Paweł Antas informuje, że gdy w miesiąc sprzedawał 100 puszek gazu pieprzowego, to teraz ma zamówienia na 5 tys. sztuk, a dostawcy tych produktów mają już opróżnione magazyny. Przytacza historie jednego z klientów mieszkającego przy granicy z Polską. W jego miasteczku policja tuszowała skalę napaści na kobiety przez imigrantów. Zdecydował się więc by kupić córce gaz pieprzowy i paralizator ukryty w latarce. Zaopatrzył się też w rewolwer na gumowe kule.
U zachodnich sąsiadów wzrost zapotrzebowania na środki do samoobrony spowodował wyczerpanie zapasów w hurtowniach. Ogromny wzrost zainteresowania gazem pieprzowym odnotowała firma DEF-TEC Defence Technology. W witrynach niemieckich sklepów z militariami coraz częściej można zobaczyć napis „Nasz problem rozwiążmy sami”.