Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Roch Baranowski,
29.08.2014 19:28

Tusk na przewodniczącego RE: Dobrze dla PO - czy dobrze dla Polski?

W interesie Polski jest niedopuszczenie do nominacji niedoświadczonej i uchodzącej za prorosyjską Włoszki Federici Mogherini na stanowisko unijnego ministra spraw zagranicznych.

W interesie Polski jest niedopuszczenie do nominacji niedoświadczonej i uchodzącej za prorosyjską Włoszki Federici Mogherini na stanowisko unijnego ministra spraw zagranicznych. Niestety wygląda na to, że Polska jest gotowa wycofać swój sprzeciw w zamian za raczej symboliczną, ale prestiżową rolę przewodniczącego Rady Europejskiej dla Donalda Tuska, która ma pomóc przede wszystkim Platformie Obywatelskiej.

W Polskich mediach aż zawrzało od spekulacji o tym, że Donald Tusk objął prowadzenie w wyścigu o miejsce przewodniczącego Rady Europejskiej przed jutrzejszym szczytem w Brukseli. Mainstreamowe „autorytety” już pracują nad narracją, która stawia ewentualną nominację Tuska na równi z wybraniem Karola Wojtyły na papieża, bo wyolbrzymiając wagę tego wydarzenia, spodziewają się szansy na odbicie się Platformy z dołów sondażowych.

Tomasz Lis już wyznaczył kierunek, oznajmiając, że jakiś dalej nieokreślony „najbardziej wpływowy Europejczyk” potwierdził mu, że Polska ma „najlepszy rząd w Europie”. Co tam afery taśmowe, niespełnione obietnice, marazm gospodarczy i rekordowo niskie, jedynie 23%-owe zadowolenie z pracy premiera (dla porównania, 74% Niemców jest zadowolonych z pracy Angeli Merkel)? Potencjalna nominacja Tuska ma być dowodem, że to Polacy się mylą w ocenie rządów Platformy, a Europa wie lepiej.

Ale nie tylko znani propagandziści władzy się ekscytują – pojawia się wiele głosów bardziej wyważonych komentatorów, apelujących o przezwyciężenie osobistych niechęci i podziałów w celu wykorzystania wyjątkowej szansy, jaką stanowi potencjalne przywództwo Unii przez Polaka. W tym entuzjazmie nieco gubi się fakt, że rola przewodniczącego Rady Europejskiej jest co prawda prestiżowa, ale nie niesie ze sobą realnej władzy – jest to rola mediatora, moderatora, reprezentanta – prawdziwą władzę w Radzie Europejskiej mają zebrani w niej szefowie rządów lub głowy państw, czyli przede wszystkim Angela Merkel. Najważniejszą pozycją unijną pozostaje natomiast przeznaczone dla Jean-Claude’a Junckera szefostwo Komisji Europejskiej. Jednak mimo ograniczonej realnej wagi, nominacja Polaka na „prezydenta Unii” byłaby widocznym dowartościowaniem naszego kraju i rejonu.

Ale czy ewentualna nominacja Tuska naprawdę leży w interesie Polski?

Obok roli przewodniczącego Rady Europejskiej na jutrzejszym szczycie ma być przede wszystkim zatwierdzona nominacja wysokiego przedstawiciela Unii Europejskiej do spraw zagranicznych, powszechnie nazywanego ministrem spraw zagranicznych UE.

Od kilku miesięcy lewicowy premier Włoch Matteo Renzi lansuje swoją minister spraw zagranicznych Federicę Mogherini na to stanowisko.

Mimo - a może właśnie z tego powodu - że Mogherini jest zupełnie nieznana i brakuje jej doświadczenia, bo rolę szefa włoskiego MSZ sprawuje dopiero od 6 miesięcy – szybko uzyskała poparcie w zachodnich stolicach. Napotkała natomiast opór ze strony państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, z powodu jej prorosyjskich wystąpień np. sprzeciwu wobec zaostrzania sankcji gospodarczych na Rosję. Włoska gospodarka jest blisko powiązana z rosyjską, a europejskie badania w marcu pokazały, że wśród Włochów (obok Węgrów) jest najniższe poparcie dla sankcji wobec Rosji. Międzynarodowy eksperci od spraw Wschodnich w większości uważają Mogherini za zły wybór dla Europy, przede wszystkim w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji. Dlatego też przez ostanie tygodnie, przede wszystkim po zestrzeleniu samolotu pasażerskiego przez prorosyjskich bojowników, sprzeciw wobec kandydatury Mogherini wydawał się efektywny i szukano alternatywnego kandydata. Jednak wśród liderów zachodnich państw Unii Mogherini jest nadal preferowana z dwóch powodów:

Po pierwsze, nie chcą oni dopuścić do roli ministra spraw zagranicznych Unii kogoś, kto byłby w stanie prowadzić samodzielną politykę wobec Rosji, która mogłaby postawić w złym świetle prorosyjskie działania rządu Merkel i Hollande, choćby ich naleganie na zawieszanie broni na Ukrainie, gdy zwycięstwo sił rządowych wydawało się bliskie, czy sprzedaż okrętów bojowych do Rosji lub blokowanie utworzenia baz NATO w Polsce i krajach bałtyckich. Po drugie, chodzi też o nieukrywaną próbę wpłynięcia na wewnętrzną politykę Włoch i wzmocnienie pozycji włoskiego premiera. Jak pisze Gazeta Wyborcza: „przekonanie wielu polityków m. in. w Berlinie [płynie stąd], że unijny awans dla Mogherini wzmocniłby dobry wizerunek jej premiera. I powiększyłby kapitał polityczny jego rządu w Italii przed podjęciem niepopularnych reform”.

Jak widać, wybór pani Mogherini jest sprzeczny z interesem i potrzebami bezpieczeństwa Polski. Jednak jak pisze Reuters, w ostatnich dniach udało się rozbroić sprzeciw Polski oferując Tuskowi rolę przewodniczącego Rady Europejskiej w zamian za zgodę na Mogherini. Nominacja Tuska jest bezpośrednia związana z chęcią nominacji Mogherini: skoro ona jest kobietą i z centrolewicy, to uchodzący za centroprawicowego Tusk pasuje do układanki, a już lewicowa premier Danii Helle Thorning-Schmidt, główna kontrkandydatka Tuska - nie.

Poza tym dwa inne powody przemawiają za kandydaturą Tuska. Jego wybór byłby symbolicznym dowartościowaniem Polski i Europy Środkowo-Wschodniej w obliczu agresji Rosji na Ukrainę, w dodatku symbolem – w odróżnieniu od zaostrzenia sankcji lub stworzenia baz NATO w Polsce, nic niekosztującym - natomiast po Tusku nie należy się obawiać samodzielnych szarż lub akcentów przedtem nieuzgodnionych z Berlinem czy Paryżem.

Istotną rolę może grać też zamiar wzmocnienia PO na starcie maratonu wyborczego w Polsce. Nie jest tajemnicą, że rządy Platformy w Polsce, polegające na „płynięciu w głównym nurcie”, niedrażnieniu Rosji i nienarażaniu się unijnym partnerom są wyjątkowo wygodnym rozwiązaniem dla unijnych przywódców. Liderzy europejscy zapewne zdają sobie sprawę, że ewentualny przyszły rząd Jarosława Kaczyńskiego będzie trudniejszym partnerem – choćby ambitny program wspierania rozwoju gospodarczego oraz akcentowanie sojuszu z USA mogą wywołać ból głowy w Berlinie i Paryżu. Oczywiście, szybko może podnieść się głos, iż twierdzenie, że Unia chce ingerować w wewnętrzną politykę Polski, to paranoja i teoria spiskowa, ale dyskusja o wzmacnianiu pozycji włoskiego premiera Renziego poprzez nominację Mogherini pokazuję, że takie argumenty mają swoją wagę.

Trudno ocenić, czy leżąca w interesie Polski blokada nominacji Mogherini przez polski rząd w ostatnich tygodniach była motywowana autentyczną troską o polską pozycję i bezpieczeństwo, czy tylko sprytnym „graniem pod Tuska”. Wbrew powszechniej narracji, że Tusk „nie chce, ale musi”, Financial Times donosi, że najbliższe otoczenie Tuska pracowało od miesięcy na jego nominacje. Poza tym, jak pisze Gazeta Wyborcza, podobno nominacji bardzo pragnie żona premiera - Małgorzata ze względu na „prestiż, pieniądze i mniej obciążającą pracę”.

Czy wybór Donalda Tuska jest już przesądzony? Na razie Tusk jest faworytem, ale na jego drodze stoi kilka przeszkód. Oficjalnym zastrzeżeniem jest brak wystarczającej znajomości języka angielskiego. Dochodzi do tego jego bardzo niska ocena jego pracy w kraju (cytowane już 23% pozytywnych ocen w najnowszym TNS) oraz ryzyko, że pojawią się dalsze taśmy kompromitujące jego rząd.

Lepszym rozwiązaniem dla Polski byłoby poparcie pani premier Danii Helle Thorning-Schmidt na przewodniczącą Rady Europejskiej, w zamian za objęcie roli ministra zagranicznego przez doświadczonego, merytorycznego polityka z Europy Środkowo Wschodniej. Skoro skompromitowany taśmami i uchodzący za nieobliczalnego Sikorski raczej odpada z gry, oznaczałoby to poparcie kandydata z innych państw regionu, np. z jednego z krajów bałtyckich, w zamian za silną tekę gospodarczą dla komisarza z Polski. Minusem takiego rozwiązania byłaby rezygnacja z symbolicznego dowartościowania Polski przez objęcie jednej z dwóch głównych reprezentatywnych ról.

Ale jest jeszcze inny scenariusz, w którym rząd w ostatniej minucie proponuje innego polskiego kandydata na szefa unijnego MSZ: dobrym kandydatem byłby doświadczony i dobrze orientujący się w sprawach wschodnich – Jacek Saryusz-Wolski. Wtedy mało istotną dla nas rolę przewodniczącego Rady Europejskiej przejęłaby lewicowa kobieta Helle Thorning-Schmidt, a ministrem spraw zagranicznych Unii - byłby Polak. Ale dla takiego rozwiązania premier Tusk i minister Sikorski musieliby zrezygnować z osobistych ambicji na rzecz interesu Polski. Czy są do tego gotowi?
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane