- Projekt fundowania uczniom szkół podstawowych laptopów powinien prowadzić do głębokiej cywilizacyjnej zmiany, laptopy w szkole nie powinny być traktowane jak jeszcze jeden gadżet - mówił szef doradców premiera Michał Boni podczas debaty „Laptop dla pierwszaka?”, która była organizowana przez „Gazetę Wyborczą”.
Z pomysłem zakupu dla uczniów laptopów wystąpiło Ministerstwo Infrastruktury. Środki mają pochodzić z części pieniędzy za koncesje na UMTS. Ministerstwo przygotowało projekt ustawy o konwersji środków od operatorów, którzy zdobyli koncesje na takie usługi właśnie na zakup laptopów. Projekt ten jest obecnie w konsultacjach.
Politycy Platformy Obywatelskiej przyzwyczaili nas już do swoich obietnic, jednak niezwykła hojność Katarzyny Hall i Michała Boniego mogą zaskakiwać.
Minister edukacji stwierdziła, że najlepiej byłoby, gdyby laptopy dostawali wszyscy uczniowie począwszy od... przedszkolaków, a na maturzystach skończywszy. Katarzyna Hall stwierdziła jednak, że zdaje sobie sprawę z ograniczeń finansowych.
Z kolei szef doradców premiera Michał Boni roztoczył przed uczestnikami debaty wizję niezwykłej zmiany cywilizacyjnej polegającej na cyfryzacji społeczeństwa. Jego zdaniem samo rozdawanie uczniom laptopów mogłoby sprawić, że stałyby się one tylko gadżetami, dlatego najlepszym rozwiązaniem jest stworzenie „klas laptopowych”. Uczniowie tych klas nie tylko mieliby do dyspozycji laptopy, dostęp w szkole do internetu na lekcjach, a za jego pośrednictwem do wiedzy, uczyli by ich przygotowani do tego nauczyciele.
Michał Boni stwierdził jednak, że laptopy powinny być własnością szkół, a nie poszczególnych uczniów.
Zgodnie z wstępnym projektem, program laptopowy miałby ruszyć w roku szkolnym 2012/2013. Docelowo objąłby 1,5 miliona uczniów - pięć kolejnych roczników uczniów klas pierwszych (z wyjątkiem uczniów szkół specjalnych). Właściwe rozpoczęcie programu poprzedziłby pilotaż, w roku szkolonym 2011/2012, w którym uczestniczyłaby jedna szkoła w każdym województwie.
Przy założeniu, że koszt jednego laptopa szacowany jest na ok. 200 euro, na „cywilizacyjną zmianę” w polskich szkołach należałoby wydać ponad 300 milionów złotych.