Krótki dystans
Przez ostatni rok z dużą przykrością obserwuję umizgi premiera Viktora Orbána do Kremla. Oczywiście Węgry tymczasowo na tym bardzo zyskały.
Przeszkodziły działania na rzecz własnego narodu. To popchnęło Budapeszt w ramiona Putina. Niezależnie jednak od rachunku krzywd z Brukselą, polityka Orbána wobec Moskwy jest krótkowzroczna. Jestem przekonany, że największą cenę za obecną awanturę zapłaci Moskwa – wcześniej czy później – więc nie warto być w obozie przegranych. Poza tym łamanie europejskiej solidarności w kwestii nienaruszalności granic najbardziej niebezpieczne jest dla mniejszych państw, a więc i dla Węgier. W momencie gdy to Węgrzy będą mieli kłopoty, nie będzie zbyt wielu chętnych, by im pomagać. To trzeba Orbánowi spokojnie tłumaczyć. A co do przyjaźni polsko-węgierskiej, to ma już ona 700 lat i żadna polityka jej nie zniszczy. Bywało gorzej, np. w czasie II wojny światowej, gdy Budapeszt był po stronie Berlina, a Węgrzy i tak pomagali Polakom.