- W związku z problemami technicznymi z zezwoleniem w tą sobotę pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie nie odbędzie się planowana pikieta „frankowców” o godzinie 14:00. O ostatecznym braku zgody dowiedzieliśmy się po 2 dniach negocjacji (...) Nie bierzemy zatem odpowiedzialności za osoby, które chciałyby przyjść na spacer lub spotkać się z mediami w tym miejscu i terminie. (...) Podobna sytuacja ma miejsce w Poznaniu, Szczecinie, Gdańsku i Białymstoku. Apelujemy do władz miast oraz służb porządkowych o wyrozumiałość, a do osób, do których niniejszy komunikat by nie dotarł, o zachowanie spokoju i wstrzemięźliwości: to dopiero nasza pierwsza ogólnopolska akcja – będą następne - czytamy w przesłanym do naszej redakcji komunikacie Stowarzyszenia Obrony Poszkodowanych przez Banki „Pro Futuris”.
Jednocześnie z treści komunikatu dowiadujemy się, że manifestacje odbędą się w Krakowie, Wrocławiu i Łodzi. Tam zostały one już zarejestrowane i mają być chronione przez służby porządkowe. Uczestnicy pikiet postulują m.in. o powołanie Komisji ds. Renegocjacji Umów pod egidą rządu, natychmiastowe wstrzymanie wszelkich egzekucji z tytułu takich kredytów , przewalutowanie wszystkich kredytów denominowanych we frankach po kursie z dnia zaciągnięcia.
Dlaczego władze stolicy odmówiły organizacji pikiety na Krakowskim Przedmieściu? Sprawa wydaje się o wiele bardziej złożona, niż mogłoby się początkowo wydawać.
Początkowo wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, a organizatorzy manifestacji informowali, że kontaktowali się z rzecznikiem Urzędu Miasta Warszaw, który zadeklarował pomoc w zgłoszeniu pikiety w stolicy.
Ratusz jednak konsekwentnie zapewniał, że wniosek o organizację pikiety nie wpłynął. Tymczasem koordynator stowarzyszenia Pro Futuris Tomasz Sadlik na Facebooku zarzuca urzędnikom zniechęcanie osób próbujących zgłosić manifestację. Okazało się, że pikiety w Warszawie nie będzie.
- Wyjaśnienie: do Urzędu Miasta Warszawy nie wpłynął nasz wniosek. Nasz człowiek próbował go złożyć od przedwczoraj, ale został zniechęcony przez urzędnika, który zacytował przepis, według którego trzeba zgłaszać na 30 dni naprzód. Myślałem, że Pan Rzecznik pomoże, ale właśnie sprostował, że nie.... W odróżnieniu od Krakowa i Łodzi, gdzie takie sprawy załatwia się od ręki (nie wspominając o Paryżu, czy Barcelonie oczywiście) w naszej stolicy to musi trwać.... Bo a nuż zawiedzie mail i komórki....; reasumując nie ma pikiety w tą sobotę w stolicy o 14 pod Pałacem Prezydenckim, ale nikt nikomu nie zabroni spaceru, czytaj poprzednie.... albo legalnie zapraszam do Łodzi, Krakowa..... można połączyć ze zwiedzaniem, odkrywaniem nowych miejsc.... pozdrawiam wszystkich, w tym Pana Rzecznika....podajcie wszystkim i na wszystkich forach i w mediach, że nie ma pikiety w Warszawie!!!!! - czytamy w komunikacie zamieszczonym na Facebooku Pro Futuris (później dodano wyjaśnienie, że we wpisie wkradł się błąd i zamiast „30 dni” powinno być „3 dni”) - Ups... nie 30, a 3 dni... przepraszam za literówkę. Ciekawe, że w środę urzędniczka nie chciała (według relacji naszego człowieka w Warszawie) przyjąć wniosku, bo było za późno – dodał Tomasz Sadlik z Pro Futuris.

Na odpowiedź ratusza nie trzeba było długo czekać. Rzecznik Urzędu m.st. Warszawy Bartosz Milczarczyk informuje, że nie może być mowy o zakazie czy odmowie manifestacji, ponieważ procedura jej zgłoszenia nie została przeprowadzona poprawnie.
- W Waszawie (gdzie odbywa się ok. 700 manifestacji rocznie) procedura jest dokładnie taka sama jak w innych miastach. Całość jest maksymalnie uproszczona, tzn. wystarczy w odpowiednim terminie (najpóźniej 3 dni przed planowaną manifestacją) złożyć zgłoszenie, w którym wskazuje się: termin zgromadzenia, godziny, w których ma się odbyć, miejsce (lub trasę, jeżeli to marsz) oraz szacowaną liczbę osób. Więc nie może być mowy o zakazie czy odmowie manifestacji. Jeżeli wniosek wpłynąłby, tak jak w Krakowie czy w Łodzi, to nie byłoby najmniejszego problemu. Bardzo proszę nie wprowadzać mediów i internautów w błąd - napisał Bartosz Milczarczyk.

Jeden z internautów zamieścił również na facebooku skan pisma ze stołecznego ratusza:
„W odpowiedzi na zawiadomienie o zgromadzeniu publicznym, które wpłynęło do Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania kryzysowego w dniu 23 stycznia 2015 r., zwołane w dniu 24 stycznia 2015 w godzinach 14.00-16.00 przed Pałacem Prezydenckim przy ul. Krakowskie Przedmieście 48/50 w Warszawie, uprzejmie informuję, że z uwagi na niespełnienie wymogów określonych w art. 7 ust. 1 ustawy z dnia 5 lipca 1990 r. prawo o zgromadzeniach (Dz. U. z 2013 r. poz 397, z póź. zm.) zawiadomienie jest prawnie nieskuteczne.
Jednocześnie dodaję, że zgodnie z art. 52 § 1 pkt 2 Kodeksu Wykroczeń zwołanie zgromadzenia publicznego bez wymaganego zawiadomienia podlega karze aresztu do 2 tygodni, karze ograniczenia wolności do 2 miesięcy albo karze grzywny”.
