Macierewicz na celowniku
Ataki na Antoniego Macierewicza mają długą tradycję. Po raz pierwszy furię na salonach III RP widziałem, kiedy Macierewicz miał wejść do rządu Jana Olszewskiego jako szef MSW.
To jednak nic w porównaniu z tym, co działo się pół roku później, kiedy wykonał uchwałę Sejmu i ujawnił, kto z najważniejszych osób w państwie został zarejestrowany jako współpracownik SB. Przez kilkanaście lat był za to odsądzany od czci i wiary, próbowano go też niszczyć, używając wymiaru sprawiedliwości. Po raz kolejny piekło rozpętało się w 2006 r., kiedy podjął się likwidacji WSI. Dziennikarze, biznesmeni i politycy powiązani z tą organizacją urządzili mu w mediach pluton egzekucyjny. Nagonka za tamte działania faktycznie trwa do dzisiaj. Macierewicz stał się obiektem zorganizowanych działań propagandy III RP po tragedii smoleńskiej. Atakowano zarówno jego, jak i każdego, kto miał odwagę z nim współpracować. Po raz ostatni najcięższe działa wytoczono, gdy został ministrem obrony narodowej. Sukces szczytu NATO i szybki wzrost zdolności obronnych polskiej armii stał się solą w oku rodzimych i zagranicznych koterii, szczególnie tych uzależnionych od Moskwy.