Jarosław Kaczyński: „Należy nam się prawda o Smoleńsku. Nie dajmy się zastraszyć!”

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Jacek Liziniewicz

Dziennikarz „Gazety Polskiej” oraz „Gazety Polskiej Codziennie”. W \"GP\" kieruje działem dotyczącym tematyki środowiska.

Kontakt z autorem

rz

Kontakt z autorem

Prezes PiS Jarosław Kaczyński - podczas obchodów 53. miesięcznicy - podkreślał jak ważne jest dążenie do prawdy o tragedii smoleńskiej, niezależnie od tego, jaka byłaby ta prawda. Wezwał zebranych na Krakowskim Przedmieściu, aby nie dali się zastraszyć. „Wszystko zależy od nas - jak potrafimy się zmobilizować, jak zwarcie będziemy maszerować do tego celu, ku zwycięstwu. To nie będzie nasze, partykularne zwycięstwo. To będzie zwycięstwo Polski” - mówił.

Poniżej publikujemy treść przemówienia Jarosława Kaczyńskiego:

Ten marsz trwa od 4 lat i 4 miesięcy. Powtarza się regularnie by podtrzymać pamięć, by podtrzymać nadzieję, by podtrzymać nasze przekonanie, że przyjdzie taki dzień, że będziemy mogli powiedzieć: „Zadanie zostało wykonane”. Tak proszę Państwa. Musimy wykonać zadanie. Nie dla siebie, tylko dla Polski, bo sprawa Smoleńska i sprawa Katynia, którą tak mądrze dzisiaj połączył ks. prof. Waldemar Chrostowski, to sprawa polska. To sprawa polskiej godności, a także sprawa, która odnosi się bezpośrednio do naszego statusu, jako narodu, do naszych perspektyw w tym trudnym regionie Europy.

 
(fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska)

Nie możemy zgodzić się na kłamstwo. Nie możemy zgodzić się na to, by zbrodnie wobec naszego narodu były inaczej, gorzej, można powiedzieć lżej - niż zbrodnie wobec innych narodów - traktowane. Zbrodnie wobec narodu polskiego popełnione w czasie II wojny światowej były ludobójstwem. O tym miał mówić w Smoleńsku mój świętej pamięci brat i o tym należy przypominać. Należy nam się prawda o Smoleńsku, jakakolwiek by ona nie była.

Dziś wiemy naprawdę dużo. Wiemy dużo, bo pracuje komisja Antoniego Macierewicza, bo spływają z różnych źródeł w Polsce i za granicą różnego rodzaju informacje. Wiemy więcej, bo widzimy, co dzieje się na wschód od naszych granic, bo ci, którzy mówili: „To niemożliwe”, „Nikt by nie mógł czegoś takiego zrobić” są dziś ośmieszani. Byli śmieszni, zakłamani, źli od początku, ale dziś ta śmieszność i zakłamanie są coraz bardziej widoczne. Ale to, że jest widoczna nie oznacza, że ktokolwiek z nich chce przyznać się do błędu. Na razie nie widać takich objawów. Mamy natomiast próbę przestraszenia Polaków. Mamy próbę wmówienia, że jesteśmy bezbronni, że wszystko się zawala, że jest jakaś wielka i nieokiełznana siła i może zrobić z nami wszystko, że jedynym wyjściem jest siedzieć cicho. Nie dajmy się zastraszyć!

Ośmielę się tutaj, choć wiem, że nie jestem tego godzien powtórzyć słowa św. Jana Pawła II: „Nie lękajcie się!”. Nie lękajmy się! Idźmy w tym marszu ku prawdzie. W dalszym ciągu idźmy ku zwycięstwu. Idźmy ku temu momentowi kiedy będziemy znali prawdę i tę prawdę będziemy mogli wyrazić na różne sposoby, także poprzez godne uczczenie pamięci wszystkich ofiar tragedii smoleńskiej i prezydenta Rzeczypospolitej, który ich prowadził. (...) Prezydenta, który potrafił rozpoznawać rzeczywistość i wyciągać z tego wnioski. Prezydenta, który potrafił bronić polskiej godności i interesów. Należy mu się to jak żadnemu z innych, którzy pełnili tę funkcję.



(fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska)

Jestem przekonany, że ten dzień jest coraz bliżej, że być może do tego dnia już tylko kilkanaście miesięcy. Wszystko zależy od nas - jak potrafimy się zmobilizować, jak zwarcie będziemy maszerować do tego celu, ku zwycięstwu. To nie będzie nasze, partykularne zwycięstwo. To będzie zwycięstwo Polski – zakończył przemówienie przed Pałacem Prezydenckim Jarosław Kaczyński.

Zobacz wideo

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Alfie Evans stał się symbolem. Ks. Prof. Witold Kawecki dla niezalezna.pl: Na przekór wszystkim chłopiec żyje

Alfie Evans i jego tata Tom / facebook.com/groups/alfiesarmy

Sprawa Alfiego Evansa wywołuje ogromne kontrowersje na całym świecie. Temat pojawia się w medialnych czołówkach i na portalach społecznościowych. W walkę o życie chłopca włączył sie osobiście papież Franciszek, apelując o możliwość przetransportowania go to watykańskiego szpitala. O przypadku Alfiego Evansa, który wywołał międzynarodową debatę o prawie do życia oraz prawie do godnej śmierci rozmawiamy z ks. prof. Witoldem Kaweckim, teologiem mediów i kultury. „Alfie Evans się przyczynkiem do zastanowienia, czy państwo ma prawo decydować w sytuacji, w której rodzice dziecka się na to nie zgadzają. To jest kolejny problem. Wiemy przecież doskonale, że rodzice chcą ratować Alfiego za wszelką cenę. Każda godzina, dzień życia tego syna jest dla nich ogromną wartością” - mówi portalowi niezalezna.pl w rozmowie z Piotrem Łuczukiem ks. prof. Witold Kawecki.

Przypadek Alfiego Evansa jest jednym z najczęściej komentowanych w ostatnich dniach tematów życia publicznego. Z całego świata napływają gesty wsparcia i zapewnienia, że chhłopiec przez cały czas ma potężne zaplecze modlitewne. Publicysta Marcin Jakimowicz w niezwykle wymowny sposób odniósł się do całej sprawy na Facebooku przywołując słowa Ewangelii wg św. Jana: „My mamy prawo, a według prawa powinien on umrzeć”. Podkreśla on, że słowa te wracają w ostatnich dniach jak bumerang. Dlaczego opinię publiczną tak bardzo poruszyła sprawa Alfiego Evansa?

Ks. prof. Witold Kawecki: Problem jest na pewno bardzo złożony. Nie wiadomo, dlaczego Anglicy nie zrobili klauzuli umożliwiającej rezygnację ze swojego prawa. Bo rzeczywiście mówimy tu o werdykcie sądowym. Można było pójść za wskazaniem papieża Franciszka i Włochów, którzy deklarowali, że są gotowi przyjąć chłopca i sprawa byłaby rozwiązana. Nie wiem, dlaczego się na to nie zgodzili. To by nie załamało brytyjskiego prawa, ani systemu, a byłoby przed światem jakimś rozwiązaniem na pewno humanitarnym.

Trudno jest mi to komentować i zrozumieć, bo jest to oczywiście jakiś przepis prawa, z drugiej strony dziecko skazane jest na śmierć przez to prawo właśnie. Być może od strony medycznej ma ono niewielkie szanse na przeżycie, chociaż przecież Pan Bóg czyni cuda różnego rodzaju i to, że ten chłopiec żyje jest piękne, jest jakąś nadzieją i trzeba do końca to życie ratować. Natomiast patrząc na to z medycznego, czy bioetycznego punktu widzenia, mamy tutaj wokół dwie tendencje: z jednej strony prawo do życia, z drugiej prawo do godnej śmierci. Pewnie też prawo brytyjskie w tym kierunku idzie, a sądy brytyjskie opierają się na tym, że tutaj chodziłoby już o rodzaj uporczywej terapii, czyli de facto pozbawienia człowieka prawa do godnej śmierci. Zgodnie z tymi wytycznymi, w uporczywej terapii nie zależy nikogo zbyt długo trzymać. W pewnym momencie odłączamy aparaturę, bo ten człowiek, ten pacjent, nie tylko ten chłopiec - nie ma już szans na przeżycie... Gdzie jest ta granica? Tu przede wszystkim chodzi właśnie o tę granicę. Kto to zawyrokuje. Gdzie jest granica prawa do życia i prawa do śmierci. Czy w przypadku Alfiego Evansa jest to już uporczywa terapia, czy już naprawdę nie ma on szans, żeby żyć? To już jest pytanie do lekarzy.

Z drugiej strony należy jednak podkreślić ten gest papieża Franciszka i Włochów i zainteresowanie całego świata. Te wszystkie protesty i gesty wsparcia, które obserwujemy. Widać, że ludzie się nie godzą na takie rozwiązania. Boją się, że to może być przyczynek do szeregu różnych nadużyć. Boją się tego, żeby de facto prawo regulowało jakby skazanie człowieka na śmierć.

Mam wrażenie, że w przypadku Alfiego Evansa ludzie oczekują jeśli nie cudu, to jego naturalnej śmierci, a nie decyzji sądu czy regulacji prawnych, które miałyby o tym zadecydować.

Sprawa Alfiego Evansa wywołuje kontrowersje na całym świecie. Okazuje się, że odłączenie chłopca od respiratora ma być „ludzkie” i „leży w interesie dziecka”, podczas gdy lot do Watykanu i przeniesienie dziecka do tamtejszego szpitala... przedstawiany jest jako coś, co miałoby zagrażać jego życiu. Czy w tym przypadku może chodzić właśnie o zaangażowanie Kościoła i kwestie wyznaniowe? Czy powodem takiego oporu w tej sprawie ze strony brytyjskiego sądu i szpitala może być fakt, że to właśnie watykański szpital zaproponował chłopcu azyl, a w jego sprawie apeluje osobiście papież Franciszek?

Wydaje się pewnym cynizmem, że chłopca skazuje się na śmierć, a jednocześnie mówi się, że lot jest niebezpieczny, bo pacjent mógłby go nie przeżyć. Przecież on i tak został niejako skazany na śmierć. Tu jest pewna obłuda, którą widzę. Ten lot do Rzymu i przyjęcie w watykańskim szpitalu nie warunkuje oczywiście, że ten chłopiec wyzdrowieje. Jest to jednak próba, jest to usiłowanie pomocy. Jest to działanie być może bardziej symboliczne przed światem, medialne - oczywiście, ale ta medialność jest tutaj ważna. To jest ważne, jak podchodzimy do życia. Życie jest największą świętością, dlatego ten gest papieża, dlatego ten gest Włochów, to jest praktycznie pokazanie światu, że będziemy walczyć o każde ludzkie życie do końca, żeby nie było żadnych wątpliwości, że życie jest najważniejsze, że nie może się ono sprowadzać jedynie do decyzji takiego czy innego sędziego, sądu, czy trybunału. Jest to bardzo skomplikowana sytuacja, bo myślę, że sądy będą się bronić właśnie tym, że istnieje prawo do godnej śmierci. Medialnie słyszymy przecież narrację zgodnie z którą, rzekomo lepsze dla tego chłopca miało być odłączenie od aparatury podtrzymującej. Widzę tu całą argumentację sytuacji dystanazji, to bioetyczny termin zakładający, że trzeba pacjentowi pozwolić na godną śmierć, jeśli nie ma on szans na przeżycie. Nie przeciągać w nieskończoność jego podtrzymywania przy życiu, czy terapii, która będzie uporczywa, będzie bólem dla niego. Należy podkreślić, że człowiek ma prawo do życia i do godnej śmierci. Do jednego i do drugiego, czyli nie eutanazja, nie dystanazja tylko ortotanazja - to jest z punktu widzenia bioetycznego takie wypośrodkowanie w tej sytuacji. Z drugiej strony, sądy będą się pewnie upierać, że Alfie Evans nie ma szans, że i tak umrze. Być może tak jest, ale przypadek tego chłopca stał się medialno-symbolicznym przykładem traktowania pewnych zagadnień od strony legislacyjnej. Stał się przyczynkiem do zastanowienia, czy państwo ma prawo decydować w sytuacji, w której rodzice dziecka się na to nie zgadzają. To jest kolejny problem. Wiemy przecież doskonale, że rodzice chcą ratować Alfiego za wszelką cenę. Każda godzina, dzień życia tego syna jest dla nich ogromną wartością. Widać, jak to przeżywają. To właśnie po interwencji rodziców papież Franciszek zabrał publicznie głos w tej sprawie. Czy zatem pozwolić, żeby państwo nawet ustami sędziów i trybunału decydowało o życiu i śmierci. Czy państwo ma decydować o tym, czy zabrać dziecko rodzicom, jak choćby w przypadkach niemieckich Jugendamtów?

Wracając jednak do sprawy Alfiego Evansa, można powiedzieć, że na przekór wszystkim chłopiec żyje i to jest chyba dla wielu osób wielki problem. Gdy okazało się, że pomimo odłączenia od aparatury on nadal żyje, nagle przestano ufać i wierzyć, że był on naprawdę skazany na przegraną. Poruszamy tu niezwykle istotny problem moralny: czy decyzja o odłączeniu od aparatury była słuszna, skoro dziecko żyje?

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl