- Informator Centralnego Biura Antykorupcyjnego wskazywał, że „Podczas nieformalnych spotkań Piotra Wawrzynowicza z wiceministrem skarbu państwa Rafałem Baniakiem, doszło do złożenia propozycji korupcyjnej i przekazania korzyści majątkowej. Wawrzynowicz działając w imieniu Jana Kulczyka napisał na kartce kwotę korzyści majątkowej, którą zaakceptował Rafał Baniak” – tak brzmią cytaty z meldunku CBA, który powstał po rozmowie z osobowym źródłem informacji (ozi) o kryptonimie „Prefekt”. Za tym kryptonimem kryje się Marek Falenta, który zanim wybuchła afera taśmowa już udzielał informacji CBA i funkcjonariusze, na podstawie pozyskiwanych od niego wiadomości, tworzyli meldunki, zamieszczane w wewnętrznym systemie meldunków CBA. Z punktu widzenia, kogoś kto ocenia wiarygodność informatorów, "Prefekt" był bardzo wiarygodnym źródłem informacji.
Rozmowy między Wawrzynowiczem a Baniakiem nie były wcześniej ujawnione w żadnych mediach zajmujących się aferą taśmową. Telewizja Republika ujawniła je jako pierwsza. Zdecydowaliśmy się na to dlatego, że leży to w interesie dobra publicznego. Jest to tak ważna sprawa, że każdy dziennikarz ma obowiązek w tej sprawie głośno zabierać głos. Jako dziennikarze mieliśmy obowiązek zadać pytanie: co się stało z tak poważnymi, tak szczegółowymi informacjami, świadczącymi o tym, że informator CBA był świetnie zorientowany w opisywanej sprawie? Prokuratura koncentruje się tylko na tym, że dokonano nielegalnych podsłuchów funkcjonariuszy państwa, zamiast przede wszystkim weryfikować to, co wynika z treści nagranych rozmów.
Przy okazji wyszło na jaw, że szef CBA Paweł Wojtunik rozmijał się z prawdą, kiedy publicznie zaprzeczał jakoby jego służba była informowana przez Marka Falentę o nagrywaniu polityków. Wojtunik wprowadził w błąd opinię publiczną, a także sejmową Komisję ds. Służb Specjalnych, twierdząc, że CBA nie miała takich informacji. Tymczasem meldunki wskazują, że CBA miała informacje nie tylko o nagraniach audio, ale także wideo. Domniemana korupcyjna propozycja miała zostać złożona pisemnie i to informator widział. Musiał mieć więc nagranie wideo z tego spotkania - mówi Gargas.