W piątek doszło do niebezpiecznej sytuacji na autostradzie A4, podczas podróży prezydenta do Wisły. W samochodzie, którym jechał Andrzej Duda, nagle pękła opona. Auto wpadło w poślizg, a następnie zjechało do rowu. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
W Biurze Ochrony Rządu nad wyjaśnieniem zdarzenia pracuje specjalnie powołana komisja, w której skład wchodzą eksperci.
Ppłk Dariusz Bielas, dyrektor sztabu BOR, zapewnił na antenie TVP Info, że biuro ma „własną stację diagnostyczną pojazdów i żaden samochód nie wyjedzie z VIP-em bez udokumentowanej kontroli”. Wykluczył też „by opona była nieoryginalna”.
CZYTAJ WIĘCEJ: Kulisy incydentu z udziałem limuzyny prezydenta. „Był huk, wszyscy go poczuliśmy”
Ujawnił również, kiedy po raz ostatni skontrolowano prezydencką limuzynę. – Do ostatniej większej kontroli tego auta doszło 2 marca – powiedział i jednocześnie dodał, że „żaden system zabezpieczeń nie gwarantuje stu procent ochrony”. Przyznał też, że jest wiele hipotez ws. możliwych przyczyn incydentu. – Od złośliwości rzeczy martwych począwszy na znacznie dalej idących wnioskach skończywszy – mówił.
Zwrócił też uwagę na ważny szczegół dotyczący opon samochodu, którym podróżował Andrzej Duda. – Opony, nawet uszkodzone, umożliwiają odjazd z miejsca zagrożenia – powiedział.
Co w takim razie zawiodło w piątek?