​Bunt pracowników Polskiego Radia. „Protest dyrektora Jedynki nie jest protestem całego radia”

Piotr Galant/Gazeta Polska

Senat o przyjął ustawę medialną. I po chwili rozpoczęła się wielka burza. Władze Polskiego Radia walczą o stołki, składają skargi do rozmaitych międzynarodowych instytucji. Co na to wszystko pracownicy mediów publicznych? – Nie zgadzamy się z formą protestu i hucpy, jaką zorganizował kolega Kamil Dąbrowa, szef radiowej Jedynki. Nie konsultował on swojej decyzji ani z nami, ani z zarządem PR, a przynajmniej z więcej niż jednym członkiem zarządu. Także proszę nie dać się zwieść propagandzie, że protest pana Kamila jest protestem całego radia. Tak zdecydowanie nie jest – piszą anonimowo w liście pracownicy Polskiego Radia.
 
31. grudnia 2015 roku zakończyło się siódme posiedzenie Senatu. W jego trakcie senatorowie przyjęli bez poprawek nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji.
 
Nowelizacja zmienia zasady powoływania i odwoływania członków rad nadzorczych i zarządów jednostek publicznej radiofonii i telewizji działających w formie jednoosobowych spółek Skarbu Państwa. Eliminuje ona kompetencje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w zakresie wyboru składów rad nadzorczych i zarządów istniejących spółek publicznej radiofonii i telewizji, przyznając je ministrowi skarbu państwa – do czasu wprowadzenia nowej organizacji mediów narodowych. Ustawa znosi kadencyjność członków rad nadzorczych i zarządów tych spółek, a także ogranicza liczebność rad nadzorczych do trzech osób.

Ponadto nowelizacja ustanawia inne niż w dotychczasowym stanie prawnym wymagania wobec kandydatów na członków rad nadzorczych i zarządów. I tak członkowie zarządu będą musieli posiadać kompetencje w dziedzinie radiofonii i telewizji oraz być osobami niekaranymi. Ustawa zawiera także przepisy, zgodnie z którymi z dniem jej wejścia w życie ulegają skróceniu kadencje oraz wygasają mandaty dotychczasowych członków zarządów i rad nadzorczych spółek: „Telewizja Polska – Spółka Akcyjna” i „Polskie Radio – Spółka Akcyjna”, a jednocześnie zarządy tych spółek działają w dotychczasowym składzie do czasu powołania nowych zarządów, jednakże bez zgody ministra skarbu państwa nie mogą dokonywać czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu ani czynności z zakresu prawa pracy.
 
Co ciekawe niektórzy dyrektorzy telewizyjni podali się do dymisji. Wszystkie zostały przyjęte. Zrezygnowali: dyrektor TVP1 Piotr Radziszewski, dyrektor TVP2 Jerzy Kapuściński, dyrektor TVP Kultura Katarzyna Janowska, dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Tomasz Sygut i dyrektor kadrowa spółki Ewa Ger.
 
Poddać nie zamierza się Radiowa Jedynka, a przynajmniej jej szef - Kamil Dąbrowa. Szefostwo tej stacji zdecydowało o tym, by o każdej pełnej godzinie w ramach protestu puszczane były hymn Polski lub „Oda do radości”.

Zamierzamy zwrócić uwagę naszych słuchaczy oraz opinii publicznej na zagrożenie pluralizmu i wolności słowa w mediach publicznych, które wprowadza wchodząca w życie nowelizacja ustawy medialnej

– argumentował dyrektor Jedynki, Kamil Dąbrowa.

Dyrektor biura programowego Polskiego Radia, ma wątpliwości co do tego ruchu. Stwierdził, że emisja hymnu Polski w takim kontekście może stanowić naruszenie symbolu państwowego. Dodatkowo uważa, że zajęcie przez rozgłośnię takiego stanowiska w sprawie zmian w ustawie medialnej „nie mieści się w ramach uzasadnionej krytyki i w założeniach polityki programowej Polskiego Radia”.

Informowałem o tej akcji prezesa Henryka Cicheckiego, nie zgłaszał do niej zastrzeżeń. Zarówno „Mazurek Dąbrowskiego”, jak i „Oda do radości” są grane z pełnym poszanowaniem tych ważnych dla nas symboli

- ripostował na te zastrzeżenia Kamil Dąbrowa.
 

Dyrektor Dąbrowa rozegrał to po mistrzowsku, jeśli mistrzem można nazwać Wolanda albo Machiavellego - wpisał nas w bieżący kontekst polityczny, a wziąwszy pod uwagę czas - Sylwester i Nowy Rok - wytrącił możliwość reakcji. Nie ma też elektronicznego śladu tej decyzji

– powiedziała dla wirtualnemedia.pl Małgorzata Raducha, jeden z radiowych wydawców.
 
W związku z zaistniałą sytuacją protestują pracownicy radia. Napisali (anonimowo) list, w którym przekonują, że działanie Kamila Dąbrowy nie stawia w dobrym świetle instytucji Polskiego Radia. Nie chcą oni jednak podać swoich nazwisk. Tłumaczą, że jako pracownicy radia ryzykują dużo poprzez wejście w otwarty spór z obecnymi władzami PR oraz z dyrektorem Dąbrową.
 

Wielu z nas bardzo nie podoba się taki sposób realizacji misji publicznej i wciąganie naszej szacownej instytucji do tak żenujących politycznych i personalnych rozgrywek. Tego typu zagrywki wystawiają na szwank dobre imię Polskiego Radia i stawiają nas, pracowników Polskiego Radia, po jednej ze stron politycznego sporu, co nie mieści się w założeniach polityki programowej Polskiego Radia, zgodnie z którymi relacjonowanie debaty publicznej opiera się na równym dystansie do wszystkich jej uczestników

- piszą w liście cytowanym przez wpolityce.pl pracownicy radia.
Źródło: wirtualnemedia.pl,niezalezna.pl

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Dr Fedyszak-Radziejowska wskazuje na kolejny problem w wymiarze sprawiedliwości. "To powinno się zmienić"

/ screen TVP Info

- Dla przywrócenia praworządności na poziomie sądów i aresztów lepiej, gdyby pan senator przeszedł tę lekcję, może wówczas to środowisko przekonało, by tymczasowy areszt nie trwał tak długo. To czasem wygląda tak, że w czasie oczekiwania w areszcie widać słabość wymiaru sprawiedliwości. To jest rzecz, która powinna się zmienić - komentowała sprawę decyzji Senatu dotyczącej Stanisława Koguta dr Barbara Fedyszak-Radziejowska, doradca prezydenta RP.

Pierwszym poruszanym w Woronicza 17 tematem była decyzja Senatu ws. senatora Stanisława Koguta. Senat nie wyraził bowiem zgody na jego zatrzymanie i tymczasowy areszt, o co wnioskowała prokuratura. Taka decyzja senatorów przyjęta została bardzo negatywnie w kierownictwie Prawa i Sprawiedliwości.

- Nie wyobrażam sobie, żeby senatorowie decydowali nie mając dostępu do materiałów. Musi być jakieś merytoryczne odwołanie w odniesieniu do pewnych informacji (...) Dla przywrócenia praworządności na poziomie sądów i aresztów lepiej, gdyby pan senator przeszedł tę lekcję, może wówczas to środowisko przekonało, by tymczasowy areszt nie trwał tak długo. To czasem wygląda tak, że w czasie oczekiwania w areszcie widać słabość wymiaru sprawiedliwości. To jest rzecz, która powinna się zmienić

- stwierdził dr Fedyszak-Radziejowska.

Doradca z otoczenia prezydenta zaznaczyła także, że rozsądnym pomysłem byłoby sprawienie, by immunitet nie był dwustopniowy i jego zrzeczenie się nie wymagało dodatkowego głosowania w parlamencie nad zatrzymaniem czy aresztowaniem. Nie wykluczyła, że projekt taki zostanie niedługo opracowany przez Kancelarię Prezydenta.

Zebrani w studiu goście debatowali także nad sprawą objęcia kierownictwa nad wydziałem prawa na kieleckim Uniwersytecie Jana Kochanowskiego przez Jerzego Jaskiernię, w przeszłości zarejestrowanego jako tajny współpracownik bezpieki o pseudonimie "Prymus".

Dr Barbara Fedyszak-Radziejowska wskazała, że istotnym doświadczeniem przy takich sprawach była dla niej praca w Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.Jaskiernia nie był kłamcą lustracyjnym

- Mniej więcej po połowie podzieliliśmy jako społeczeństwo w ocenie wagi tego, czy ktoś był TW czy nie. Na poziomie opinii publicznej problem jest złożony. Na poziomie funkcji kierowniczych sprawa wygląda inaczej, są zawody zaufania publicznego, gdzie osoba z agenturalną przeszłością lub kłamca lustracyjny jest niepożądany (...) Środowisko akademickie samo z siebie powinno jednak dbać o przestrzeganie pewnych reguł

 - powiedziała.

Za "nie najlepszą" decyzję uczelni z Kielc uznał także poseł PO, Czesław Mroczek

- To jest nienormalne, że tacy ludzie, takie dinozaury komunistyczne obejmują stanowiska na uczelniach. Brakuje etycznej i moralnej refleksji

- dodał Ryszard Czarnecki.

Goście Michała Rachonia skomentowali również słowa prof. Wiesława Biniendy w odniesieniu do wyników badań przeprowadzonych przez Franka Taylora w ramach prac podkomisji smoleńskiej.

- To nie był wypadek, to był zamach. Ładunki wybuchowe, które zostały zainstalowane w slocie, nie mogły być zainstalowane w Polsce, także odpowiedzialna za eksplozje jest Rosja

- powiedział prof. Binienda w programie TV Republika "10/04/2010. Fakty".

CZYTAJ WIĘCEJ: Dowody Franka Taylora nie pozostawiają złudzeń

Paweł Bejda z PSL wyraził obawę, że tego typu "wypowiedzi bezpośrednio oskarżające Rosję, czyli przecież mocarstwo, mogą doprowadzić do kryzysu politycznego".

- Prof. Binienda ma 100 razy większą wiedzę niż ja i panowie

- stwierdził krótko Ryszard Czarnecki.

Dr Fedyszak-Radziejowska podkreśliła konieczność oddania należytego szacunku osiągnięciom konferencji smoleńskich.

- Tam uczeni nie dostali żadnego grantu, złożyli się sami, by móc pracować. Spotkały ich szykany, dużo ryzykowali. Czas najwyższy, by politycy dostrzegli konferencje smoleńskie

- zaapelowała.

CZYTAJ WIĘCEJ: Końcowy dokument konferencji smoleńskich

 

Źródło: TVP Info, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl