Komorowski jedzie na imprezę ku czci Stauffenberga. Nazisty, który nienawidził Polaków

Filip Błażejowski

Waldemar Maszewski

Kontakt z autorem

Niemcy, prowadząc swoją nową politykę historyczną, już od kilku lat z wielką pompą obchodzą 20 lipca rocznicę nieudanego zamachu na Hitlera z 1944 r., z którego zrobili symbol niemieckiej walki z nazizmem, a za bohatera uznali Clausa von Stauffenberga, który pisząc w 1939 r. do swojej żony o Polakach, nazywał nas „motłochem” i „ludem, który dobrze się czuje tylko pod batem”. W tym roku jedna z głównych uroczystości odbędzie się już 8 lipca w Akademii Fundacji Konrada Adenauera w Berlinie. W imprezie weźmie udział m.in. ustępujący prezydent RP Bronisław Komorowski.

Oprócz Komorowskiego uroczystości obchodów Dnia Niemieckiego Ruchu Oporu w Berlinie swoją obecnością zaszczycą były przewodniczący Parlamentu Europejskiego i szef fundacji Konrada Adenauera Hans Poettering. Informacja o obecności 8 lipca w Berlinie ustępującego prezydenta Polski natychmiast wzbudziła wiele kontrowersji wśród polonijnych środowisk patriotycznych w Niemczech. Komorowski jest krytykowany za to, że swoją osobą i nadal piastującym urzędem firmuje fałszywą niemiecką wersję historii, w której występują tacy „narodowi bohaterowie” jak antypolski hrabia Claus von Stauffenberg. Jego postać nawet hamburski „Der Spiegel” nazwał swego czasu nowym niemieckim świętym spod swastyki. Uroczystości w Akademii Fundacji Konrada Adenauera (m.in. wykład polskiego prezydenta) odbędą się pod hasłem „Zamach z 20 lipca 1944 roku jest najważniejszą próbą militarnego zamachu w okresie narodowego socjalizmu. Przypominamy o tym”. Bronisław Komorowski – według informacji umieszczonych na stronach Konrad Adenauer Stiftung – jako jeden z głównych gości ma wygłosić wykład zatytułowany „Ruch oporu w Europie w XX w.: Dziedzictwo, obowiązek i wyzwania”.

Niemcy szukają bohaterów     
                   
Mniej więcej od dekady Niemcy w swojej pisanej od nowa historii II wojny światowej próbują znaleźć narodowych bohaterów. Nie jest to łatwe, ale pierwsze efekty już są widoczne, chociażby w podejściu do grupy zamachowców na Hitlera w Wilczym Szańcu. Jeszcze pod koniec ubiegłego wieku jeden z uczestników zamachu na Hitlera hrabia Claus von Stauffenberg był powszechnie uznawany za zdrajcę, ale obecnie jest okrzyknięty bohaterem, o którym wytwórnia Hollywood nakręciła film. Podobnie rzecz się ma również z innymi zamachowcami, których także okrzyknięto bohaterami, bez względu na to, co robili przed nieudanym zamachem.

Ten lud czuje się dobrze tylko pod batem

Warto przypomnieć, że spiskowcy pod wodzą hrabiego von Stauffenberga od początku wojny nie tylko gorliwie popierali politykę Hitlera, ale należeli do jej wielbicieli i bezpośrednich wykonawców. A sam pan hrabia w listach pisanych do domu opisywał ludność polską zamieszkującą – jak twierdził – prastare niemieckie ziemie nad Wartą i Wisłą, jako odrażającą zbieraninę mieszańców i podludzi. Oto fragment listu Clausa do żony Niny z jesieni 1939 r.: „Ludność to niesłychany motłoch, z wieloma Żydami i mieszańcami. To lud, który czuje się dobrze tylko pod batem. Tysiące jeńców wojennych posłuży nam dobrze w pracach rolniczych”. Negatywne opinie o Polsce wygłaszali również inni przedstawiciele „niemieckiego ruchu oporu”, a wśród nich m.in. niemiecki prawnik wojskowy, hrabia Helmut James von Moltke.

Niemieccy koniunkturaliści

Zdaniem specjalizującego się w historii Niemiec historyka prof. dr. hab. Bogdana Musiała robienie z tych ludzi (dot. zamachowców na Hitlera) bohaterów i twierdzenie, że jakoby przeciwstawiali się zbrodniom Trzeciej Rzeszy, jest przesadą. Do spiskowców najczęściej należeli bowiem oficerowie z Prus Wschodnich, którzy w tym okresie naocznie widzieli zbliżającą się klęskę armii niemieckiej. Logicznym więc dla nich rozwiązaniem było zlikwidować Hitlera, następnie dogadać się z przeciwnikiem i uratować się. – To był prawdziwy powód wybuchu spisku przeciwko Adolfowi Hitlerowi – podkreśla w rozmowie z „Codzienną” historyk.

Z kolei podczas jednej z poprzednich rocznic zamachu na Hitlera były ambasador RP w Niemczech Janusz Reiter przypomniał, że wielu członków niemieckich grup oporu, czy wręcz ich przeważająca większość, miało problemy z Polakami, a większość z nich w głębi serca pozostała antysemitami. Nigdy nie zaprzestali pogardzać Polakami i narodami słowiańskimi.

Dlaczego Komorowski to robi?

Rozmawialiśmy z wieloma Polakami mieszkającymi w Niemczech, którzy wyrażali swoją dezaprobatę dla obecności ustępującego polskiego prezydenta na uroczystościach związanych z uczczeniem „niemieckich antyfaszystów”. Adwokat Stefan Hambura w rozmowie z „Codzienną” zwrócił uwagę na fakt, że sama obecność w Berlinie polskiego prezydenta nie byłaby niczym nadzwyczajnym, ale przyjęcie zaproszenia od Niemców w kontekście uroczystości związanych z datą 20 lipca musi budzić zdziwienie.

  Przecież zamachu na Hitlera nie można porównywać z prawdziwym zorganizowanym ruchem oporu, więc firmowanie swoją osobą i urzędem tej niemieckiej uroczystości jest niepokojące – powiedział Hambura.


Adwokat zaznaczył, że bardzo ważne jest, co powie w Berlinie odchodzący polski prezydent podczas przemówienia 8 lipca w Akademii Fundacji Konrada Adenauera. – Należy dokładnie wsłuchać się w jego słowa, które być może okażą się dla Polaków korzystne i przyniosą pochwałę prezydenta, gdyż przybliżą powstanie w Berlinie Centrum Pamięci Polskich Ofiar, podobne do wielkiego pomnika Holokaustu – powiedział Hambura, dodając, że trzeba dać politykowi szansę.

 Ale jeżeli się okaże, że Bronisław Komorowski przyjechał tylko, aby pożegnać się ze swoimi niemieckimi politycznymi przyjaciółmi, to będzie kolejna klęska zarówno jego samego, jak i polskiej sprawy – dodał w rozmowie z „Codzienną” adwokat.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Ulewa trwa, strażacy mają ogrom pracy

Ulewa trwa, strażacy mają ogrom pracy

„Lewy” strzela, ale Bayern traci punkty

„Lewy” strzela, ale Bayern traci punkty

Kolejni żołnierze WOT złożą przysięgę

Kolejni żołnierze WOT złożą przysięgę

Ewakuacja Portorykańczyków. Zapora może…

Ewakuacja Portorykańczyków. Zapora może…

Szef MON spotka się z Polonią w…

Szef MON spotka się z Polonią w…

Marszałek Senatu o kulisach wczorajszych rozmów. A także spotkaniu, które dopiero będzie

Krzysztof Sitkowski / KPRP

- Najważniejsze, że jest dobry dialog; cieszy mnie zadowolona mina Jarosława Kaczyńskiego wychodzącego z Belwederu, ale również i prezydenta, który się z nim żegnał - widziałem w jego twarzy optymizm - mówi o spotkaniu Andrzeja Dudy z szefem PiS marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Marszałek Senatu powiedział dzisiaj w radiu RMF FM, że podczas piątkowego spotkania prezydent Duda nie zaprezentował swoich projektów ustaw ws. KRS i SN Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dodał, że szef partii rządzącej przedstawił swoje propozycje i "panowie rozmawiali między sobą".

"Najważniejsze, że jest dialog i to dobry dialog. Cieszy mnie taka zadowolona mina prezesa Jarosława Kaczyńskiego wychodzącego z Belwederu, ale również i prezydenta, który żegnał się z Jarosławem Kaczyńskim - widziałem w jego twarzy optymizm" - ocenił Karczewski.

Powtórzył również słowa prezesa PiS, że "droga do porozumienia jest otwarta".

"Bardzo mnie to cieszy, bo te ustawy, ta reforma wymiaru sprawiedliwości jest bardzo potrzebna, oczekiwana przez społeczeństwo. Jest trudna, rozumiemy to" - mówił Karczewski. Zaznaczył, że rozmowa Dudy z Kaczyńskim po raz drugi odbyła się z inicjatywy prezydenta.

Zapytany, co się wydarzy w poniedziałek, powiedział: "W poniedziałek prezydent zapowiedział przedstawienie dwóch projektów ustaw. Czekamy na te projekty, na pewno będę słuchał konferencji prasowej prezydenta".

Na stwierdzenie, że "na pewno wie więcej, niż my", odparł: "Wiem pewnie więcej, ale cokolwiek więcej wiem, to nie powiem. Natomiast sam czekam na szczegóły, najważniejsze są szczegóły".

Karczewski na pytanie, czy wyobraża sobie sytuację, że prezydenckie projekty ustaw reformujące wymiar sprawiedliwości nie wejdą w życie, odpowiedział: "Jako osoba z pewnym doświadczeniem wiekowym, jestem w stanie wyobrazić sobie wszystko, również i taki wariant".

"Jestem przekonany, że nie dojdzie do tego i że wspólnie z prezydentem Prawo i Sprawiedliwość - a i myślę, że inni posłowie i senatorowie - zagłosują za ustawami(...), tymi które będą wychodziły z Sejmu. Bo nigdy nie jest tak - bardzo rzadko jest tak - że głosujemy bez jakiejkolwiek poprawki" - powiedział Karczewski.

 

Zaznaczył jednak, że może nie być żadnych korekt, mogą być one niewielkie wskazał, że mogą być one również "głębokie".

"Mam nadzieję, że to będą niewielkie korekty i wspólnie będziemy mogli powiedzieć z prezydentem: "uchwaliliśmy dobre reformy, zrobiliśmy dobre ustawy". Tego ludzie oczekują" - zaznaczył marszałek Senatu

Marszałek był też pytany, czy brał udział w piątek w wieczornym spotkaniu PiS w Sejmie. Poinformował, że nie brał udziału "w żadnym spotkaniu". Dopytywany, kto na nim był, odparł: "Jak nie brałem, to nie wiem".

Zaznaczył również, że tego typu spotkania są "zupełnie normalne".

"Spotykamy się w różnych konfiguracjach, rozmawiamy między sobą. Nie było spotkania takiego ścisłego kierownictwa partii" - wyjaśnił Karczewski. Dodał, że takie odbędzie się "zapewne w jakimś najbliższym czasie - być może w poniedziałek, być może we wtorek". "Zobaczymy" - powiedział marszałek Senatu.

Karczewski był też poproszony o komentarz do piątkowego spotkania Kaczyńskiego z ministrem sprawiedliwości-prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobro w siedzibie PiS na ul. Nowogrodzkiej. "Mnie też wtedy nie było tam i nie wiem o czym panowie rozmawiali" - zaznaczył. "Bardzo często dziennikarze uważają to za jakąś sensację, że przyjeżdżamy, rozmawiamy, a ja uważam to za bardzo dobre i świetne, że rozmawiamy" - podkreślił marszałek Senatu.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Witamina D ważna dla całego organizmu. 90% Polaków ma jej niedobór

/ pixabay.com

90% Polaków ma niedobór witaminy słońca, czyli witaminy D. Powszechnie wiadomo, że jej deficyt w organizmie powoduje krzywicę u dzieci i osteoporozę u dorosłych.

Ostatnie badania naukowe wykazały, że duży ubytek witaminy D zwiększa również ryzyko lub nasila przebieg wielu chorób cywilizacyjnych, m.in.: sercowo-naczyniowych, nowotworów, cukrzycy, astmy oskrzelowej, chorób reumatologicznych, a nawet psychicznych. Uzupełnienie niedoborów może być kluczowe dla ogólnej poprawy stanu zdrowia Polaków - poinformowano w piątek w Warszawie na konferencji prasowej „Witamina D - status quo czy nowe perspektywy?”.

Naturalnym źródłem witaminy D jest słońce i dziko żyjące ryby morskie.

- Polacy mogliby mieć właściwy poziom witaminy D w organizmach, gdyby codziennie spędzali przynajmniej 20 min. na słońcu, mając odsłonięte 3/4 ciała i skórę niepokrytą kremami z filtrami UV. W naszym klimacie i przy naszym stylu życia jest to niemożliwe - powiedział lek. med. Arkadiusz Zieliński.

Dr Waldemar Misiorowski z Kliniki Endokrynologii CMKP w Warszawie powiedział, że nie jest również właściwe uzupełnienie niedoboru witaminy D poprzez dietę. - Dlaczego? Bo jedynym jej źródłem są dziko żyjące ryby morskie, których należałoby codziennie jeść 250 gr dziennie - podkreślił.

Dane epidemiologiczne mówią, że 90% populacji ma co najmniej niedobór witaminy D mierzonej < 30ng/ml 25OHD, a 60% ma poważny niedobór < 20 ng/ml. Amerykańskie Endocrine Society i wytyczne dla Europy Środkowej określiły wartość progową wynoszącą 30 ng/ml jako minimalne stężenie 25(OH)D, zapewniające korzyści zdrowotne.

Krzysztof Smolik, dyrektor zarządzający Przedsiębiorstwa Farmaceutycznego LEK-AM, powiedział, że w ostatnich 20 latach Polska wykonała ogromny skok cywilizacyjny.

- Prowadzimy zupełnie inny styl życia niż kiedyś, znacznie mniej czasu spędzamy w terenie, na ulicy. Stosujemy masowo kremy w filtrami UV. Jako społeczeństwo zmieniamy też poziom BMI, który systematycznie rośnie. Stajemy się coraz bardziej otyli, a to jeden z czynników, które wpływają na niższy poziom wit. D - mówił.

- Niedobór witaminy D jest absolutnie szkodliwy w każdym wieku u wszystkich osób - oświadczył dr Misiorowski. - Kiedyś ubytki wiązaliśmy z krzywicą głównie u dzieci. 30 lat temu pojawiła się nowa plaga społeczna - osteoporoza. Wprowadzono metody oznaczania wit. D we krwi i okazało się, że niedobory mają wszyscy, niezależnie od wieku, płci - tłumaczył. - Skoncentrowano się na chorobach kości. Ale przy okazji okazało się, że pod wpływem leczenia witaminą D, poprawia się stan układu mięśniowego i odwrotnie - w sytuacji niedoboru wit. D stan mięśni bardzo się pogarsza. W efekcie osoby z niedoborem mają bardzo znaczne osłabienie siły mięśniowej, które przekłada się na wzrost ryzyka upadku - mówił dr Misiorowski.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl