Całe zajście opisał izraelski dziennik „Haaretz”. Riccardo Pacifici, szefa gminy żydowskiej w Rzymie oraz czterech innych towarzyszących mu mężczyzn zamknięto na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego. Gazeta opisuje, że goście wzywali pomocy przez około godzinę, a kiedy nikt nie zareagował, postanowili wyjść sami. Kiedy próbowali wydostać się z terenu obozu, włączył się alarm. Wtedy na miejscu pojawili się ochroniarze, którzy wezwali policję.
„Haaretz” określił zdarzenie jako „hańba”, ponieważ dziadkowie Riccardo Pacificiego zginęli w Auschwitz. Fabio Perugia, rzecznik gminy żydowskiej w Rzymie – który był w piątce zamkniętych osób – jest oburzony całym zajściem. – Traktowali nas mniej więcej tak, jak byśmy byli przestępcami – powiedział dziennikarzom. Cała sprawa jest też opisywana przez włoskie media.
– Potwierdzam, że doszło do takiego zdarzenia – powiedziała w rozmowie z niezalezna.pl asp. sztab. Małgorzata Jurecka, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Oświęcimiu. – Wszystko zostało szybko wyjaśnione. Obywatele Włoch nie zostali zatrzymani, a samo zdarzenie odnotowano jako interwencję – zaznaczyła.
To nie jedyna wpadka podczas tegorocznych obchodów wyzwolenia obozu. Wcześniej głośno było o pominięciu przez organizatorów córki rotmistrza Witolda Pileckiego, której na uroczystości nie zaproszono. Prawo i Sprawiedliwość w związku z tym domaga się nawet dymisji Piotra Cywińskiego, dyrektora muzeum w Auschwitz-Birkenau. Sama Zofia Pilecka w rozmowie z portalem niezalezna.pl nie chciała mówić o braku zaproszenia. – Dlaczego nas nie zaproszono? Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, należałoby je skierować do organizatorów – powiedziała.