Szczególnie zagubiona żona Sławomira Nowaka. Zamiatanie pod dywan afery taśmowej

Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

Andrzej Parafianowicz powiedział: „zablokowałem to”, ale jakość nagrania jest słaba i ciężko stwierdzić, że miał na myśli zablokowanie kontroli skarbowej Sławomira Nowaka. Panowie w ogóle nie umawiali się na spotkanie, a liczne rozmowy z najwyższymi przedstawicielami gdańskiej skarbówki nie wpłynęły na wynik kontroli u Moniki Nowak. Taki obraz wyłania się z 22-stronicowego uzasadnienia decyzji warszawsko-praskiej prokuratury o umorzeniu śledztwa w jednym z najgłośniejszych wątków afery taśmowej.

16 czerwca 2014 r. „Wprost” opublikował nagrania ze spotkań ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem Narodowego Banku Polskiego Markiem Belką oraz byłego wiceministra finansów Andrzeja Parafianowicza z byłym ministrem transportu Sławomirem Nowakiem. Słynne taśmy z restauracji „Sowa...” spotkały się z powszechną krytyką mediów i polityków innych partii niż Platforma Obywatelska. Ale w sprawie Sienkiewicza i Belki, mimo obciążającego ich dowodu, Donald Tusk był wyjątkowo pobłażliwy. Jednak gdy na konferencji prasowej 16 czerwca br. odnosił się do afery taśmowej, nie zabrakło mu mocnych słów pod adresem swojego przyjaciela i uznawanego za politycznego „syna” Sławomira Nowaka.

– Jeśli potwierdzi się, że w rozmowie byłych ministrów Nowaka i Parafianowicza padły słowa, które zostały zacytowane przez tygodnik, to bez wątpienia prokuratura ma tutaj co robić – ocenił premier, odnosząc się do rozmowy Sławomira Nowaka i Andrzeja Parafianowicza. Podkreślił też, że „ujawniono zachowania o charakterze nielegalnym” i „nie może być akceptacji dla takich zachowań”. Tego samego dnia, krótko przed Tuskiem, konferencję zorganizował prokurator generalny Andrzej Seremet. – Te wypowiedzi mogą rodzić ewentualną odpowiedzialność karną – podkreślił i wskazał konkretne paragrafy: art. 231 kodeksu karnego (przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego na szkodę interesu publicznego, zagrożone karą do 3 lat więzienia) i art. 230a (płatna protekcja, podjęcie się załatwienia określonej sprawy w zamian za korzyść osobistą lub majątkową). Łącznie grozi za nie do 8 lat więzienia. Nowak zrzekł się członkostwa w Platformie Obywatelskiej, a Parafianowicz w krótkim czasie został odsunięty z zarządu PGNiG.

Wystarczyło jednak pół roku, by sprawę zamieść pod dywan. Sławomir Nowak jeszcze tydzień temu był posłem PO (odszedł w związku z inną aferą, zegarkową), a mandatu poselskiego nie oddał do dziś. Również prokuratura nie stwierdziła, by należało za cokolwiek byłego ministra karać, uznając, że nie dopuścił się zarzucanego mu czynu. Jednak czytając treść uzasadnienia decyzji, trudno nie uznać, że (raczej nieświadomie) prokurator Zbigniew Smoliński przedstawił poważny akt oskarżenia. Z 22-stronicowego dokumentu wyłania się obraz traktowania małżeństwa Nowaków na specjalnych prawach i uznania najbardziej, wydawać by się mogło, absurdalnych wersji podejrzanych i ich bliskich za wiarygodne.

Oddany biznesmen

„Fakt kontroli podatkowej poczytywali jako jeden z elementów >>ucisku na ich rodzinę<<, a Monika Nowak wykazywała w tej sprawie >>szczególne zagubienie<<” tak prokurator opisuje stan Sławomira i Moniki Nowak w kontekście przyjacielskiej pomocy, z jaką przyszedł związany z PO biznesmen. Jak wynika z akt śledztwa, żonie Sławomira Nowaka przy kontroli podatkowej jej finansów pomagał przyjaciel rodziny, Tomasz Słodkowski. Słodkowski to były gdański radny PO kadencji 2006–2010, następnie w latach 2011–2013 najpierw wiceprezes, a potem prezes klubu siatkarskiego Atom Trefl. Brat Słodkowskiego obecnie jest gdańskim radnym z ramienia PO. Jak ustalili śledczy, na początku 2014 r., po rozmowie z małżeństwem Nowaków o problemach finansowych żony ministra, doszło do osobistego spotkania Moniki Nowak i Słodkowskiego jako jej pełnomocnika z naczelnikiem Pierwszego Urzędu Skarbowego w Gdańsku i dyrektorem Izby Skarbowej w Gdańsku.

Wcześniej doszło również do spotkania z Małgorzatą Bogumił, którą Słodkowski znał osobiście „z racji okazywania szczególnego zainteresowania piłką siatkową”. Jak pisze prokurator, Bogumił „była zapraszana na mecze zespołu Atom Trefl Sopot, gdy członkiem zarządu tego klubu sportowego był właśnie S[łodkowski]”. Prokurator Smoliński w uzasadnieniu swojej decyzji o umorzeniu tak opisuje motywacje Tomasza Słodkowskiego: „Czynił to z własnej inicjatywy, bowiem jako przyjaciel rodziny miał świadomość ich złej kondycji psychicznej związanej m.in. z tą kontrolą podatkową, a przede wszystkim z natarczywością mediów na osobę Sławomira Nowaka”.

W kontekście spotkań z panią Bogumił warto zauważyć, że kilka miesięcy później została ona odwołana ze stanowiska. Jak to się ma do uznania przez prokuraturę, że nie ma w tej sprawie żadnych nieprawidłowości? Tego prokurator nie wyjaśnia.

Gorliwy Parafianowicz

Czytając, jakie działania podjął były wiceminister finansów i szef skarbówki, można stwierdzić, że problemy Nowaka potraktował serio. Jak pisze prokurator, już następnego dnia (o 7 rano!) po spotkaniu w „Sowie…” wydzwaniał do „Gośki” (Małgorzaty Bogumił) w sprawie kontroli podatkowej u żony posła PO. To jednak również według śledczych nie miało wpływu na rozstrzygnięcie kontroli.

Jak słychać na taśmach prawdy, w trakcie rozmowy z Nowakiem o problemach z kontrolą skarbową jego żony Parafianowicz używa słów: „Zablokowałem to”. Z kolei Nowak nie kryje strachu przed „krossowaniem” kont swojego i małżonki. Te wątki również pojawiły się w śledztwie. W pierwszej sprawie prokuratura wyjątkowo łagodnie potraktowała „blokowanie”, uznając, że były wiceminister finansów co innego miał na myśli, a poza tym nagranie jest słabej jakości. Zdaniem prokuratora Smolińskiego, słowa te padły w innym kontekście. „Słowa te w ogóle nie mają związku z działaniami podejmowanymi przez urząd skarbowy. Nadto podkreślić wypada, że – jak widać w zacytowanej treści – w wypowiedzi tej biegli nie byli w stanie odczytać brzmienia wszystkich słów, co ma istotne znaczenie. Jakość przekazanego nagrania jest słaba” – czytamy w uzasadnieniu. W jakim kontekście więc Parafianowicz mówił o „zablokowaniu”? Tego prokurator Smoliński nie ujawnia.

O „krossowaniu” też nic nie mówi, jednak jak powiedziała „Gazecie Polskiej” rzecznik warszawsko-praskiej prokuratury Renata Mazur, obawa Nowaka dotycząca krzyżowej kontroli kont jego i małżonki dotyczyła spłat „potężnej straty, na której jedzie” (cytat z taśm). Czy były minister dokonywał wpłat na konto prywatne, czy firmowe żony – tego prokurator nie ujawnia. Jest to o tyle kluczowe, że w tej drugiej sytuacji mielibyśmy prawdopodobnie do czynienia z nieodnotowanym zyskiem.

Więcej w świątecznym numerze tygodnika „Gazeta Polska”
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Kolejny skandal w niemieckiej armii

Objawienia w Medjugorie będą uznane?

Warszawa: samobójstwo w areszcie

UEFA ukarała także Arkę Gdynia

Prezydent Duda: Nie ugniemy się przed…

Trudno uwierzyć! Dzień po zamachu lewacy wyszli na ulice Barcelony - wspierać... imigrantów

/ @theshineline \ Twitter.com

Olga Alehno

Szefowa działu „świat” w „Gazecie Polskiej Codziennie”. W tygodniku „Gazeta Polska” kieruje działem „Światowa prasa o Polsce”.

Kontakt z autorem

W piątek popołudniu, czyli zaledwie kilkadziesiąt godzin po zamachu, do którego doszło w centrum Barcelony, na ulicach tego miasta doszło do dwóch manifestacji – „przeciw” oraz „za” przyjmowaniem imigrantów z krajów Afryki i Bliskiego Wschodu. „Stop Islamizacji Europy” i „Uchodźcy NIEmile widziani” - żądali jedni. Naprzeciw nich pojawili się lewacy, którzy w wulgarny sposób reagowali na ten protest.

Do zamachów w Katalonii doszło w czwartek. Czternaście osób zostało w bestialski sposób zamordowanych, a 130 jest rannych. W tym wielu jest w stanie krytycznym.

Zamachu dokonali członkowie siatki terrorystycznej - wśród nich główne role odgrywali Marokańczycy, a za kierownicą vana, który wjechał w tłum turystów, był 17-letni Mussa Ukabir.

W związku z tragedią w Barcelonie doszło dziś do antyimigranckich protestów. Grupa przeciwników dalszego przyjmowania muzułmański imigrantów stanowiła ok. 20-30 osób. Ochraniała ich uzbrojona policja – podał kataloński portal ctvnews.ca. W lewicowej kontrmanifestacji udział brało kilkaset osób.

Tymczasem w ostatnich tygodniach lewacy z Katalonii podczas licznych protetstów atakowali... turystów. Protestowali przeciwko ich przyjazdom! Cudzoziemcy odwiedzają ten region Hiszpanii coraz liczniej, bo w innych częściach świata, jest po prostu niebezpiecznie.

„Eksperci nie mają wątpliwości, że gwałtowny wzrost popularności europejskich kurortów jest podyktowany niepewną sytuacją społeczno-polityczną w krajach północnoafrykańskich oraz na Bliskim Wschodzie i turystyczna popularność Półwyspu Iberyjskiego spadnie, kiedy tylko konflikty zostaną tam zażegnane. Analitycy z hiszpańskiego stowarzyszenia przewoźników i organizatorów wycieczek Exceltur informują, że w ub.r. do kraju przyjechało ok. 1,5 mln turystów, którzy zdecydowali się na zmianę wakacyjnych planów jedynie ze względu na ewentualne niebezpieczeństwo. Jednocześnie szacuje się, że z tegorocznej 6,6-milionowej nadwyżki turystów aż 60 proc. jest „pożyczonych” i dotychczas preferowało inne kierunki podróży”

- pisała niedawno  „Codzienna”.

„To inwazja!”, "Nie chcemy turystów!" - z takimi hasła wychodzili na ulice Barcelony, lewacy, którzy nie chcieli u siebie takich tłumów turystów.

Tymczasem wśród tych samych grup nadal poparciem cieszyła się polityka władz dotycząca przyjmowania uchodźców. Na jednym z budynków w mieście pojawił się nawet napis „Turyści, wracajcie do domu! Uchodźcy witajcie!”.

Dziś, po czwartkowej tragedii, przypomnieli tamte wydarzenia internauci...

 

Źródło: niezalezna.pl, gpcodziennie.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Legia zawiodła. Będzie ciężko

Rząd chce wypłacić odszkodowania szybko

W Polsce bezpiecznie - nie wprowadzono…

Zmarła 14 ofiara zamachów w Hiszpanii

Franciszek modli się za ofiary zamachu

"Bodyguard zawodowiec", czyli z wałkiem do ciasta na mafiosów. RECENZJA

/ mat.pras.

Magdalena Jakoniuk

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

Samuel L. Jackson w roli pogromcy złoczyńców, Ryan Reynolds który ich ochrania i Gary Oldman jako białoruski dyktator. Plus Salma Hayek w roli więźniarki o wyjątkowo siarczystym zasobie hiszpańskich wyzwisk. Pastisz kina akcji pt. „Bodyguard zawodowiec”, który dziś wszedł do kin, z taką ekipą nie mógł się nie udać. Nawet jeśli w walce z wrogiem bronią głównego bohatera jest… wałek do ciasta.

Michaela Bryce’a (Ryan Reynolds) poznajemy, gdy mężczyzna jest na samym szczycie życiowych aspiracji – codziennie rano budzi się obok pięknej narzeczonej Amelii (Elodie Yung) w domu na przedmieściach, a do pracy jeździ luksusowym jaguarem. Jako światowej klasy ochroniarz cieszy się zaufaniem największych tego świata, również tych spod ciemnej gwiazdy.

Wszystko zmienia się, gdy ginie jeden z ochranianych przez niego klientów. Kiedy Michael dostaje zlecenie ochrony Dariusa Kincaida (Samuel L. Jackson) seryjnego mordercy, a zarazem ważnego świadka w sprawie białoruskiego dyktatora Vladislava Dukhovicha (Gary Oldman), pojawia się szansa na odzyskanie dawnej estymy. Problem w tym, że ci dwaj już kiedyś się spotkali i bynajmniej nie łączy ich kumpelska więź.

Choć początkowo między bohaterami iskrzy zbyt mocno, by plan bezpiecznego transportu świadka do sądu mógł się powieść, z czasem okazuje się, że jeden bez drugiego nie może sobie poradzić. Skazani na siebie nawzajem „zawodowcy” tworzą zgrany duet, a ich akcje dostarczają nie mniejszej dawki adrenaliny niż najbardziej spektakularne wyczyny Jamesa Bonda: by pozbyć się depczących im po piętach białoruskich mafiosów i agentów Interpolu posłużą się wszystkim – od profesjonalnej broni po wałek do ciasta

Scenariusz filmu Patricka Hughesa to celowo przerysowana sensacyjna jatka, w której na przemian słychać świst kul, pisk opon i siarczyste przekleństwa (zwłaszcza te płynące z ust znakomitej Salmy Hayek, która w filmie wciela się w żonę przestępcy Kincaida) – ot, naiwna komedia dla niegrzecznych chłopców, okraszona efektownym soundtrackiem. Siła obrazu tkwi jednak w obsadzie – Reynolds, Jackson i Oldman (którego postać w oczywisty sposób nawiązuje do Władimira Putina) tworzą trio nie do pobicia. Plus pada filozoficzne pytanie: kto jest większym grzesznikiem – ten, który zabija złoczyńców, czy ten, który ich ochrania?

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

"Terrorystom mówimy…

Zatrzymano trzecią osobę podejrzaną o…

Hiszpańska prasa: "Musimy walczyć z…

UEFA ukarała Legię. Jest reakcja kibiców

UEFA ukarała Legię. Ruszyła zbiórka

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl