Resortowi sędziowie orzekają w sprawie Smoleńska

Paweł Kula/PAP; na zdj. Marian Buliński/PAP

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

  

Sędzia skazujący opozycjonistów w latach 80. i broniący ubeków w III RP oraz właściciel lokalu kontaktowego SB zadecydowali o losach jednego z najważniejszych śledztw dotyczących katastrofy smoleńskiej. Chodzi o sprawę niedopełnienia obowiązków przez wojskowych prokuratorów. Szefem tych sędziów jest b. oficer śledczy służb specjalnych PRL - pisze „Gazeta Polska”.

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu umorzyła postępowanie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez śledczych z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, którzy m.in. nie byli przy sekcjach zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej. Na tę decyzję zażaliła się część rodzin, których bliscy zginęli 10 kwietnia 2010 r. Kilka tygodni temu sędziowie Izby Wojskowej Sądu Najwyższego podjęli decyzję, by sprawę przekazać do… Sądu Okręgowego w Poznaniu „z uwagi na dobro wymiaru sprawiedliwości”. Bliscy ofiar katastrofy smoleńskiej są oburzeni.

– To absolutny skandal, przecież właśnie ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości sprawa powinna trafić do sądu w zupełnie innym mieście, gdzie sędziowie nie mają kontaktów z prokuratorami prowadzącymi dane śledztwo – mówi Ewa Kochanowska, wdowa po dr. Januszu Kochanowskim, rzeczniku praw obywatelskich.

Kontrowersyjne decyzje

W listopadzie ubiegłego roku Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu umorzyła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez polskich prokuratorów wojskowych w Smoleńsku w 2010 r. Śledztwo zostało wszczęte w listopadzie 2012 r. Doniesienie w tej sprawie złożył pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego, mec. Piotr Pszczółkowski.

Ppłk Sławomir Schewe, rzecznik prasowy poznańskiej prokuratury wojskowej, poinformował, że śledztwo umorzono wobec stwierdzenia, że czynu nie popełniono.

„Postanowieniem z dnia 31 października 2013 r. prokurator umorzył postępowanie w sprawie niedopełnienia obowiązków w kwietniu 2010 r., na obszarze Federacji Rosyjskiej oraz w Warszawie, przez funkcjonariuszy publicznych – prokuratorów Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, wykonujących czynności w sprawie PO Śl 54/10 poprzez niewnioskowanie o dopuszczenie i nieuczestniczenie w wykonywanych na terenie Federacji Rosyjskiej sekcjach zwłok 95 ofiar katastrofy lotniczej samolotu Tu-154, nr boczny 101, która miała miejsce w dniu 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem, oraz poprzez nienakazanie powtórnego przeprowadzenia ww. czynności na terenie Polski po przewiezieniu zwłok ofiar i utrudniania w ten sposób postępowania karnego w ww. sprawie, tj. o czyn z art. 231 § 1 kk i 239 § 1 kk, wobec stwierdzenia, że czynu nie popełniono” – czytamy w komunikacie rzecznika prokuratury.

Według składającego zawiadomienie mec. Piotra Pszczółkowskiego wojskowi prokuratorzy, którzy brali udział w czynnościach po katastrofie smoleńskiej na terenie Federacji Rosyjskiej, mieli nie dopełnić obowiązków, gdyż nie wystąpili z wnioskiem o udział i nie brali udziału w sekcjach zwłok, a także nie przeprowadzili tych sekcji także po przetransportowaniu ciał ofiar do Polski.

Na decyzję poznańskiej prokuratury zażalili się m.in. Jarosław Kaczyński, Ewa Kochanowska, Janusz Walentynowicz oraz Jacek Świat – ich pismo wpłynęło do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie. W lutym tego roku WSO zwrócił się do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego o przekazanie rozpoznania zażalenia do Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu. Jako uzasadnienie podano fakt, że w Wojskowym Sądzie Okręgowym w Warszawie orzeka niewielu sędziów, a w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie pracuje niewielu prokuratorów, w związku z czym dochodzi do częstych kontaktów stołecznych sędziów i prokuratorów wojskowych. Co ciekawe, podobna sytuacja jest w Poznaniu, ale to już nie przeszkadzało sędziom z Izby Wojskowej SN, którzy podjęli decyzję o przekazaniu tam sprawy.

W postanowieniu Izby Wojskowej SN z 14 marca 2014 r. czytamy m.in.:

„Okoliczności te (częste kontakty warszawskich wojskowych sędziów i prokuratorów – przyp. red.) w odbiorze powszechnym mogłyby wywołać (błędne) przekonanie o braku obiektywizmu orzekających w tej sprawie sędziów. Zgodzić się należy z wnioskującym Sądem (Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie – przyp. red.), że wyjątkowość przedmiotowej sprawy i wynikające stąd znaczne zainteresowanie opinii publicznej wymagają takich działań, które zlikwidują możliwość powstania nawet błędnego przekonania o braku obiektywizmu w tej sprawie. Z tych powodów należało (…) sprawę przekazać do rozpoznania Wojskowemu Sądowi Okręgowemu w Poznaniu”.

Skazywał opozycjonistów, bronił ubeków

Przewodniczącym składu sędziowskiego w Sądzie Najwyższym, gdzie zapadło powyższe postanowienie, był Marian Buliński, którego wcześniej opisywał m.in. portal Niezależna.pl oraz „Nasz Dziennik”.

Marian Buliński należał do składu orzekającego, który uniewinnił stalinowskiego oficera śledczego Tadeusza J., któremu zarzucono znęcanie się nad płk. Franciszkiem Skibińskim. Ten sam sędzia w latach 80. skazywał opozycjonistów za działanie w Solidarności. Izba Wojskowa SN oddaliła kasację dyrektora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu od wyroku sądu apelacyjnego, który umorzył postępowanie wobec dwóch stalinowskich oficerów śledczych – Tadeusza J. i zmarłego rok temu Kazimierza G.

IPN oskarżył obu w 2008 r. Na Tadeuszu J. ciążył zarzut znęcania się nad płk. Franciszkiem Skibińskim. Zdaniem IPN, J. wielokrotnie od końca stycznia do końca lutego 1952 r. przesłuchiwał więźnia, pozbawiając go snu i zmierzając do załamania fizycznego i psychicznego. Celem było to, by Skibiński przyznał się do udziału w szpiegowskiej organizacji w wojsku i by składał wyjaśnienia zgodne z koncepcją Głównego Zarządu Informacji.

– Oskarżony działał w przeświadczeniu, że Franciszek Skibiński dopuścił się zdrady wobec państwa – oświadczył podczas ogłoszenia decyzji Sądu Najwyższego sędzia Marian Buliński. – Nie można uznać, że miał świadomość działania w aparacie, którego celem było wyeliminowanie wrogów państwa – dodał.

Nazwisko sędziego Bulińskiego pojawiło się również w lutym 2011 r. w kontekście innego wyroku uniewinniającego oficera wojska PRL Walerego K., oskarżonego przez IPN w sprawie doprowadzenia do odejścia z armii z powodu przekonań religijnych innego oficera. Było to w latach 60. Według aktu oskarżenia, czyn polegał na prześladowaniach z powodów religijnych wobec por. Kazimierza K., kierownika gabinetu w Katedrze Uzbrojenia Rakietowego Wojskowej Akademii Technicznej. Miano uniemożliwić mu pracę naukową ze względu na jego przynależność wyznaniową, uczestniczenie w praktykach religijnych i udział w organizacjach katolickich. Wydano o nim negatywną opinię o przydatności do służby. W konsekwencji Kazimierz K. odszedł z wojska. Również wtedy sędzia SN Marian Buliński wskazał w uzasadnieniu orzeczenia, że nie sposób przypisać oskarżonemu przestępstwa, „tym bardziej popełnionego umyślnie”.

Z kolei w maju 2011 r. „Nasz Dziennik” opisał historię Władysława Walca, opozycjonisty inwigilowanego przez Służbę Bezpieczeństwa, skazanego na karę więzienia w 1984 r. Informowano, że Walec nie może doczekać się rehabilitacji. Kolejne instancje sądownicze oddalały jego sprawę, uzasadniając to brakiem związku między skazaniem a działalnością niepodległościową.

Jednak zdaniem opozycjonisty, na tych postanowieniach zaciążył fakt, że skazujący go w latach osiemdziesiątych sędzia Marian Buliński orzeka teraz w Izbie Wojskowej Sądu Najwyższego – to właśnie tam Walec kierował wnioski o rewizję wyroku.

Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

TOTALNA obłuda! Stołeczna ławeczka Rafała Trzaskowskiego... tylko dla wybranych

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

O tym, że Rafał Trzaskowski jest człowiekiem-wpadką, przekonujemy się coraz częściej. Tym razem jednak kandydata PO nieco poniosło. Zamiast rozmawiać z niewygodnym oponentem postanowił... wyrzucić go ze swojej słynnej ławeczki.

Patryk Jaki przyzwyczaił nas do tego, że na swoich spotkaniach z mieszkańcami Warszawy odpowiada na pytania każdego zainteresowanego tematem, nawet jeśli sam zadający je odbiega od meritum, jest z innej opcji politycznej, czy zwyczajnie przyszedł robić zadymę.

Być może, w przeciwieństwie do Trzaskowskiego, nie boi się trudnych sytuacji i umie wyjść z nich obronną ręką. Tak było w przypadku, który opisywaliśmy niedawno na portalu niezalezna.pl, kiedy to podczas spotkania Patryka Jakiego z warszawiakami pojawił się pewien lewicowy dziennikarz.

Dwa miesiące temu Michał Pytlik, publicysta "Krytyki Politycznej" i jednocześnie aktywista partii Razem, opublikował na swoim profilu na Facebooku film, w którym ostro krytykuje Patryka Jakiego, przypominając, jak twierdził - "fakty" - dotyczące rzekomo szkodliwej działalności polityka. Pytlik twierdził m.in., że Jaki w Opolu "już dawno zbudował własny układ". Film lewackiego aktywisty udostępniali na swoich profilach politycy PO. Na spotkaniu z mieszkańcami Warszawy, kandydat Zjednoczonej Prawicy "wywołał do tablicy" oszczercę i... koncertowo zdemaskował jego kłamstwa.

Tymczasem okazuje się, że kontrkandydat Jakiego - Rafał Trzaskowski - nie tylko nie umie stanąć twarzą w twarz ze swoimi oponentami, ale w dodatku nie przejawia podstawowych zasad kultury. Tym razem... wyrzucił ze swojej ławeczki jednego z zainteresowanych rozmową gości:

Internauci zareagowali ostro:

 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl