządu Donalda Tuska (był to projekt rządowy).

Tym samym strategiczna spółka Emitel przestała być polską spółką strategiczną, po raz kolejny przy biernej postawie polskich służb specjalnych
” – pisał Prof. Jerzy Urbanowicz.
Źródło: rodaknet.com,niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Nowa ambasador Polski na Litwie

„To zakładanie Europie pętli na szyję”

Pożar w fabryce farb i lakierów w Dębicy

Islamiści ścięli głowy 11 osobom

Aresztowania w Maroko w zw. z zamachami w…

Postraszyli deportacją - przez pomyłkę

Mvkulkarni23; http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl

Brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych wysłało przez pomyłkę około stu listów do obywateli państw Unii Europejskiej mieszkających w Wielkiej Brytanii, informując ich o tym, że powinni opuścić kraj lub liczyć się z deportacją.

Sprawa została nagłośniona, gdy doktor Eva Johanna Holmberg, wykładająca na jednym z londyńskich uniwersytetów obywatelka Finlandii, napisała w mediach społecznościowych, że dostała taki list.

Według fragmentów zamieszczonych w internecie, Holmberg - która mieszka na południu Anglii wraz z mężem Brytyjczykiem - została błędnie uznana za osobę, która "nie korzysta z praw traktatowych" i na mocy ustawy imigracyjnej z 1999 roku powinna w ciągu miesiąca opuścić kraj lub liczyć się z zatrzymaniem przez brytyjskie służby graniczne.

Holmberg powiedziała, że od otrzymania przez nią listu do wycofania tej decyzji minęło sześć dni, w trakcie których musiała wydać blisko cztery tysiące funtów na konsultacje z występującymi w jej imieniu prawnikami.

Brytyjskie MSW przyznało w oświadczeniu, że doszło do błędu, i zapewniło, że "pilnie próbuje ustalić, jak do tego doszło".

Dodano, że MSW "kontaktuje się ze wszystkimi, którzy otrzymali taki list, żeby wyjaśnić, że mogą go zignorować", a "prawa obywateli Unii Europejskiej mieszkających w Wielkiej Brytanii pozostają niezmienione".

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Prof. Zybertowicz o kryzysie demokracji…

Błaszczak: służby zadziałały natychmiast

Wpadł złodziej rzeźby św. Franciszka

Szef MON Polski na defiladzie w Kijowie

„Solidarność” prosi o zabezpieczenie…

Kodziarze szykowali się do zadymy w Gdańsku. Wojewoda pokrzyżował ich plany

Pomnik Poleglych Stoczniowcow; Fot Fotomag/Gazeta Polska

„Solidarność” Stoczni Gdańskiej zwróciła się do wojewody pomorskiego o "rozpatrzenie działań prawnych" zabezpieczających organizowane przez "S" obchody 37. rocznicy Sierpnia’80 w Gdańsku. Zdaniem związkowców organizacja w tym samym czasie manifestacji KOD "zagraża bezpieczeństwu publicznemu". Wojewoda zgodził się z tym.

Dariusz Drelich, na wniosek Solidarności Stoczni Gdańskiej, zmienił decyzję prezydenta miasta Gdańska i przyznał prawo do organizowania obchodów rocznicy Porozumień Sierpniowych "Solidarności", uznając organizowane przez Związek od 30 lat uroczystości jako cykliczne - poinformował portal tysol.pl.

Onzacza to, że albo KOD zmieni swoje zgłoszenie i zorganizuje imprezę w innym miejscu lub czasie, albo będzie się odwoływać od tej decyzji

- napisał "Tygodnik Solidarność".

31 sierpnia w Gdańsku 37. rocznicę Sierpnia’80 świętować miały w podobnym czasie NSZZ „Solidarność" i Komitet Obrony Demokracji.

Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ „S” obchody rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych rozpocznie w Sali Akwen w budynku „S” od uroczystego posiedzenia. Następnie, jak co roku, w Bazylice św. Brygidy (o godz. 17.00), odbędzie się msza, po której wyruszy marsz na Plac Solidarności pod historyczną bramę nr 2 Stoczni Gdańskiej, gdzie złożone zostaną kwiaty.

Tego samego dnia o godz. 19.00 pomorski KOD chciał zorganizować wiec na Placu Solidarności pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Mieli w nim wziąć udział m.in. pierwszy przywódca „S” Lech Wałęsa oraz dawny działacz „S” Władysław Frasyniuk.

W piśmie, udostępnionym dziś mediom, prezydium komisji zakładowej NSZZ „S” Stoczni Gdańskiej zwróciło się do wojewody pomorskiego o „rozpatrzenie działań prawnych zabezpieczających uroczystości rocznicowe”.

W tym samym czasie prezydent Gdańska Paweł Adamowicz wydał zgodę na organizację manifestacji dla tzw. KOD-u. Organizacja tej manifestacji w tym samym czasie zagraża bezpieczeństwu publicznemu z powodu uczestniczenia w niej środowisk związanych ze służbą bezpieczeństwa oraz nieprzychylnych dla NSZZ "Solidarność"

– stwierdziło kierownictwo stoczniowej „S”.

Czytaj też: Cel obchodów Sierpnia'80 oczywisty: "KOD chce zrobić zadymę"

Wiceprzewodniczący „S” w Stoczni Gdańskiej Karol Guzikiewicz jest przekonany, że manifestacja KOD to „prowokacja”.

Po 1989 r. w Gdańsku był nawet generał Wojciech Jaruzelski i nikt go stąd nie wyrzucał. Każdy ma prawo świętować. Nie jesteśmy przeciwni temu, żeby KOD się zbierał o jakiejś godzinie, rano czy po południu. Jako przedstawiciele Stoczni Gdańsk, mimo że obchody w Gdańsku będą miały charakter regionalny, prosimy o wsparcie z całego kraju i przyjazd np. górników. Na pewno nie damy się sprowokować. Najprawdopodobniej chodzi tu o to, żeby zagrały jakieś emocje i doszło do jakiś pyskówek, czy może szarpaniny i będzie znowu kompromitacja

– dodał.

W sprawie obchodów Sierpnia'80 list otwarty do przewodniczącego "S" Piotra Dudy skierował wczoraj lider pomorskiego KOD, Radomir Szumełda. Przed południem 31 sierpnia KOD na Placu Solidarności chciał zorganizować mini miasteczko obywatelskie, do którego zaprosił ok. 30 organizacji społecznych, politycznych i związkowych, w tym "Solidarność".

W ubiegły czwartek prezydium Komisji Krajowej NSZZ "S" przyjęło stanowisko, w którym zaproszenie KOD uznało za „bezczelną prowokację”.

To zdumiewające, że zaprasza się jubilata na jego własne urodziny i to w sytuacji, gdy ów jubilat od 30 lat niezmiennie organizuje swoje obchody

– podkreślono.

Uroczystości całego związku z okazji Sierpnia'80 odbędą się w tym roku 31 sierpnia w Lubinie (Dolnośląskie) dla uczczenia 35. rocznicy protestów przeciwko stanowi wojennemu w tym mieście, gdzie zginęły trzy osoby.

Będziemy przypominać ofiary tych ludzi, którzy tak chętnie zasilają dzisiaj szeregi KOD-u. Mamy tu na myśli tak widocznych i aktywnych prominentnych działaczy KOD jak byli SB-cy, funkcjonariusze WSI, TW i liczni przedstawiciele resortowej PRL-owskiej nomenklatury. Słowem: nie potrafimy sobie wyobrazić wspólnego świętowania z ludźmi, dla których refleksją nie jest słowo przepraszam, a jedynie rozpacz, że nie da się wyżyć za 2 tys. po zmniejszeniu SB-eckiej emerytury

- głosi stanowisko "S" z ubiegłego czwartku.

Czytając tekst Waszego stanowiska odnoszę wrażenie, że próbujecie nas straszyć, mimo że zaprosiliśmy Was do wspólnego świętowania (...) W moim odczuciu to nic innego jak wezwanie do konfrontacji. Niech nikt nie próbuje stawiać Polaków przeciwko Polakom, zwłaszcza jeśli myśli o sobie, że jest spadkobiercą wartości Sierpnia'80. Wciąż wierzę, że tam na gdańskim Placu Solidarności, możemy cieszyć się i rocznicą i sobą nawzajem, będąc dumnymi z tak pięknej karty naszej wspólnej historii

- przeczytać można w liście działacza KOD do szefa "S".

Źródło: niezalezna.pl, PAP, tysol.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Betonowe bariery wokół katedry w Kolonii

Eurovolley: Polacy gotowi na mecz z Serbią

Liga Europy: Polacy pod presją

Imigranci zatrzymani na granicy z Polską

Turcja: wypadek polskiego autobusu

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl