Iwaniszwili i Petru – aktorzy tego samego scenariusza

Saeima/cc2.0

  

Kampania propagandowa, którą prowadzi Ryszard Petru oraz okalające go jawne i niejawne grupy interesu, do złudzenia przypomina strategię obalania władzy, opisaną przez francuskiego neuropsychiatrę Rogera Mucchiellego jako… dywersja - pisze Jakub Augustyn Maciejewski w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.

Legalna władza staje się w opinii społeczeństwa niedemokratyczna i agresywna, niekiedy nieobliczalna, szalona, autorytety z establishmentu atakują głowę państwa. Rozpętują się demonstracje w obronie wolności, a w tym czasie, niczym królik z kapelusza, wyskakuje przedstawiciel najbogatszej grupy wyborców i prowadzi naród do obalenia władzy na czele świeżo założonej partii. Myślicie Państwo, że opisuję polską sytuację, ale macie rację tylko częściowo. Ten scenariusz został przeprowadzony w Gruzji w 2012 r., a obecnie oglądamy jego powtórkę nad Wisłą. Być może wojna psychologiczna rozpętana w 4-milionowym kaukaskim kraju nie osiągnie takich celów w 40-milionowym narodzie w centrum Europy, ale mecz między narodem a elitami trwa.

Polityk, który wiedział

W lutym 2013 r., gdy rosyjski miliarder zasponsorował powstanie partii Gruzińskie Marzenie i wygrał wybory parlamentarne w kaukaskim kraju, zapytałem Jarosława Kaczyńskiego o kulisy tej dziwnej walki wyborczej z wykorzystaniem zagranicznego kapitału. Prezes PiS stwierdził, że ten scenariusz może się powtórzyć w innych krajach, także w Polsce: „W tak prymitywny sposób oczywiście nie – trudno sobie wyobrazić, żeby któryś z rosyjskich miliarderów w Polsce kandydował na prezydenta. (…) To niebezpieczeństwo ekspansji wewnętrznej, tj. załatwienia metodami wewnętrznymi tego, co w innych okolicznościach trzeba by załatwiać nieporównanie bardziej kosztownymi politycznie metodami zewnętrznymi” (źródło: portal ARCANA).

Na Gruzinach przeprowadzono operację wojny psychologicznej, ale oni nie byli pierwsi. W 1971 r. ukazała się książka francuskiego neuropsychiatry, Rogera Mucchiellego, który opisał kolejne etapy obalania suwerennej władzy. Przytoczmy schemat tego badacza i spójrzmy na sytuację Gruzji i Polski.

Demoralizacja narodu

To obowiązkowy, długofalowy element każdej wojny psychologicznej. „Nie chodzi o unicestwienie nieprzyjacielskich żołnierzy, lecz o unicestwienie ich odwagi”. Jedną z podstawowych metod jest zasiewanie wątpliwości co do źródeł duchowej siły narodu.

A więc w każdym kraju chodzi o inne wartości, które media i grupy interesu niszczą i dezawuują. W Gruzji chodziło m.in. o tradycję antyrosyjskości, która funkcjonuje tam od ponad 200 lat. Media podsycały zmęczenie rusofobią, wykazywały bezwzględną przewagę Kremla, przywoływały sceny z wojny 2008 r. i intoksykowały strachem, wzmacniając pragnienie spokoju. Jak wiemy, strach przed wojną zamiast jej zapobiegać, często do niej doprowadzał (Si vis pacem, para bellum – jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny), ale sąsiedztwo rosyjskiego imperium sprzyjało krzewieniu postaw kunktatorskich wśród Gruzinów. Choć władza Saakaszwilego odnotowywała sukcesy gospodarcze i wzmocnienie obecności NATO w regionie, systematycznie przekonywano wyborców, zwłaszcza młodych, że tylko uległość wobec Moskwy może zagwarantować stabilizację.

W Polsce deprecjonuje się tradycyjne polskie wartości. Zarówno bohaterstwo powstańców, wielkość i oddziaływanie dawnej Polski wyrugowano ze szkolnej edukacji, a kolejne dzieła kultury promowane przez instytucje państwowe ośmieszały patriotyzm (film „Tajemnica Westerplatte”, „Ida”). Nie inaczej było z katolicyzmem, atakowanym przez media, w których nakreślano wizję księży nieustannie nadużywających swojej pozycji i wykorzystujących seksualnie dzieci.

Mucchielli wyróżnia „zaszczepianie poczucia winy” jako podstawową metodę demoralizacji narodu – a rzekomy polski antysemityzm odgrzewano zwłaszcza wokół terminów wyborczych w Polsce. Porównajcie daty wydania kolejnych książek Jana Tomasza Grossa: 2001 (wybory, w których wygra SLD), 2006 (rozchwianie społeczeństwa dla obalenia rządów PiS), 2011 (wybory parlamentarne, w których po raz drugi wygrywa Platforma Obywatelska).

Inwazja autorytetów, neutralizacja mas

Udowadnianie antydemokratyczności władzy ma taki sam przebieg w Polsce jak i w Gruzji. Tak jak do atakowania Saakaszwilego włączył się były prezydent Gruzji Eduard Szewardnadze, w czasach sowieckich minister spraw zagranicznych ZSRS, a więc komunistyczny aparatczyk, tak i u nas z antyPiS-owskimi postulatami występują TW „Bolek” Lech Wałęsa i dawny minister młodzieży i sportu PRL Aleksander Kwaśniewski.

Jednak paraliżowanie społeczeństwa odbywa się przede wszystkim za pomocą szantażu moralnego. Reprezentanci interesów narodowych są okrzyknięci wrogami demokracji – to kluczowy element niszczenia wizerunku przeciwnika i nadawania tożsamości wywrotowcom. Bidzina Iwaniszwili w Gruzji i Ryszard Petru w Polsce atakowali swoich oponentów tym samym argumentem – rzekomym antydemokratyzmem. To dlatego w lipcu 2013 r. Jarosław Kaczyński odwiedził prezydenta Saakaszwilego i podkreślał jego rolę w obronie gruzińskiej demokracji – trzeba było reagować na retorykę przypisującą władzy autorytarne zapędy. Wizyta prezesa PiS odbiła się w Gruzji szerokim echem, wielkim bowiem autorytetem i legendą cieszy się w Gruzji śp. Prezydent Lech Kaczyński.

Dodajmy jeszcze, że Iwaniszwili i Petru mają w swojej biografii spektakularne sukcesy zagraniczne. Iwaniszwili zarobił miliony dolarów, handlując w Moskwie elektroniką już w latach 80. (sic!), a Ryszard Petru przez kilka lat pracował w Banku Światowym, dzięki protekcji Leszka Balcerowicza.

Partia Gruzińskie Marzenie i Nowoczesna PL zostały założone zaledwie pięć miesięcy przed wyborami, po czym ich liderzy pojawiali się często w mediach, przyjmując do swoich szeregów rozbitków z wcześniejszych partii władzy.

Niszczenie państwa – nowa forma walki partyzanckiej

Scenariusz utrzymania wpływów międzynarodowych w państwach postkomunistycznych opiera się nie tylko na przejęciu władzy przez establishment uzależniony od wskazówek zagranicznych. Nawet w sytuacji utrzymania władzy przez prawicę, lewica może podsycać rewolucyjne napięcie w celu sparaliżowania państwa. Urzędnicy, osaczeni wieściami o rychłym upadku rządu, będą opornie wykonywali polecenia przełożonych. Mucchielli wspomina, że rewolucjoniści szukają tzw. grup kluczowych, czyli takich środowisk, które są w stanie skutecznie zablokować reformy i obniżyć autorytet państwa. Wśród nich wymienił środowiska uniwersyteckie, co w polskim przypadku obserwujemy na przykładzie kwestionowania wykształcenia prezydenta Dudy przez wykładowców Uniwersytetu Jagiellońskiego. W aurze rzekomego antydemokratyzmu rozmaici eksperci mogą być niechętni do wspierania zmian gospodarczych, a niektórzy politycy partii rządzącej mogą ulegać medialnej presji – zwłaszcza gdy media podzielą PiS na tych „betonowych” i tych „wyłamujących się z reżimu”. Władza zajęta gaszeniem pożarów poniecha niektórych reform lub będzie zmuszona dogadać się z niektórymi grupami interesu. W tym sensie pojawia się rola patriotycznych grup społecznych, które biorąc udział w owym „gaszeniu pożarów”, a także wspierając (i naciskając!) polityków prawicy, mogą odciążyć reformatorów i rozwiązać im ręce.

Słowem: ludzie „Gazety Wyborczej” i Ryszarda Petru, nawet bez posiadania władzy instytucjonalnej, mogą wpływać na społeczeństwo i paraliżować zmiany. Szef Nowoczesnej wydał już orędzie do narodu, Tomasz Lis zapowiedział już medialny powrót, budowa alternatywnego państwa trwa. Establishment schodzi do podziemia i rozpoczyna nową formę obstrukcji i walki partyzanckiej, lecz będzie się chronić nie w lasach czy na miejskich barykadach, lecz w luksusowych gabinetach banków i lewicowych salonach Europy.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Zabił bestialsko partnerkę oraz swojego rocznego synka. Rusza proces 35-latka

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/CC0/PublicDomainPictures

  

Proces 35-latka, który został oskarżony o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem byłej partnerki i ich 14-miesięcznego dziecka rozpocznie się we wtorek Sądzie Okręgowym w Radomiu. Mężczyźnie grozi dożywotnie więzienie.

Maciej S. został oskarżony o to, że w maju 2017 roku, działając z zamiarem bezpośrednim i ze szczególnym okrucieństwem, zadał kobiecie i dziecku wiele ciosów nożem, czym doprowadził do ich śmierci. Za te przestępstwa grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 12 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywotnie więzienie.

W maju 2017 r. w jednym z mieszkań na osiedlu Gołębiów w Radomiu znaleziono ciała 30-latki i jej 14-miesięcznego dziecka. Sekcje zwłok wykazały liczne rany kłute. Obrażenia te spowodowały u obydwu ofiar masywny krwotok i w konsekwencji zgon.

Zatrzymany przez policję Maciej S. przyznał się do winy. Jak wynikało z jego wyjaśnień, między nim a byłą partnerką doszło do sprzeczki dotyczącej ojcostwa dziecka. W toku śledztwa ustalono, że chłopiec był jego biologicznym synem.

Biegli psychiatrzy stwierdzili, że w chwili popełnienia czynu mężczyzna był w pełni poczytalny.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl